poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział VII " Święta" [Ann]

Od moich urodzin minęło dość dużo czasu. Są święta. Ja i Ron zostajemy potajemnie w Hogwarcie, by skończyć projekt. Wiem, że jest to dla niego bardzo trudne. Dziś wszyscy wyjeżdżają. Pożegnałam się z Harrym, Hermioną i Ginny życząc im wesołych świąt, z Ronem też się pożegnałam, by nikt się nie domyślił. Laury nie widziałam od bardzo dawna, a nie rozmawiałam z nią jeszcze dłużej. Mimo to zamierzam wysłać jej sowę z życzeniami.
W końcu wyjechali. Wraz z Ronem pobiegliśmy do wieży, by rozpocząć intensywną pracę nad projektem. Gdy wpadliśmy do wieży nikogo tam nie było. Nad projektem pracowaliśmy kilka godzin, a następnie pobiegliśmy na obiad. 
-To dziwne.  Zostaliśmy tylko my?-spytałam Rona, gdy weszliśmy do pustej sali.
-Nie zobacz-wstazał ręką ku stołowi Ślizgonów. Siedzieli przy nim Laura i Draco, śmiali się. Złapałam Rona za rękę i schowałam się za nim.
-Co jest?-spytał, ale nie dane mi było odpowiedzieć, ponieważ Draco spostrzegł Weasley'a.
-Weasley, co jest? Zostałeś sam, bo w twoim domu miejsca zabrakło?! Twoi rodzice wolą Harry'ego?!-krzyczał. Widziałam jak Ron stopniowo traci nad sobą panowanie. Mnie też zalewała krew. Ale on dalej krzyczał, a Laura próbowała go uspokoić jednak cichutko chichotała z jego udanych dowcipów. To przebrało miarkę. Draco przegiął, takiej wściekłości nie czułam jeszcze nigdy.
-Co Malfoy? Rodzice nie chcieli cię do domu wpuścić? To odważne z twojej strony, że pozbawiony goryli pyskujesz! -wrzasnęłam, a wszyscy Ślizgoni zamilkli. Stałam, twardo patrząc na nich. -Zauważ, że nawet twoi goryle cię opuścili!-wrzasnęłam i razem z Ronem usiedliśmy przy stole. Draco zamilkł i nie odezwał się do nas do końca wieczerzy. Siedzieliśmy chwilę, gdy nagle przybyli profesor Dumbledore, profesor McGonagall, Hagrid oraz jeszcze kilku innych nauczycieli.
-Witam wszystkich i życzę wam wesołych świąt.-powiedział Dumbledore.-Moi drodzy, podejdźcie i zasiądźcie z nami do wieczerzy Bożonarodzeniowej.-rzekł i wszyscy usiedliśmy przy stole nauczycieli.
Wieczerza przebiegła sprawnie, razem z Ronem od razu po kolacji wróciliśmy do wieży.
-Mam dość Draco-powiedziałam kiedy razem z rudowłosym znaleźliśmy się w pokoju wspólnym.
-Ja też-powiedział Ron siadjąc obok mnie. Serce zabiło mi szybciej, próbowałam powstrzymać uśmiech.
-Nie wiem co Laura w nim widzi...-rzekłam po chwili.
-Ja też nie-powiedział, a ja odwróciłam głowę, aby nie widział, że się rumienię. Kurcze, co się ze mną stało? Od kiedy to nie mogę spokojnie siedzieć obok niego? Myślałam.
-Chodź, zabierzmy się za ten projekt, bo zostało mało czasu.-powiedział wstając i podając mi rękę. Serce znowu zabiło mi mocniej. Ja nie mogę. Ann Smith ogarnij się! Pomyslałam, wzięłam głęboki oddech i chwyciwszy go za rękę pobiegliśmy do biblioteki. Choć Laura, była moją przyjaciółką nie chciałam jej spotkać, ale oczywiście jak ja coś chcę to dostaję. Taaa... W bibliotece siedzieli Laura i Draco. Chwyciłam Rona i zaciągnełam pomiędzy regały. Niestety w wyniku ogólnych przypadków, zamiast stanąć plecami do regału obok siebie wylądowaliśmy na podłodze. Z trudem powstrzymaliśmy śmiech.
-Chodź-powiedziałam i pospiesznie ścigaliśmy się pomiędzy regałami, aż dotarliśmy do miejsca gdzie leżałam na jego ramieniu, ale teraz nie tonęłam w łzach. Usiedliśmy obok siebie i przeglądaliśmy książki do eliksirów. Nasz projekt był skończony, ale my i tak spędzaliśmy razem czas, bo tak naprawdę lubiliśmy przebywać razem. Była to dla nas czysta przyjemność.
-Myślę, że już skończyliśmy nasz projekt więc każde z nas powinno zająć się swoimi zajęciami.-powiedział raz Ron. Poczułam ból, bo On nigdy nie mówił, że ten projekt, to spędzanie czasu jest dla niego uciążliwe. Myślałam, że lekcję też możemy razem odrabiać, skoro tylko my i Draco z Laurą zostaliśmy w Hogwarcie na święta. Zranił mnie tym, bo dał mi do zrozumienia, że znudził się moim towarzystwem.
-Dobrze-rzekłam i wybiegłam z biblioteki, nie czekając na jego reakcję. Gdy dotarłam do wieży zamknęłam się w dormitorium i położyłam na łóżku, myśląc o mojej głupocie.
Następnego poranka zastałam Go w salonie, przeglądał paczki pod choinką.
-Cześć.-powiedziałam zaspanym głosem, ale On nawet głowy nie odwrócił, tylko mruknął coś pod nosem.
-Masz, to dla ciebie-wydusił w końcu wciskając mi górę prezentów, bo przecież były święta.
-Dzięki-powiedziałam i zrobiłam trzecią najgłupszą rzecz w życiu. Pocałowałam go w policzek. Ron najpierw otworzył oczy zdziwiony a później przytulił mnie, życząc mi przy tym wesołych świąt. Odpakowaliśmy prezenty. Ja dostałam: książkę fantasy od Hermiony najbardziej znanego pisarza mugolskiego, C.S. Lewis chyba, ale nie zajrzałam do tej książki długo, od Harry'ego torbę cukierków z Hogsmeade, a od wesołych Weasleyów sweter i ciasto. Ron również z uciechą przeglądał prezenty. dostał:(to co w książce). Oboje szczęśliwi pognaliśmy w kasztanowych swetrach Pani Weasley na śniadanie.
-Wszystkiego Najlepszego z Okazji Świąt!-powiedział donośnie Dumbledore, gdy wszyscy zasiedliśmy już przy stole. Od sufitu poleciał grad cukierków, a wszystkie z Miodowego Królestwa. Przeszczęśliwa zjadłam śniadanie i pognałam do dormitorium. Wraz z Ronem śmialiśmy się cały dzień, zapominając o wszystkim.
-Mam karmelowego-powiedział Ron i już miał mi rzucić ten cudowny smakołyk, kiedy wstał i położył do na najwyższej półce, smiejąc się przy tym donośnie.
-Hej!-zaczęłam krzyczeć skacząc do półki. Po chwili przypomniałam sobie kim jestem, ale gdy On spostrzegł, że wygiągam różczkę zabrał ja natychmiast kładąc na równie ze słodyczami.
-Ron!-skakałam i krzyczałam, wszystko na próżno, a On śmiał się i śmiał. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Wskoczyłam mu w ramiona i na nim dotarłam do słodyczy.
-Zwycięstwo!-zawołałam unosząc wyżej słodycze i różdżkę.
-Ann!-wrzasnął i oboje padliśmy na ziemię. Leżeliśmy chwilę nie mogąc wstac ze śmiechu.
-Wygrałam-zdołałam wymówić przez śmiech.
-Nie!-wrzasnał i obrzucił mnie cukierkami. Chwyciłam poduszkę, a On drugą. Rozpoczęla się wojna na poduchy. Po około kwadransie naszej wojny w całym pokoju wspólnym walały się pióra z poduszek, a my leżeliśmy na podłodze zwijając się ze śmiechu. No, i w tym momencie weszła profesor McGonagall.
-Co się tu stało?-spytała łapiąc się za głowę, po czym machnęła różdżką i wszystko było idealnie ułożone.
-My tylko...-zaczęłam.
-...jedliśmy cukierki...-skończył Ron.
-Macie szczęście, że są święta, bo inaczej byłby szlaban.-powiedziała i wyszła z wieży. Odetchnęliśmy z ulgą. Położyłam się na jego kolanach i zaczęliśmy czytać książkę od Hermiony.
