Od
moich urodzin minęło dość dużo czasu. Są święta. Ja i Ron
zostajemy potajemnie w Hogwarcie, by skończyć projekt. Wiem, że
jest to dla niego bardzo trudne. Dziś wszyscy wyjeżdżają.
Pożegnałam się z Harrym, Hermioną i Ginny życząc im wesołych
świąt, z Ronem też się pożegnałam, by nikt się nie domyślił.
Laury nie widziałam od bardzo dawna, a nie rozmawiałam z nią
jeszcze dłużej. Mimo to zamierzam wysłać jej sowę z życzeniami.
W
końcu wyjechali. Wraz z Ronem pobiegliśmy do wieży, by rozpocząć
intensywną pracę nad projektem. Gdy wpadliśmy do wieży nikogo tam
nie było. Nad projektem pracowaliśmy kilka godzin, a następnie
pobiegliśmy na obiad.
-To dziwne. Zostaliśmy tylko my?-spytałam Rona, gdy weszliśmy do pustej sali.
-Nie zobacz-wstazał ręką ku stołowi Ślizgonów. Siedzieli przy nim Laura i Draco, śmiali się. Złapałam Rona za rękę i schowałam się za nim.
-Co jest?-spytał, ale nie dane mi było odpowiedzieć, ponieważ Draco spostrzegł Weasley'a.
-Weasley, co jest? Zostałeś sam, bo w twoim domu miejsca zabrakło?! Twoi rodzice wolą Harry'ego?!-krzyczał. Widziałam jak Ron stopniowo traci nad sobą panowanie. Mnie też zalewała krew. Ale on dalej krzyczał, a Laura próbowała go uspokoić jednak cichutko chichotała z jego udanych dowcipów. To przebrało miarkę. Draco przegiął, takiej wściekłości nie czułam jeszcze nigdy.
-Co Malfoy? Rodzice nie chcieli cię do domu wpuścić? To odważne z twojej strony, że pozbawiony goryli pyskujesz! -wrzasnęłam, a wszyscy Ślizgoni zamilkli. Stałam, twardo patrząc na nich. -Zauważ, że nawet twoi goryle cię opuścili!-wrzasnęłam i razem z Ronem usiedliśmy przy stole. Draco zamilkł i nie odezwał się do nas do końca wieczerzy. Siedzieliśmy chwilę, gdy nagle przybyli profesor Dumbledore, profesor McGonagall, Hagrid oraz jeszcze kilku innych nauczycieli.
-Witam wszystkich i życzę wam wesołych świąt.-powiedział Dumbledore.-Moi drodzy, podejdźcie i zasiądźcie z nami do wieczerzy Bożonarodzeniowej.-rzekł i wszyscy usiedliśmy przy stole nauczycieli.
Wieczerza przebiegła sprawnie, razem z Ronem od razu po kolacji wróciliśmy do wieży.
-Mam dość Draco-powiedziałam kiedy razem z rudowłosym znaleźliśmy się w pokoju wspólnym.
-Ja też-powiedział Ron siadjąc obok mnie. Serce zabiło mi szybciej, próbowałam powstrzymać uśmiech.
-Nie wiem co Laura w nim widzi...-rzekłam po chwili.
-Ja też nie-powiedział, a ja odwróciłam głowę, aby nie widział, że się rumienię. Kurcze, co się ze mną stało? Od kiedy to nie mogę spokojnie siedzieć obok niego? Myślałam.
-Chodź, zabierzmy się za ten projekt, bo zostało mało czasu.-powiedział wstając i podając mi rękę. Serce znowu zabiło mi mocniej. Ja nie mogę. Ann Smith ogarnij się! Pomyslałam, wzięłam głęboki oddech i chwyciwszy go za rękę pobiegliśmy do biblioteki. Choć Laura, była moją przyjaciółką nie chciałam jej spotkać, ale oczywiście jak ja coś chcę to dostaję. Taaa... W bibliotece siedzieli Laura i Draco. Chwyciłam Rona i zaciągnełam pomiędzy regały. Niestety w wyniku ogólnych przypadków, zamiast stanąć plecami do regału obok siebie wylądowaliśmy na podłodze. Z trudem powstrzymaliśmy śmiech.