-O czym to jest?-spytał Ron po trzech godzinach cichego czytania.
-O mugolach, którzy muszą położyć siedem magicznych sztućców na stole wszechmocnego lwa.-stwierdziła.
-Mam nadzieję, że następna książka jest ciekawsza-powiedział rudowłosy i przewrócił kartkę.

*
Oto pierwsza część posta świątecznego. Zapraszam do czytania i mam nadzieję, że wam się spodoba.
Limonka

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 5 - "Czyli jak bliźniacy rozpętali piekło" [Laura]

Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany przeze mnie dzień. Urodziny Ann miały odbyć się już dzisiaj. Wstałam i ubrałam się. "Całe szczęście, że nie ma dzisiaj lekcji" pomyślałam, z radością schodząc po schodach prowadzących do pokoju wspólnego. Było już przed dziesiątą (tak, w soboty odsypiam), więc niewiele osób tam siedziało. Nawet nie było wśród nich Draco. Najwyraźniej poszedł już na śniadanie. Uczyniłam więc to samo.
Jak się okazało, nie pomyliłam się. Siedział przy stole Ślizgonów (a gdzieżby indziej... dop.aut.), a po jego lewej stronie Crabbe i Goyle. Miejsce po jego prawej nadal było wolne. Podreptałam do długiej ławy i wepchnęłam się obok niego, niwecząc tym samym niecne plany Pansy. Hue, hue... Uśmiechnęłam się do niej wrednie i przywitałam się:
- Heeej, Draco! - uśmiechnął się do mnie i lekko poczochrał mnie po włosach. Pansy zarumieniła się ze złości. Podobno złość piękności szkodzi, ale w jej przypadku... - I wy, Crabbe, Goyle - zwróciłam się do zdezorientowanych chłopaków. Chyba zaskoczyło ich, że taki kurdupel jak ja zdobył uwagę Draco.
Posiłek minął nam nawet przyjemnie. Po skończeniu jedzenia ruszyliśmy do biblioteki, by nadal pracować nad projektem (strasznie dużo czasu on nam zajmuje...).
Zanim się obejrzałam, minęło kilka godzin (z przerwą na obiad, oczywiście~ :3) i zegar wybił, oznajmiając wszystkim, że oto nadeszła godzina szesnasta. Zerwałam się z krzesła i, żegnając pospiesznie Draco, wybiegłam z biblioteki, by zapakować prezent dla Ann.  Tu czekała mnie niespodzianka.
Kiedy weszłam do dormitorium i otworzyłam torbę, w której leżały słodycze, okazało się... Że torba jest pusta! Cicho krzyknęłam, gdy uświadomiłam sobie powagę sytuacji. Nie mogłam przecież pójść na urodziny bez prezentu!
Opadłam na kolana, uderzając się przy tym boleśnie. Nie przejęłam się tym za bardzo, bo najważniejsze było to, że nie mogłam sprawić Ann przyjemności. Chciałam od razu pobiec do wieży Griffindoru, co też uczyniłam.
Gdy dobiegłam na miejsce, zauważyłam Freda i George'a, którzy z diabelskimi uśmiechami wychodzili z pokoju wspólnego Gryfonów. Podbiegłam do nich z miną niewróżącą niczego dobrego.
- TO WY ZJEDLIŚCIE SŁODYCZE?! - krzyknęłam na nich, a oni cofnęli się odruchowo. Całą postawą przypominałam rozwścieczonego wilka albo coś jeszcze groźniejszego. Wytrzeszczyli oczy, widząc, jak bardzo byłam wkurzona. Jednak, mimo winy malującej się na ich twarzach, odpowiedzieli zgodnie:
- Oczywiście, że to nie... - zbyt zdenerwowana, by ich wysłuchać, przerwałam:
- Nie wy? Nie wy?! A kto buszował po bibliotece jak wróciłam z Hogsmeade? Nie wy?! - w miarę jak kontynuowałam swoją wypowiedź, miny bliźniaków były coraz bardziej skruszone. - Jak robiłam z Draco projekt? Nie wy?! Co ja mam teraz powiedzieć Ann? - zakończyłam zrezygnowana, bliska płaczu. Takie wahania nastrojów są dla mnie normalne, gdy się o coś strasznie zdenerwuję. Do oczu napłynęły mi łzy.
- My... Już to załatwiliśmy... - powiedział cicho George. Spojrzałam na niego zdziwiona i uniosłam jedną brew, w pytający sposób (nie wiedziałam jak to opisać... dop.aut.).
- No, bo... - zająknął się Fred. - Powiedzieliśmy Ann, że umówiłaś się z Draco. Znowu chciałam na nich nakrzyczeć. Jak mogli jej coś takiego powiedzieć?
Od razu zażądałam, żeby mnie wpuścili bo wieży, jednak oni uparcie nie chcieli tego robić "bo przepisy zakazują". Od kiedy oni przestrzegają zasad?! Wtedy poprosiłam moich bliźniaków, by zawołali Ann. Jednak nie zgodzili się, bo przecież trwa jej impreza i nie może wyjść. Jednocześnie jakby odciągali mnie od wieży Gryfonów, bo oto znaleźliśmy się na zupełnie innym korytarzu.
- Laura, spokojnie. Nic się nie sta... - przerwałam George'owi dość słabym uderzeniem w brzuch (biedaczek... :C dop.aut.). Pobiegłam pod wieżę, ale każdy kogo prosiłam, by zawołał Ann, odpowiadał "nie, bo jesteś Ślizgonką". Smutne.
Po około godzinie poddałam się i powlekłam do pokoju wspólnego. Zignorowałam Draco biegnącego w moją stronę. Weszłam do dormitorium i padłam na łóżko. Po moich policzkach popłynęły łzy rozpaczy.

~~~~~~~~~~

WYBACZCIE! Wiem, że spóźniłam się z terminem i w ogóle, ale po prostu nie miałam weny... :C I do tego taki trochę smutny ten rozdział wyszedł... Jednak mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :D

środa, 26 marca 2014

Rozdział VI 'Urodziny" [Ann]

Obudziły mnie głosy.
-Sto lat! Sto lat!-usłyszałam na uchem i obudziłam się. Przypomniałam sobie, że to już dziś.
Podniosłam się i przetarłam oczy. Nade mną stali Ron, Hermiona, Harry i Ginny. Trzymali tort z napisem "Urodziny Ann" i 14 świeczkami. Zgadza się, liczyłam, bo przy tak szybkim wyrwaniu ze snu nie byłam pewna ile mam lat.
-Dziękuję.-powiedziałam i uściskałam ich wszystkich. Zdmuchnęłam świeczki myśląc życzenie.-Jesteście wspaniali.-dziękowałam. Przypomniały mi się zeszłe urodziny, kiedy po wejściu do głównej sali spotkałam Laurę z babeczką i świeczką, życzącą mi sto lat. Łzy wzruszenia popłynęły mi po policzkach.
-Ty płaczesz?-spytała Ginny z zmartwionym głosem.
-Nie, to łzy szczęścia, jesteście wspaniali.-wstałam i razem z nimi pobiegłam na śniadanie. Myślałam, że ten dzień będzie wyjątkowy. Zanim wyszliśmy z wieży, każdy z nas wrócił, by się ubrać i wsiąść torbę z książkami.
Gdy wszyscy byli gotowi, ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Szczęśliwa weszłam przez drzwi i gdy spojrzałam przypadkiem na stół Ślizgonów, ujrzałam coś czego nie powinnam była widzieć. Obok siebie siedzieli Laura i Draco śmiejąc się i chichocząc pod nosem. Stanęłam jak wryta, a Ron, Hermiona, Harry i Ginny odwrócili się i spojrzeli na mnie.
-Co się stało?- spytała Ginny kiedy razem z Hermioną podeszły do mnie.
-Nic-ocknęłam się i spuściłam głowę.-Chodźmy-powiedziałam i razem dogoniłyśmy chłopaków. Usiedliśmy wszyscy razem śmiejąc się i rozmawiając. Co jakiś czas spoglądałam na Laurę, ale Ona mnie nie zauważyła. W końcu przestałam patrzeć ku stołowi Ślizgonów i skupiłam się na tym, że dziś są moje urodziny i, że ten dzień MUSI być wyjątkowy.
Po śniadaniu wraz z Ronem, Harrym, Hermioną i Ginny zabraliśmy się do przygotowania przyjęcia. Zaproszeni z góry, a nie mojej inicjatywy byli WSZYSCY Gryfoni. Kiedy nadeszła pora przyjęcia wszystko było gotowe. Przygotowania nie były pracą lecz zabawą, cieszyłam się, że mam na kogoś na kim mogę polegać.
Około godziny osiemnastej wszyscy Gryfoni byli już na przyjęciu. Rozpoczęła się zabawa.
Wszyscy obdarowywali mnie życzeniami i drobnymi prezentami. Jednakże nie dostałam prezentu ani od Laury, ani od Rona, Ginny, Harry'ego i Hermiony, nie przeszkadzało mi to zależało mi tylko na tym, że byliśmy razem.
Pod koniec imprezy do wierzy wpadli Fred i George. Podeszli do nas i zaczęli mówić spiesznie.
-Ann!-zawołał Fred i trącając mnie ramieniem i odwracając w swoim kierunku.
-Tak?-odparłam zdziwiona. Chwilę potem poczułam, że ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się jeszcze bardziej zdziwiona i zobaczyłam Rona, który błyskawicznie puścił moją rękę i stojących za nim Harry'ego, Ginny i Hermionę równie zdezorientowanych jak ja. Zwróciłam się ku bliźniakom.
-Mamy dla ciebie złe wieści..-zaczął George.
-Laura nie przejdzie na urodziny bo spotyka się z Draco.-skończył Fred. Zamarłam Laura i Draco? Pomyślałam. Przecież to...
-Laura i Draco?!-krzyknęłam na bliźniaków, jakby to była ich wina. Wybiegłam z pokoju, a moje czerwona suknia ruszała się lekko. Nie biegłam zbyt szybko, bo miałam obcasy. Wiecie jak trudno biec na obcasach, czarnych obcasach i w sukience do kolan bez ramiączek? Wybiegłam na korytarz i pognałam do biblioteki. Pomiędzy regałami było mi dobrze. Jedak ciężko mi było się uspokoić. Zaszyłam się pomiędzy najdalszymi regałami. Usiadłam na podłodze i schowałam twarz w kolanach. Trwałam tak krótka chwilę, kiedy nagle poczułam, że ktoś się na mnie patrzy. Mocniej wtuliłam głowę w kolana. Osoba usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem. Podniosłam głowę i zobaczyłam Rona. Rudowłosy siedział obok i obejmował mnie ramieniem. Położyłam głowę na jego ramieniu. Siedzieliśmy tak chwilę, aż pomiędzy regałami wpadli Harry i Ginny. Hermiona zajęła się tym, aby wszyscy wiedzieli, że impreza się skończyła, ponieważ solenizantka źle się poczuła.
-Ann, wszystko w porządku?-zapytała Ginny podchodząc do mnie i obejmując ramieniem. Wypędziła gestem Rona, a ten podszedł do Harry'ego i oboje oddalili się za sąsiedni regał. Udało mi się usłyszeć część ich rozmowy.
-Co jej się stało?-spytał Rona Harry.
-Nic mi nie powiedziała, tylko oparła się o mnie.-odparł Ron, była to przecież prawda.
-Czemu na nas nie zaczekałeś?-dopytywał się Harry.
-Nie wiem, po prostu pobiegłam szybciej. Daj mi spokój!-wrzasnął Ron i pobiegł do swojego dormitorium.
-Ann, chodź-wyrwała mnie z zamyślenia Ginny.
-Tak, już idę-powiedziałam wstając. Otarłam łzy i we dwie pobiegłyśmy do dormitorium. Gdy weszłam już przebrana w piżamę do pokoju, na łóżku siedziała Hermiona i mówiła pod nosem.
-Ron i Ja....-powtarzała w kółko tym podobne zdania. Kiedy zorientowała się, że stoję w drzwiach zamilkła.
-Nie bój się-powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
-Czego miałabym się bać?-udawała, że nic niezrozumiała.
-O Rona.-wyjaśniłam.-Myślę, że coś do ciebie czuje.-powiedziałam, ale w głębi serca nie wierzyłam własnym słowom. Zależało mi na Nim, ale nie chciałam tracić przyjaciółki.
-Naprawdę tak myślisz?-rzekła panna Granger i uśmiechnęła się szeroko, a na jej policzkach wkradł się rumieniec.
-Tak-powiedziałam od niechcenia i poszłam spać.
Następnego ranka wstałam o czwartej. Ubrałam się i zeszłam na dół. Wzięłam wszystkie książki do eliksirów, bo na dole czekał Ron. Razem poszliśmy do biblioteki, by popracować nad naszym projektem.
Kiedy już od dobrej godziny pracowaliśmy, spytałam go nagle.
-Ron...-zaczęłam niepewnie.
-Tak?-spytał podnosząc się z nad książek. Światło padało na jego rude włosy i piegowata twarz. Patrzył na mnie swoimi cudownymi oczami. Poczułam, że się rumienię.
-Chciałam spytać, czy znalazłeś datę powstania naszego eliksiru.-palnęłam.
-Nie, jeszcze nie-odparł i wsadził nos z powrotem w książkę.



***

Przepraszam, że tak krótko, ale nie mogłam sklejać wszystkiego pod jednym tytułem. 
Pozdrawiam Limonka ^.^

poniedziałek, 24 marca 2014

Info!

Zaniepokoiła mnie jedna rzecz... Otóż, okazało się, że przez to, że razem z Limonką dodajemy notki tego samego dnia, wynikają pewne trudności... Jak zauważyłam, komentarze pojawiają się tylko pod najnowszą notką, czyli tą wstawioną, ja wiem?, minutę później. Stąd moje wnioski, iż notka wstawiona minutę wcześniej nie została przez prawie nikogo przeczytana, a to może bardzo zniekształcić historię, tudzież uczynić ją niezrozumiałą (nie zapominając o radości autora jaka płynie z komentarzy... :3) Dlatego też, postanowiłam stworzyć to info, w którym niżej znajdziecie linki do WSZYSTKICH naszych postów. Bardzo Was proszę, spojrzyjcie, może któregoś nie zauważyliście. To tylko taka moja sugestia, jednak proszę o... zastosowanie się? Trochę władczo to brzmi, jednak nie mogę znaleźć innego słowa. ^^' Aby zapobiec takim sytuacjom, będziemy wstawiać notki po sobie w... dniowym odstępie czasu? Może być? Mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale, tak jak mówię, mam swoje powody, które mam nadzieję, zrozumiecie. :D
Pozdrawiam Was serdecznie, a ze mną Limonka! ^^
~Nyrim

[LINK] [LINK] [LINK] [LINK] [LINK] [LINK] [LINK] [LINK] [LINK]


EDIT: Postanowiłam trochę Wam ułatwić zadanie, więc tu macie linki do tych postów, których najprawdopodobniej nie widzieliście. ^^  [LINK]  [LINK]

Rozdział V "Przyjaźń i przygotowania" [Ann]

Po lekcjach pobiegłam do biblioteki, by wypożyczyć wszystkie książki do i o eliksirach w Hogwarcie. Gdy przemierzałam uliczki pomiędzy regałami z całą masą książek, ukradkiem zobaczyłam Laurę z Draco śmiejących się wspólnie. Że słucham? Co Oni razem robią? Z czego się śmieją? Jak Laura mogła mi to zrobić? Zabrałam zgromadzone książki i pobiegłam do wierzy Gryfindoru. Spotkałam tam  Rona, nad którym pastwili się Fred i George.
-Dajcie mu spokój! -wrzasnęłam odpychając ich. Wyglądało to nazbyt dziwnie, bo dorastałam im ledwie do ramion, jeśli nie niżej.-Chodź-powiedziałam do Rona i pociągnęłam go za szatę zaciągając na krzesło przy stoliku. Stolik był zawalony masą książek od eliksirów.
-Hahahaha!-Fred i George pękali ze śmiechu.-Tak idź Ron! Hahahaha! Twoja dziewczyna cię woła.-śmiali się. Spojrzałam na nich wzrokiem tak groźnym, że zamilkli.-A wasza siedzi z Draco w bibliotece.-dodałam i zignorowałam ich. Usiadłam naprzeciwko Rona.
-Współczuję ci-rzekłam.
-Żyję z nimi od początku, można przywyknąć.-odparł biorąc pierwszą książkę. Zaczął ją przeglądać.
-Dobra-powiedziałam i też zabrałam się za lekturę.
-A kim jest ich dziewczyna?-spytał mnie nagle.-Czy to ta Ślizgonka, z którą siedziałaś na eliksirach?
-Tak-odpowiedziałam.-Było głupie mówić im, że siedzi z Draco w bibliotece, ale nie miałam innej broni.