-Chodź-powiedziałam i pospiesznie ścigaliśmy się pomiędzy regałami, aż dotarliśmy do miejsca gdzie leżałam na jego ramieniu, ale teraz nie tonęłam w łzach. Usiedliśmy obok siebie i przeglądaliśmy książki do eliksirów. Nasz projekt był skończony, ale my i tak spędzaliśmy razem czas, bo tak naprawdę lubiliśmy przebywać razem. Była to dla nas czysta przyjemność.
-Myślę, że już skończyliśmy nasz projekt więc każde z nas powinno zająć się swoimi zajęciami.-powiedział raz Ron. Poczułam ból, bo On nigdy nie mówił, że ten projekt, to spędzanie czasu jest dla niego uciążliwe. Myślałam, że lekcję też możemy razem odrabiać, skoro tylko my i Draco z Laurą zostaliśmy w Hogwarcie na święta. Zranił mnie tym, bo dał mi do zrozumienia, że znudził się moim towarzystwem.
-Dobrze-rzekłam i wybiegłam z biblioteki, nie czekając na jego reakcję. Gdy dotarłam do wieży zamknęłam się w dormitorium i położyłam na łóżku, myśląc o mojej głupocie.
Następnego poranka zastałam Go w salonie, przeglądał paczki pod choinką.
-Cześć.-powiedziałam zaspanym głosem, ale On nawet głowy nie odwrócił, tylko mruknął coś pod nosem.
-Masz, to dla ciebie-wydusił w końcu wciskając mi górę prezentów, bo przecież były święta.
-Dzięki-powiedziałam i zrobiłam trzecią najgłupszą rzecz w życiu. Pocałowałam go w policzek. Ron najpierw otworzył oczy zdziwiony a później przytulił mnie, życząc mi przy tym wesołych świąt. Odpakowaliśmy prezenty. Ja dostałam: książkę fantasy od Hermiony najbardziej znanego pisarza mugolskiego, C.S. Lewis chyba, ale nie zajrzałam do tej książki długo, od Harry'ego torbę cukierków z Hogsmeade, a od wesołych Weasleyów sweter i ciasto. Ron również z uciechą przeglądał prezenty. dostał:(to co w książce). Oboje szczęśliwi pognaliśmy w kasztanowych swetrach Pani Weasley na śniadanie.
-Wszystkiego Najlepszego z Okazji Świąt!-powiedział donośnie Dumbledore, gdy wszyscy zasiedliśmy już przy stole. Od sufitu poleciał grad cukierków, a wszystkie z Miodowego Królestwa. Przeszczęśliwa zjadłam śniadanie i pognałam do dormitorium. Wraz z Ronem śmialiśmy się cały dzień, zapominając o wszystkim.
-Mam karmelowego-powiedział Ron i już miał mi rzucić ten cudowny smakołyk, kiedy wstał i położył do na najwyższej półce, smiejąc się przy tym donośnie.
-Hej!-zaczęłam krzyczeć skacząc do półki. Po chwili przypomniałam sobie kim jestem, ale gdy On spostrzegł, że wygiągam różczkę zabrał ja natychmiast kładąc na równie ze słodyczami.
-Ron!-skakałam i krzyczałam, wszystko na próżno, a On śmiał się i śmiał. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Wskoczyłam mu w ramiona i na nim dotarłam do słodyczy.
-Zwycięstwo!-zawołałam unosząc wyżej słodycze i różdżkę.
-Ann!-wrzasnął i oboje padliśmy na ziemię. Leżeliśmy chwilę nie mogąc wstac ze śmiechu.
-Wygrałam-zdołałam wymówić przez śmiech.
-Nie!-wrzasnał i obrzucił mnie cukierkami. Chwyciłam poduszkę, a On drugą. Rozpoczęla się wojna na poduchy. Po około kwadransie naszej wojny w całym pokoju wspólnym walały się pióra z poduszek, a my leżeliśmy na podłodze zwijając się ze śmiechu. No, i w tym momencie weszła profesor McGonagall.
-Co się tu stało?-spytała łapiąc się za głowę, po czym machnęła różdżką i wszystko było idealnie ułożone.
-My tylko...-zaczęłam.
-...jedliśmy cukierki...-skończył Ron.