-Masz urodziny w przyszłą sobotę?-dopytywał się.
-Tak, ale co to ma do rzeczy?
-Ślizgoni nie mają wstępu do wieży Gryffindoru.-zamurowało mnie.
-Nie pomyślałam o tym-przyznałam odkładając książkę.
-Zrób przyjęcie gdzieś indziej i zaproś cały Hogwart.-podsunął.
-Nie. Naprawdę, chciałam zaprosić tylko Laurę i może Ginny.-wyznałam. W pokoju wspólnym ucichł zamęt. Wszyscy poszli na ucztę.
-A ja?-spytał. Wzrószyłam ramionami. Spojrzał na mnie.
-Może nie będę nic robić?-myślałam.-Nie waż się mówić nikomu o moich urodzinach.-rzekłam stanowczo, a po chwili dodałam.-Chodźmy na ucztę bo wszystko zjedzą.
-Dobra.-wstaliśmy od stołu i pobiegliśmy do Wielkiej Sali.
Dni mijały podobnie, lekcje, nauka z Ronem. Po jakimś czasie Hermiona, Harry i Ginny zaczęli robić lekcje razem z nami. Przekonałam się, że Harry nie jest taki zły jak mówiła Laura. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Często rozmawialiśmy, śmialiśmy i chodziliśmy razem. Zaczęłam odwiedzać Hagrida. Przekonałam się, że jego wypieki mogą być szkodliwe dla zdrowia. Nasz projekt wyglądał coraz lepiej. Zapomniałam o problemie z urodzinami, byłam w Hogsmeade. Dopiero w piątek, dzień przed urodzinami przypomniałam sobie o Laurze. Pobiegłam wraz z Ronem, Hermioną, Harry'm i Ginny, którzy zostali już wtajemniczeni w mój spisek, do profesor McGonagall.
-Pani profesor!-krzyczeliśmy, gdy ta wychodziła z sali.
-Tak?-odwróciła się zdziwiona.
-Pani profesor...-dyszałam.-Jest taka sprawa..-jąkałam się nie wiedząc jak przedstawić tę sprawę.
-Chodzi o to, że jutro są urodziny Ann...-zaczęła Hermiona. Zdziwiło mnie to, widać przebaczyła mi wszystko.
-A ona przyjaźni się z jedną uczennicą...-podjęła Ginny.
-Którą chciała zaprosić na małe przyjęcie...-kończył Harry.
-Tylko, że ona jest z innego domu...-mówił Ron.
-To Laura Cross ze Slytherinu.-skończyłam, a profesor McGonagall otworzyła szeroko oczy.
-To jest poważny problem-zaczęła z wolna.- Niestety nie mogę ci pomóc.-odparła smutno i poszła w swoją stronę. Załamałam się. Myślałam jak spojrzę jej w twarz. Jak jej powiem, że nie wolno jej przyjść.
Ruszyłam ze zwieszoną głową. Dogonili mnie i pocieszali. Szukali jej ze mną. W końcu po około 30 min błądzenia bez sensu znalazłam ją idącą zadowoloną z Draco. Szeptali coś do siebie i chichotali pod nosem.
Jak Ona może mnie tak ranić?
-Patrz, to Laura.-trąciła mnie Ginny, wskazując na Ślizgonkę.
-Wiem, ale nic jej nie powiem. Chodźmy-rzekłam i poszliśmy do wieży.
-Nie przejmuj się-pocieszała mnie Hermiona, gdy kładłyśmy się spać.
-Wiem, ale wiesz. Najbardziej rani osoba bliska.-z tymi słowami zasnęłyśmy.

Rozdział 4 - "Hogsmeade" [Laura]

Piątek nadszedł niesamowicie szybko. Następnego dnia miały odbyć się urodziny Ann. Nadal zastanawiałam się nad tym, co mogę jej kupić. Na szczęście Draco będzie mi pomagać, zawsze to jakaś pociecha.
Zeszłam do pokoju wspólnego. Z jakiegoś powodu on już tam był, czekał na mnie, bo uparcie wpatrywał się w drzwi, kiedy z nich wyszłam. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- To jak? Idziemy? - zapytał. Pokiwałam głową. Całe szczęście nie było tam Pansy. Najprawdopodobniej by mnie udusiła. Wyszliśmy z pokoju wspólnego i skierowaliśmy się do głównego wyjścia. Nie spotkaliśmy przy tym nikogo wartego uwagi.
- Chodźmy do Miodowego Królestwa - zaproponowałam. Nie miałam żadnego konkretnego pomysłu na prezent, więc pomyślałam, że pudło słodyczy powinno być spoko. Draco zgodził się ze mną.
Po kilku minutach monotonnego podążania ścieżką, zaczęły mi marznąć ręce. Mimo, że był dopiero październik, było coraz zimniej. Ja oczywiście nie przygotowałam się na coś takiego. Zaczęłam dmuchać w dłonie, próbując je ogrzać. Draco, widząc to, złapał moją rękę. Serce zafurkotało (Hue, hue... Furkotanie... xD dop. aut.) mi radośnie. Uśmiechnął się do mnie. Zaśmiałam się i przyspieszyłam kroku. Po chwili już biegłam, a moja dłoń wysunęła się z uścisku Draco. Zaczął mnie więc gonić, śmiejąc się przy tym głośno (jaki on śmiech ma piękny... *q*). Zanim się obejrzeliśmy, dotarliśmy do Hogsmeade, a ja na powrót złapałam rękę blondyna.
Weszliśmy do ciepłego wnętrza Miodowego Królestwa. Od razu zaczęłam biegać między półkami, na których wystawione były towary różnego rodzaju. Uzbierałam: torbę wybuchających cukierków, toffi o barwie miodu, trzy cukrowe pióra do pisania i dwie kremowe bryły nugatu. Draco spojrzał na mnie jak na jakąś opętaną, po czym zabrał połowę rzeczy, bo ledwie widać było moją głowę, spod stosu słodyczy. Podeszliśmy do pani Flume i, z niejakimi trudnościami, położyliśmy towary na ladzie. Właścicielka uśmiechnęła się do nas dobrodusznie. Szybko zapłaciłam i zabrałam zakupy. Już po chwili byłam na zewnątrz sklepu. Draco dołączył do mnie z lekkim opóźnieniem.
Miałam nieodpartą ochotę, by sięgnąć do torby i zjeść przynajmniej połowę słodyczy. Do czego, jak czego, ale do słodyczy ciągnie mnie jak do mało czego. Jednak Draco widząc ruch mojej ręki w stronę smakołyków, wyciągnął coś spod szaty. A tym czymś okazało się cukrowe pióro do pisania. Moje ulubione.
- Daj mi to - rozkazałam poważnym tonem. Jednak on na przekór mi, podniósł je do góry. A że przewyższał mnie wzrostem dość bardzo, nijak nie mogłam go dosięgnąć. Przez chwilę usiłowałam daremnie doskoczyć do pióra. Ale on, szuja wredna, stanął na palcach, niwecząc przy tym wszystkie moje wysiłki.
Po ponad minucie znudziła mu się ta zabawa. Oddał mi z uśmiechem pióro. Pochwyciłam je z błyskiem w oczach. Zapomniałam o tym, że przekomarzał się ze mną. Najważniejsze, że odzyskałam smakołyk. Ze smakiem wgryzłam się w pióro. Teraz żałowałam, że nie kupiłam sobie ich więcej. Na zapas.
Z niewiadomych powodów, znaleźliśmy się w Pubie Pod Trzema Miotłami. Był strasznie zatłoczony, ale znalazł się dla nas jeden stolik. Draco poszedł do lady i zamówił nam dwa piwa kremowe. Po chwili już siedział obok mnie. Ze smakiem opróżniliśmy butelki.
Teraz już tylko siedzieliśmy razem i wpatrywaliśmy się w siebie (ja nadal podgryzałam cukrowe pióro).
- Może wracajmy już? - zaproponowałam. Wyszliśmy z pubu.
Całą drogę powrotną chichotaliśmy (nawet w Hogwarcie) z niewiadomych powodów. Pewnie po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem.

~~~~~~~~~~

Rozdział jest krótki, bo Limonka goni mnie z terminem... xD Ale mam nadzieję, że się wam podoba. :3 Z niecierpliwością czekam na wasze opinie. ^^

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 3 - "Bu!" [Laura]

Minął cały miesiąc od pamiętnego czytania horroru. Pomiędzy mną, a Draco nic się nie zmieniło. Czasami obrzucamy się wyzwiskami, ale mam wrażenie, że robimy rzadziej niż wcześniej. Nie żeby mi to przeszkadzało.