-Macie szczęście, że są święta, bo inaczej byłby szlaban.-powiedziała i wyszła z wieży. Odetchnęliśmy z ulgą. Położyłam się na jego kolanach i zaczęliśmy czytać książkę od Hermiony.
-O czym to jest?-spytał Ron po trzech godzinach cichego czytania.
-O mugolach, którzy muszą położyć siedem magicznych sztućców na stole wszechmocnego lwa.-stwierdziła.
-Mam nadzieję, że następna książka jest ciekawsza-powiedział rudowłosy i przewrócił kartkę.
-Co jest?-spytał, ale nie dane mi było odpowiedzieć, ponieważ Draco spostrzegł Weasley'a.
-Weasley, co jest? Zostałeś sam, bo w twoim domu miejsca zabrakło?! Twoi rodzice wolą Harry'ego?!-krzyczał. Widziałam jak Ron stopniowo traci nad sobą panowanie. Mnie też zalewała krew. Ale on dalej krzyczał, a Laura próbowała go uspokoić jednak cichutko chichotała z jego udanych dowcipów. To przebrało miarkę. Draco przegiął, takiej wściekłości nie czułam jeszcze nigdy.
-Co Malfoy? Rodzice nie chcieli cię do domu wpuścić? To odważne z twojej strony, że pozbawiony goryli pyskujesz! -wrzasnęłam, a wszyscy Ślizgoni zamilkli. Stałam, twardo patrząc na nich. -Zauważ, że nawet twoi goryle cię opuścili!-wrzasnęłam i razem z Ronem usiedliśmy przy stole. Draco zamilkł i nie odezwał się do nas do końca wieczerzy. Siedzieliśmy chwilę, gdy nagle przybyli profesor Dumbledore, profesor McGonagall, Hagrid oraz jeszcze kilku innych nauczycieli.
-Witam wszystkich i życzę wam wesołych świąt.-powiedział Dumbledore.-Moi drodzy, podejdźcie i zasiądźcie z nami do wieczerzy Bożonarodzeniowej.-rzekł i wszyscy usiedliśmy przy stole nauczycieli.
Wieczerza przebiegła sprawnie, razem z Ronem od razu po kolacji wróciliśmy do wieży.
-Mam dość Draco-powiedziałam kiedy razem z rudowłosym znaleźliśmy się w pokoju wspólnym.
-Ja też-powiedział Ron siadjąc obok mnie. Serce zabiło mi szybciej, próbowałam powstrzymać uśmiech.
-Nie wiem co Laura w nim widzi...-rzekłam po chwili.
-Ja też nie-powiedział, a ja odwróciłam głowę, aby nie widział, że się rumienię. Kurcze, co się ze mną stało? Od kiedy to nie mogę spokojnie siedzieć obok niego? Myślałam.
-Chodź, zabierzmy się za ten projekt, bo zostało mało czasu.-powiedział wstając i podając mi rękę. Serce znowu zabiło mi mocniej. Ja nie mogę. Ann Smith ogarnij się! Pomyslałam, wzięłam głęboki oddech i chwyciwszy go za rękę pobiegliśmy do biblioteki. Choć Laura, była moją przyjaciółką nie chciałam jej spotkać, ale oczywiście jak ja coś chcę to dostaję. Taaa... W bibliotece siedzieli Laura i Draco. Chwyciłam Rona i zaciągnełam pomiędzy regały. Niestety w wyniku ogólnych przypadków, zamiast stanąć plecami do regału obok siebie wylądowaliśmy na podłodze. Z trudem powstrzymaliśmy śmiech.
-Chodź-powiedziałam i pospiesznie ścigaliśmy się pomiędzy regałami, aż dotarliśmy do miejsca gdzie leżałam na jego ramieniu, ale teraz nie tonęłam w łzach. Usiedliśmy obok siebie i przeglądaliśmy książki do eliksirów. Nasz projekt był skończony, ale my i tak spędzaliśmy razem czas, bo tak naprawdę lubiliśmy przebywać razem. Była to dla nas czysta przyjemność.