Od tamtej pory nie widziałam się z Ann. Staram się nie myśleć o tym, że chodzi z Ronem. A przynajmniej on się jej podoba...
Szłam sobie właśnie z moimi kochanymi bliźniakami, kiedy spotkaliśmy Harry'ego Pottera we własnej osobie! Przed chwilą skończyliśmy kolejny dowcip, więc nie bardzo miałam ochotę na zabawę. Obrzuciliśmy go tylko kpiącym spojrzeniem i poszliśmy dalej. Chyba nie zainteresował się nami za bardzo.
Nagle przypomniałam sobie o urodzinach Ann. Miały być za tydzień w sobotę (był czwartek). Na szczęście, w ten weekend miał odbyć się wypad do Hogsmeade. Zdążę jej coś kupić.
Dzień nie był jakiś szczególny. Żadnych przypałów ze strony Rona ani nikogo innego. Trochę smutne.
Jednak niesiona niewytłumaczalnym przeczucie, poszłam do biblioteki. Tym razem nie było ze mną bliźniaków. Poszperałam między moimi ulubionymi regałami (magiczne stworzenia) i skierowałam się do stolików. Tam czekała na mnie niespodzianka. Nic inny jak Draco siedział przy jednym z blatów. Studiował książką od eliksirów, notując coś co jakiś czas. Cicho podeszłam do niego. Nie zauważył mnie. Uśmiechnęłam się złośliwie. Hehe... Nachyliłam się do jego ucha i szepnęłam:
- Bu.
Podskoczył na krześle, a pióro wypadło z jego dłoni. Zaczęłam się śmiać, ale uciszyło mnie groźne spojrzenie pani Pince. Teraz wydawałam z siebie tylko zduszony chichot. Draco patrzył na mnie obrażony. Chyba nie spodobała się mu moja niespodzianka. Uśmiechnęłam się pojednawczo, a po chwili on odwzajemnił ten gest. Oboje zachichotaliśmy. To świadczyło o tym, jak bardzo zmieniła się nasza relacja. Wcześniej obrzucilibyśmy się najróżniejszymi obelga, a teraz razem się śmialiśmy. Zabawne.
- Dobry był ten twój żart. - pochwalił mnie, nieświadomie sprawiając mi ogromną przyjemność. Nawet on docenił mój pomysł! - Jednak chyba musimy się zabrać za ten projekt. - wskazał na pergamin z jego zapiskami. Muszę przyznać, że ma naprawdę ładny charakter pisma. Pokiwałam głową. Miał rację. Do świąt zostało nie tak dużo czasu, a projekt wymagał sporo czasu i wysiłku.
Nagle, niespodziewanie dla samej siebie, wypaliłam:
- Czy pomożesz mi w sobotę wybrać prezent dla Ann? - spojrzał na mnie zdumiony. A chwilę później zdumienie przerodziło się w uśmiech.
- Oczywiście - zgodził się i zaczęliśmy pracę.

~~~~~~~~~~

Taki rozdział na początek weekendu. ^^ Nagłówek, który widzicie wykonałam ja z sugestiami Limonki (jak również z niewielką pomocą). :3 Mam nadzieję, że się wam spodobało i zapraszam do komentowania! :D

Rozdział IV "Rozbita" [Ann]

Wstałam rano, była piąta. Usiadłam na łóżku. Wszystko toczyło się nie tak. Od incydentu z Ronem minął ponad miesiąc. Nie wiem co mam zrobić dalej. Dotychczas miałam zamiar w Hogwarcie poznać miłość mojego życia i zdobyć dobre wykształcenie, a tymczasem muszę się skupić tylko na nauce. Spojrzałam przez okno. Świtało. Ubrałam się, spakowałam na lekcje i zeszłam na dół. Zamierzałam zabrać się za projekt z eliksirów i  zacząć planować przyjęcie. Jeszcze troszkę, a będą moje urodziny, które świętować będę chyba z Jęczącą Martą. Laura jest Ślizgonką, więc wątpię, czy profesor McGonagall zgodzi się ją wpuścić do  naszej wieży. Moje urodziny będą dniem znienawidzonym przeze mnie. Gdy byłam już na schodach zobaczyłam Jego. Znowu jakieś deja vu?  Siedział w fotelu i przeglądał książkę do eliksirów. Tym razem usiadłam w drugim końcu salonu, a On nawet nie zauważył, że tam jestem. Nagle po około kwadransie rozejrzał się i zobaczył mnie.
-Hej-powiedział.-Dawno przyszłaś?-spytał. Oniemiałam. Myślałam, że się obraził, a On rozmawiał ze mną jakby nic się nie stało.
-Tak-rzekłam. Wciąż jeszcze byłam zaskoczona.
-Choć się przejść.-zaproponował. W jego głosie było coś niepokojącego. Wstałam, rozejrzałam się i zabrawszy swoje rzeczy wyszłam za Nim.
-O co chodzi?-spytałam, gdy odeszliśmy już daleko. Nawiasem mówiąc, byliśmy blisko biblioteki.
-Chodzi o Freda i George'a. Cały czas łażą za mną i czekają, aż zrobię coś dziwnego.-wytłumaczył.
-Dobra.-rzekłam, było to zrozumiałe.-Tylko co do tego wszystkiego mam ja?-spojrzał na mnie. Po chwili powiedział.
-Przecież musimy zrobić projekt do po świętach.-rzekł jakby to było oczywiste.
-Już wiem!-powiedziałam nagle.- Zostaniemy w Hogwarcie na całe święta. Przecież twoi bracia, Harry i Hermiona jadą do was na święta. Wyślesz im później sowę, że musiałeś zostać.-wyjaśniłam mój plan.
-Przecież ja nie mam sowy.-rzekł.
-Ja ci pożyczę.-miałam małą sowę. Czarną z żółtymi oczami. Wieczorami, gdy się ją zbudziło wyglądała strasznie. Na imię miała Awe.
-Dobra, ale nie martwisz się Hermioną?-spytał.
-Nie-rzekłam i wyszłam z salonu. Ruszyłam na śniadanie.
Uśmiechnięta zjadłam śniadanie i pobiegłam na zajęcia.
Lekcje minęły ciekawie, pierwszy raz od jakiegoś czasu zgłaszałam się na lekcjach. Profesor McGonagall i Profesor Dumbledor widząc to ucieszyli się, że odzyskałam chęć do nauki.

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział III "Początek miłości" [Ann]

Stałam pośrodku Gryfonów, czekajac co będzie dalej. Wreszcie profesor Dumbledore podjął:
-To co się tu stało nie ma najmniejszego znaczenia. Rozejść się. Jest jeszcze bardzo wcześnie.-powiedział, a po chwili dodał nieco ciszej.-Minerwo, Hermiono, Ronie i Ann, chodzcie ze mną.
Powlokłam się smętnie za Dumbledorem, podczas gdy za mną szeptał tłum odchodzących Gryfonów. Doszliśmy do jego gabinetu.
-Co to miało znaczyć Hermiono?-spytała profesor McGonagall.
-Pani profesor, to wszystko ich wina.-mówiła wskazując na mnie i Rona. On przejął się okropnie i zaczeli się kłócić z Gryfonką, a ja nie miałam już siły, ponieważ już widziałam jak będą wyglądać następne lata w Hogwarcie.
-Ann, powiedz mi, co się właściwie stało?-pytał mnie dyrektor, gdy McGonagall uspokajała Rona i Hermionę.
-Tak.-zaczęłam.-Nic szczególnego, pokłóciłam się z Ronem, a gdy chciał mnie przeprosić przyszła Hermiona i zaczęła krzyczeć.-rzekłam, ale byłam w innym świecie. Dumbledore to zauwarzył więc spytał tylko:
-Z kim się przyjaźnisz?
-Z Laurą Cross, ale to bardziej znajomość-kłamałam, bo wiedziałam jak to się skończy. Zaprosi Laurę bym jej wszystko powiedziała, a ta będzie miała mu powiedziać co się dzieje. Nie widzi mi się sprawa o prawie pocałunku z Ronem.
-Jest ktoś jeszcze?-spytał.
-Nie.-powiedziałam i spuściłam głowę. Jedyną osobą, rzeczą, która mogłaby coś mu powiedziec to mój pamiętnik, który przestałam pisać, gdy dostałam się do Hogwartu.
Profesor McGonagall pozwoliła nam nieuczestnicyć w lekcjach dopóki cała sprawa nie ucichnie. Więc byłam skazana na Hermionę. Postanowiłam się z nią pogodzić i powiedzieć jej całą historię.
-Przepraszam-powiedziałam, któregoś dnia.
-Za co?-spytała.
-Za to za co się na mnie zdenerwowałaś-rzekłam nieśmiało.
-A, za to. Nie, to mnie nie obchodzi.-jej wypowiedzi były dziwne. Najpierw zrobiła aferę na cały Hogwart, a później mówi, że nic się nie stało.
-Dobrze, skoro cię to nie zdenerwowało to po jakiego goblina zrobiłaś taka aferę?-spytałam poddenerwowana. Brawa dla mnie. Jestem kretynką, ponieważ zamiast zostawić tę sprawę, wszystko jeszcze bardziej schrzaniłam, a ja nawet chrzanu nie lubię ^.^.
-Zależy ci na nim?
-Nie-odpowiedziałam, ale znowu zrobiłam błąd, bo On stał w drzwiach z bukietem róż.
-Ron?-powiedziałam zdziwiona patrząc na niego. Ron wyszedł z progu.-Poczekaj!!!-krzyczałam za nim.-Zadowolona małpo?-spytałam Hermionę, która uśmiechała się. Pobiegłam za nim.-Poczekaj!!! Stój!-wrzeszczałam na próżno. Szedł przed siebie. Wyszedł z wieży. Musiałam też to zrobić, bo wolę być wyśmiana niż Go stracić.
-Ron!!!-krzyczałam za nim.Wybiegłam z budynku. Zmierzał do Zakazanego Lasu.-Ronaldzie Weasly zaczekaj, ja...-nie wiedziałam co powiedzieć.
-Na co? Aż powiesz mi w twarz, że mnie nienawidzisz?-patrzył na mnie wściekły i zrozpaczony na raz.
-Nie, ja...-nic nie wiedziałam, oprócz tego, że muszę Go odzyskać.-Ja cię lubię. Powiedziałam tak bo gdybym powiedziała inaczej Hermiona, by mnie zabiła na miejscu. Jest w tobie zakochana po uszy. Mówi o tobie przez sen.-uśmiechnęłam się, ale On trwał niewzruszony.-Ja nic od ciebie nie chcę-dodałam.
-Jednak coś chcesz, skoro za mną szłaś-rzekł.
-Chcę być twoją przyjaciółką.-powiedziałam i odeszłam. W drodze do Wieży wszyscy śmiali się i mówili.
-O idzie dziewczyna Rona!
-Co tam? Nie chodzicie na lekcje, aby mieć czas we dwoje?
Tego typu teksty ciągnęły się za mną przez wszystkie korytarze, aż do posadzenia moich czterech liter na łóżku. Spojrzałam przez okno. Otworzyłam książkę do eliksirów. Wypadła z niej jakaś kartka. Chwyciłam ją i pospiesznie przeczytałam.
Ann kocham cię, ale nie umiem ci tego powiedzieć wprost. Przebacz mi pisownię, ale nie jestem cudotwórcą jak ty. Jesteś dla mnie wszystkim, nie mogę bez ciebie żyć. Spotkajmy się jutro około piątej rano w salonie. 
 Będę czekać, Ron :*

Więc On mnie kocha, a ja go wystawiłam dziś rano. Pewnie Hermiona przeczytała ten list i zeszła na dół. Czemu życie mi się tak komplikuje? Chciała bym już być w domu. Nie chcę tu wrócić. Zmienię szkołę, zacznę od zera. Czy On mi wybaczy tę zdradę i ból? Łzy popłynęły mi po policzku. Wbrew pozorom żałowałam, że nie mogę się do niego przytulić choć raz.

Rozdział 2 - "Horror" [Laura]

Następny dzień był zaprawdę ciekawy. Szłam sobie korytarzem i spostrzegłam grupę gadających (trafniejszym określeniem byłoby, plotkujących) Ślizgonów. Podeszłam do nich i przywitałam się. Przy tym zobaczyłam, że Pansy Parkinson również cicho "wymienia informacje". Szczerze mówiąc, nic do niej nie mam, ale ona strasznie mi zazdrości tego, że na eliksirach jestem w parze z Malfoy'em. Nie rozumiem, jak można zazdrościć czegoś takiego...
Pansy przerwała rozmowę i spojrzała na mnie, jakby mnie zabić chciała. Pfff... Już się uodporniłam na takie spojrzenia. Odpowiedziałam równie wojowniczym wzrokiem.
- Przyjaźnisz się z Gryfonką Ann? - Tym pytaniem bardzo mnie zaskoczyła. Co niby Ann ma do mojej osoby i tego, że jestem w parze z Malfoy'em? Najwyraźniej moje myśli biegły zupełnie innym torem niż jej.
- Nic ci do tego - oznajmiłam lodowatym tonem. Uśmiechnęła się kpiąco. Coś za dużo ludzi się tak na mnie patrzy...
- Podobno chodzi z Weasley'em - powiedziała z taką radością, jakby to zwiastowało moją śmierć. Zbyt oszołomiona, by powiedzieć coś innego, zapytałam:
- Z którym? - Krótkie pytanie, które przyszło mi do głowy, gdy pomyślałam o moich bliźniakach kochanych.
- A cooo? Martwiłaś się o nas? - usłyszałam głosy dwóch braci. Odwróciłam się i zobaczyłam ich twarze, niebezpiecznie blisko mojej (żeby tak się stało, musieli się dość bardzo pochylić...).
- Wcale nie! - naburmuszyłam się, a oni wyprostowali się.
- Idziemy? - zapytał Fred, bo Pansy nadal się w nas wpatrywała. Pokiwałam głową i odeszliśmy. Potem nie wytrzymałam.
- Jak to z Ronem? - domyśliłam się, że raczej z Persy'm nie chodzi. Obaj uśmiechnęli się.
- Nic nie jest jeszcze wiadome, - zaczął George - ale najprawdopodobniej doszło do pocałunku.
Krzyknęłam cicho zaskoczona. Jak Ann mogła mi zrobić coś takiego?! Że z tym Łajzą-Ronem chodzić? To nie do pomyślenia.
W sumie, nie zauważyłam kiedy doszliśmy do wejścia do pokoju wspólnego Ślizgonów. Zarzuciłam ręce na szyje moich kochanych braci (znowu musieli się pochylić!).
- To do zobaczenia! - krzyknęłam wchodząc już do środka.
Jakby nie mogło być inaczej, spotkałam tam Malfoy'a. Niby dobrze, bo może zabierzemy się za ten projekt, ale mógł być tam ktoś jeszcze. Tak. Malfoy siedział zupełnie sam w pokoju wspólnym. Pech? A co innego?
Niewiele myśląc usiadłam obok niego (nie na jednym fotelu, oczywiście!). Podniósł na mnie wzrok znad książki. Nie był to ani wzrok wrogi, ani przyjazny. Po chwili wrócił do lektury. Zerknęłam na książkę, którą czytał. Może to eliksiry? Gdzie tam! Jakiś horror. Ciekawie zajrzałam mu przez ramię. Jestem osobą, która wbrew pozorom, lubi horrory. Nawet bardzo.
Przez następne około pół godziny, czytaliśmy razem. Zastanawiało mnie trochę, dlaczego nadal nikogo nie ma. Ale tylko trochę, bo książka była naprawdę ciekawa. Siedzieliśmy sobie w ciszy. Było mi nawet całkiem miło.
Ale przyszedł dość straszny moment (byliśmy przy końcu powieści). Nagle, nie wiadomo skąd, po moich policzkach popłynęły łzy. Niby jestem buntownicza, ale nic tak mnie nie wzrusza jak książki. Draco spojrzał na mnie. Chyba usłyszał mój cichy szloch. Spodziewałam się jakiejś kpiny albo czegoś podobnego, ale on najzwyczajniej na świecie mnie objął. Najpierw chciałam się wyrwać, ale potem stwierdziłam, że nie ma sensu pozbawiać się takiej ochrony (nie zapominajmy, że w tym horrorze nadal atakowały potwory i inne paskudztwa). Z resztą, było mi jeszcze milej niż wcześniej. Otarłam łzy.
Wtem do pokoju wspólnego wpadli Crabbe i Goyle. Na całe szczęście, Malfoy zdążył zabrać swoją rękę z moich ramion. Niczego nie zauważyli.
Z szybkością o jaką nikt mnie raczej nie podejrzewa, poderwałam się z fotela i pobiegłam do dormitorium.