-Myślę, że już skończyliśmy nasz projekt więc każde z nas powinno zająć się swoimi zajęciami.-powiedział raz Ron. Poczułam ból, bo On nigdy nie mówił, że ten projekt, to spędzanie czasu jest dla niego uciążliwe. Myślałam, że lekcję też możemy razem odrabiać, skoro tylko my i Draco z Laurą zostaliśmy w Hogwarcie na święta. Zranił mnie tym, bo dał mi do zrozumienia, że znudził się moim towarzystwem.
-Dobrze-rzekłam i wybiegłam z biblioteki, nie czekając na jego reakcję. Gdy dotarłam do wieży zamknęłam się w dormitorium i położyłam na łóżku, myśląc o mojej głupocie.
Następnego poranka zastałam Go w salonie, przeglądał paczki pod choinką.
-Cześć.-powiedziałam zaspanym głosem, ale On nawet głowy nie odwrócił, tylko mruknął coś pod nosem.
-Masz, to dla ciebie-wydusił w końcu wciskając mi górę prezentów, bo przecież były święta.
-Dzięki-powiedziałam i zrobiłam trzecią najgłupszą rzecz w życiu. Pocałowałam go w policzek. Ron najpierw otworzył oczy zdziwiony a później przytulił mnie, życząc mi przy tym wesołych świąt. Odpakowaliśmy prezenty. Ja dostałam: książkę fantasy od Hermiony najbardziej znanego pisarza mugolskiego, C.S. Lewis chyba, ale nie zajrzałam do tej książki długo, od Harry'ego torbę cukierków z Hogsmeade, a od wesołych Weasleyów sweter i ciasto. Ron również z uciechą przeglądał prezenty. dostał:(to co w książce). Oboje szczęśliwi pognaliśmy w kasztanowych swetrach Pani Weasley na śniadanie.
-Wszystkiego Najlepszego z Okazji Świąt!-powiedział donośnie Dumbledore, gdy wszyscy zasiedliśmy już przy stole. Od sufitu poleciał grad cukierków, a wszystkie z Miodowego Królestwa. Przeszczęśliwa zjadłam śniadanie i pognałam do dormitorium. Wraz z Ronem śmialiśmy się cały dzień, zapominając o wszystkim.
-Mam karmelowego-powiedział Ron i już miał mi rzucić ten cudowny smakołyk, kiedy wstał i położył do na najwyższej półce, smiejąc się przy tym donośnie.
-Hej!-zaczęłam krzyczeć skacząc do półki. Po chwili przypomniałam sobie kim jestem, ale gdy On spostrzegł, że wygiągam różczkę zabrał ja natychmiast kładąc na równie ze słodyczami.
-Ron!-skakałam i krzyczałam, wszystko na próżno, a On śmiał się i śmiał. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Wskoczyłam mu w ramiona i na nim dotarłam do słodyczy.
-Zwycięstwo!-zawołałam unosząc wyżej słodycze i różdżkę.
-Ann!-wrzasnął i oboje padliśmy na ziemię. Leżeliśmy chwilę nie mogąc wstac ze śmiechu.
-Wygrałam-zdołałam wymówić przez śmiech.
-Nie!-wrzasnał i obrzucił mnie cukierkami. Chwyciłam poduszkę, a On drugą. Rozpoczęla się wojna na poduchy. Po około kwadransie naszej wojny w całym pokoju wspólnym walały się pióra z poduszek, a my leżeliśmy na podłodze zwijając się ze śmiechu. No, i w tym momencie weszła profesor McGonagall.
-Co się tu stało?-spytała łapiąc się za głowę, po czym machnęła różdżką i wszystko było idealnie ułożone.
-My tylko...-zaczęłam.
-...jedliśmy cukierki...-skończył Ron.
-Macie szczęście, że są święta, bo inaczej byłby szlaban.-powiedziała i wyszła z wieży. Odetchnęliśmy z ulgą. Położyłam się na jego kolanach i zaczęliśmy czytać książkę od Hermiony.
-O czym to jest?-spytał Ron po trzech godzinach cichego czytania.
-O mugolach, którzy muszą położyć siedem magicznych sztućców na stole wszechmocnego lwa.-stwierdziła.
-Mam nadzieję, że następna książka jest ciekawsza-powiedział rudowłosy i przewrócił kartkę.
*
Oto pierwsza część posta świątecznego. Zapraszam do czytania i mam nadzieję, że wam się spodoba.
Limonka