~~~~~~~~~~

Macie waszą "reakcję". xD Jakoś za wiele nie mam do powiedzenia... ^^' Mogę tylko prosić o wyrozumiałość... :3 Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :D

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 1 - "Żart" [Laura]

Zapowiadał się naprawdę straszny dzień. Zaczęło się od eliksirów (lubię je, ale to co zrobił profesor przekracza wszelkie pojęcie!), więc stwierdziłam, że potem może być tylko gorzej. Ale, szczęśliwie, pomyliłam się (no, może nie do końca...). Większość lekcji przebiegła w miarę ciekawie (oprócz historii magii, ale to nigdy nie jest ciekawe...). Właśnie szłam do pokoju wspólnego Ślizgonów, kiedy natknęłam się na moich kochanych bliźniaków. Podbiegłam do nich na swoich krótkich nóżkach.
- Czeeeeść! - przywitałam się, wciskając się między nich.
- Hejo! - odpowiedzieli zgodnie. Mimo wcześniejszego zamiaru wrócenia do pokoju wspólnego i odrobienia lekcji poszłam z nimi. Miałam ochotę na rozrubę w naszym wykonaniu. Najlepiej z jakimiś dodatkami w stylu fajerwerków. Zapytałam więc:
- Co dzisiaj robimy? - uśmiechnęłam się przy tym konspiracyjnie. Nachylili się w moją stronę, a Fred zapytał:
- Co powiesz na jakiś wybitny dowcip dla Rona? - zaśmialiśmy się jednocześnie. W czym jak w czym, ale w tym, że dobry dowcip dla Rona nie jest zły, zgadzaliśmy się zupełnie. Nagle rozległ się jakiś głos:
- O! Dwóch i pół idzie! - Właścicielem głosu okazał się być Irytek. Pokazałam mu język i odkrzyknęłam:
- Mam Krwawego Barona na usługach, więc strzeż się mnie! - pogroziłam mu raz jeszcze i odeszliśmy.
- Gdzie jest Ron? - spytałam, kiedy dostatecznie oddaliliśmy się od Irytka. Pomógł nam w tym, bo leciał w przeciwną stronę wyśpiewując "Poszło sobie dwóch i pół do tego lasu! U, u!" w rytm "Szła dzieweczka do laseczka".
- Nie jesteśmy pewni. Ale mamy coś, co nam pomoże - oznajmił George, wyjmując Mapę Huncwotów. Skręciliśmy w korytarz, na którym nikogo nie było. - Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - wyszeptał i oparliśmy się o ścianę. Kropka oznaczająca Rona znajdowała się w gabinecie profesora Snape'a. Z diabelskimi uśmiechami udaliśmy się w tamtą stronę. Nie potrzebowaliśmy planu. Najważniejsze było to, żeby mieć zabawę.
Do gabinetu doszliśmy dokładnie w momencie, w którym Ron go opuszczał (takie wyczucie czasu!). Fred od razu rozpoczął akcję:
- No co, Ronuś? Poszedłeś do Snape'a, bo korków potrzebujesz? - całą trójką patrzyliśmy na niego z wyższością. Nawet przy moim nędznym wzroście miałam autorytet! Wtedy włączył się George:
- A może praca domowa za trudna, a Hermiona nie może jej za ciebie zrobić? - zaśmialiśmy się zgodnie. Ron robił się coraz bardziej czerwony na twarzy. Obserwowaliśmy to z rosnącym zadowoleniem. Lecz nie miałam okazji się wykazać. Bo oto McGonagall zeszła do lochów. Widząc mnie, bliźniaków i Rona w tak jednoznaczniej sytuacji, pociemniała z gniewu, a jej ostre rysy stały się jeszcze ostrzejsze.
- Weasley'owie i Cross, co to ma znaczyć?! - potulnie spuściliśmy głowy. Trzeba wiedzieć, kiedy się poddać. Jednak tym razem nam się nie upiekło.
- Szlaban w sobotę! - Jej głos rozbrzmiał jak trzaśniecie bicza. Wytrzeszczyliśmy oczy ze zdumienia, chwilowo tracąc skruszoną postawę. Ron spoglądał na nas z kpiną.
Z cierpiętniczymi minami powlekliśmy się do biblioteki. Dlaczego akurat tam? Bo do żadnego pokoju wspólnego nas nie wpuszczą, a nic innego nie przyszło nam do głowy. Usiedliśmy przy stoliku i wyciągneliśmy książki. Trochę tej pracy domowej się nazbierało...
Z takimi samymi minami jak wcześniej, zaczęliśmy pracę.
 
~~~~~~~~~~
 
Na wstępie, chciałam przeprosić za wcześniejszy brak notek z mojej strony... :C Niestety mój dostęp do kompa był dość ograniczony, ale już całkiem spoko. ^^ Oczywiście ta notka jest trochę spóźniona, jeśli chodzi o akcję w historii Limonki, ale tak to bywa. W najbliższym czasie postaram się nadrobić. :3 Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :D

Rozdział II "Kłótnia" [Ann]

Wstałam rano około godziny za piętnaście siódma. Na mojej szawce leżał bukiet czerwonych róż. Że słucham?! Skąd to się tu wzięło? Obudziłam Hermionę.
-Co to tu robi?!-krzyknęłam do zaspanej Gryfonki.
-Że słucham?-powiedziała równie zaskoczona. I po chwili walnęła się ręką w twarz. Takie piękne ^.^.
-Mówiłam mu, że ma cię przeprosić, a nie podrywać.-wrzasnęła i chwyciwszy mnie za rękę pobiegła do dormitorium chłopców.
-Puść mnie. Co jest? Pali się czy co?-spytałam Hermionę gdy ta ściągała mnie po schodach.
-Tak. Dureń Weasley schrzanił sprawę więc macie się pogodzić. Ron! -zaczęła walić do drzwi męskiego dormitorium. Wyszedł Ron, na widok Hermiony i mnie zdziwił się tym bardziej, że było przed siódmą.
-Co wy tu robicie?-spytał i spostrzegł kwiaty w mojej ręce.
-Co to miało znaczyć?-krzyknęła Hermiona wydzierając mi kwiaty z rąk.
-Hej, te kwiaty są moje!-powiedziałam i zabrałam bukiet. Zanim odeszłam dodałam.-Dzięki Ron.-pocałowałam go w policzek. To było najgłupsze co zrobiłam w życiu. Weszłam do dormitorium wyczarowałam wazon i wlałam do niego wody. Usiadłam na łóżko i spojrzałam przez okno. Wstawał nowy dzień, a ja już zdążyłam sobie zniszczyć życie na następne sześc lat.
Mówi się, że ze wschodem słońca, rodzi się nadzieja. Jeśli nadzieją jest stan wojny z praktycznie wszystkimi ulubieńcami nauczycieli, osobami, które coś znaczą. To tak mam tej nadziei i szczęścia więcej niż inni, jestem miliarderką, która prawdopodobnie nie zda na następny rok.
Ubrałam się i poszłam z torbą szkolną na śniadanie. Szczęśliwy traf sprawił, że zamiast obok Hermiony siedziałam obok Rona, bowiem gdyby Hermiona siedziała obok mnie roztrzaskała by mi coś na twarzy niby galaretkę.
-Podasz mi sól?-spytał Ron, gdy rozpoczęło się śniadanie.
-Tak.-powiedziałam wyrwana z zamyślenia o tym co by się stało z moją twarzą.-Proszę.-podałam mu miseczkę z solą.
-Dzięki-powiedział i zabrawszy miseczkę posypał jajko.-Przepraszam cię za Hermionę, nie wiem co w nią wstąpiło-dodał wkładając jajko do buzi.
-Ja wiem. To przez te kwiaty-wyciągnęłam kwiaty z torby-Masz, daj je Herminie-powiedziałam wręczając mu bukiet.
-Hej, nie podobają ci się?-spytał biorąc go zdziwiony.
-Podobają, ale nie chce mieć z Hermioną na pieńku, przez zwykły bukiet.
-To ja ją przeproszę. Zależy mi na...-nie wiem co mówił dalej bo odeszłam od stołu i ruszyłam już na lekcje.
Mam mętlik w głowie, myślę co Ron chciał mi powiedzieć. Czemu jestem taką idiotką i wstałam? Czy On... Nie, to nie możliwe, a jeśli? Cały czas chodziły mi po głowie takie myśli, nie mogłam się skupić na lekcjach, patrząc przez okno i zastanawiając się co chciał mi powiedzieć. Czasem, gdy błądziłam wzrokiem po sali ,nasze spojrzenia się spotykały, wtedy szybko odwracałam głowę i starałam się myśleć o czymś innym. Lekcje, czas i myśli zlewały się ze sobą. W otoczeniu tylu uczniów, czuję się taka samotna, pusta, odtrącona. Boję się, że uważają mnie za postać bez duszy. Mam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie i mówią do siebie o moich błędach, odrzucają, nienawidzą. Poszłam spać bez kolacji, bez nadziei na nowy lepszy dzień, a przecież nadzieja umiera ostatnia.
Wstałam rano o wschodzie słońca. Wszystkie Gryfonki jeszcze spały. Spojrzałam na zegarek. Była piąta rano. Stwierdziłam, że nie należy nikogo budzić, więc ubrałam się, spakowałam wszystkie potrzebne podręczniki i zeszłam do pokoju wspólnego Gryffindoru. Gdy schodziłam po schodach zobaczyłam Go, siedział na fotelu przy kominku i czytał podręcznik do eliksirów.
-Co tu robisz?-spytałam. Obrócił się gwałtownie, a gdyby nie mój refleks w rzucaniu zaklęć, jego książka wylądowałaby w kominku.
-Dzięki-powiedział kiedy podałam mu książkę.
-Nie ma za co. Powiedz mi, co tu robiłeś?-spytałam podając mu książkę.
-Ja próbowałem ogarnąć projekt z eliksirów. Chcę zdać-rzekł, a ja znów zrobiłam coś bardzo głupiego, mianowicie usiadłam obok niego (w jednym fotelu ^.^).- Byłem u Snape'a -kontynuował.-Powiedział, że ani zmienić partnera nie mogę, ani samemu zrobić tego projektu.-tłumaczył.
-Ty się mnie pozbyć chciałeś?-rzekłam patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że mnie nie lubi, ale żeby od razu odrzucać.
-Nie. Nigdy bym cię nie skrzywdził w taki sposób i żałuję wszystkiego co ci zrobiłem złego-powiedział i zbliżył swoje usta do moich i właśnie w chwili kiedy miało być tak pięknie, gdy On miał mnie przeprosić pocałunkiem, po schodach zeszła Hermiona. Gdy zobaczyła nas w tak jednoznacznej sytuacji zaczęła krzyczeć tak głośno, że chyba cały Hogwart postawiła na nogi.
-Co wy tu robicie?!-krzyczała.-Mogę znieść, że patrzy na ciebie, daje ci kwiaty, ale pocałunku i pary nie zniosę. Jak możesz, przecież jesteśmy przyjaciółmi, wolisz ją bo jest półkrwi!!!-krzyczała tak długo, że gdy skończyła przyszła profesor McGonagall i profesor Dumbledor.
-Co się tu dzieje?-spytali. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię. Fantastycznie. Fred i George  oraz inni Gryfoni wszystko widzieli, zaraz cały Hogwart się dowie, a przecież do niczego nie doszło. Ten ranek był najgorszym w moim życiu. Oczywiście, byłam świadoma, że będą jeszcze gorsze, ale w tej chwili wszystko straciło sens.

wtorek, 11 marca 2014

Rodział I - "Eliksiry" [Ann]

Weszłam do klasy profesora Snape'a. Tak, nie ma to jak super nauczyciel. Pierwsza lekcja po wakacjach w Hogwarcie na drugim roku. Czemu akurat eliksiry? Miałam zamiar usiąść w drugiej ławce z Laurą Cross, Ślizgonką, kiedy zabrzmiał głos Snape'a:
- Panno Smith, przesiądź się do pana Weasley'a - popatrzyłam z wyrzutem na mojego znienawidzonego nauczyciela eliksirów - Pan Potter pan przesiądzie się do panny Granger, panna Cross do pana Malfoy'a...
Czy ja mam źle? Laura ma okropnie, współczuje jej Malfoy'a. 
Usiadłam z niesmakiem obok Rona.
- Hej - powiedział i uśmiechnął się.
- Hej - odparłam i otworzyłam podręcznik.
Lekcja przebiegła w miarę sprawnie. Na koniec Snape zadał nam pracę. Super, wspaniale.
- Musicie przeprowadzić lekcję o danym eliksirze, ale robicie je w parach tak, jak siedzicie. Panna Smith i pan Weasley maja napój leczący z czyraków. Macie czas do świąt. Ta ocena będzie miała olbrzymi wpływ na koniec semestru - powiedział,a następnie zwrócił się do innych. Wyszłam z sali, by pogadać z Ronem o wspólnych terminach.
Niestety, gdy podeszłam, usłyszałam jego rozmowę z Harrym i Hermioną.
- Ale masz fajnie Harry, Hermiona jest mega mądra, a ta cała Ann pewnie tępa jak but -powiedział Ron.
- Ron. Ona stoi za tobą. - rzekła Hermiona. Zalałam się łzami i pobiegłam na kolejną lekcję. Następna była transmutacja. Weszłam do sali ostatnia, zostało jedno wolne miejsce obok Rona. Jakiś pech czy co? Grunt, że musiałam siedzieć obok niego, a On nawet nie przeprosił. Cały dzień miałam zepsuty, a zaczęło się od eliksirów.
Pod wszystkich zajęciach, poszłam do wieży Gryfonów. Usiadłam na łóżku. Moje łóżko znajduje się tuż obok Hermiony, więc czuję się skazana na słuchanie ich rozmów. Cała trójka weszła do dormitorium, gdy mnie ujrzeli Ron pociągnął przyjaciół i wyszli. Podłam na łóżko i walnęłwszy głową w poduszkę zalałam się łzami. Czemu ja? Czy On ma do czarodziejów półkrwi? Takie i podobne pytania krążyły mi po głowie dopóki nie zasnęłam z wykończenia.

poniedziałek, 10 marca 2014

Witamy! ^^

Przybyła nowa współtwórczyni, to jest, Limonka-chan, którą znacie pod imieniem Wolf-chan (z mojego innego bloga). ^^ Moją główną bohaterką będzie Laura ze Slytherinu, jednak Limonka będzie opisywać przygody Ann z Gryffindoru. :3
Opisywać będziemy te same wydarzenia z dwóch różnym perspektyw. Czasami coś będzie przedstawione tylko oczami Ann, a czasami tylko Laury. ^^ Niekiedy mogą występować teksty, w stylu "Obalić Harry'ego!", czy coś w tym rodzaju... xD Mam nadzieję, że nie pokłócimy się o fabułę...
Tak więc, witam serdecznie w szeregach This is Hogwart i liczę na udaną współpracę! :D

niedziela, 9 marca 2014

Prolog

Nazywam się Laura Cross. O Hogwarcie dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Było to na początku lata ubiegłego roku. W tym roku będę kontynuować naukę w drugiej klasie.
Jest kilka osób, które działają mi na nerwy. Pierwszą jest przesławny Harry Potter i jego "obstawa", czyli Hermiona Granger i Ron Weasley. Druga to Dracon Malfoy. Grrr... Nienawidzę tego typa. Choć jesteśmy w tym samym domu, to z nikim nie dogaduję się tak źle jak z nim. Cóż, to chyba rodzinne. Moja matka również niezbyt lubiła Lucjusza.
Ale są również osoby, które lubię. Nawet bardzo. Dwoma z nich, są moje najlepsze przyjaciółki: Rahel z Hufflepuffu i Ann z Griffindoru. Jedna z niewielu osób, które lubię z tego domu. Wyjątkiem są bliźniacy Weasley. Uwielbiam robić z nimi kawały Ronowi. Hihihi...
Co o mnie? Nie jestem zbyt wysoka (przeklęte 157cm...), mam długie, kręcone, czarne włosy i niebieskie oczy. Dopełnieniem mojego wyglądu są czarne okulary w grubej oprawce. Tak więc, podsumowując, wyglądam jak kurduplowaty kujon z wrednym charakterkiem. Niezbyt pozytywna ocena...
To tyle jeśli chodzi o wstęp.

~~~~~~~~~~

Witajcie! ^^
To jest magaubersuperduper krótka notka, w której główna bohaterka opisuje sama siebie. :3
W skrócie, o czym będzie ten blog. :D Jest to fanfiction z Harry'ego Pottera. Akcja ma miejsce podczas drugiego roku pobytu w Hogwarcie Pottera, jak również Laury. Dziewczyna należy do Slytherinu (jakby ktoś się nie domyślił... xD).
Ogólnie rzecz biorąc, Harry będzie przeżywał swoje przygody, ale ja będę się skupiać na tym, co porabia Laura. :D
Cóż, mam nadzieję, że się wam spodoba i zapraszam do komentowania! :3