Ruszył
dalej. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Pobiegłam
do Ginny. Była tam teraz tylko ona. Smucił mnie brak Hermiony, ale
z drugiej strony to nie była moja wina.
-Ginny!-krzyknęłam
do rudowłosej dziewczyny idącej obok Luny Lovegood.
-Hej,
Ann-przywitała mnie przyjaźnie.-Poznaj Lunę-uśmiechnęłam się
do niskiej Puchonki.
-Cześć-powiedziała
Luna.
-Hej,
jestem Ann Smith-podałam jej rękę, ale ona spojrzała na mnie
dziwnym wzrokiem i poszła dalej. Odwróciła się później i coś
krzyknęła do Ginny.
-Miła,
nie?-spytała Gryfonka.
-Tak-rzekłam
nieśmiało.
-Z
kim idziesz na bal? Z Ronem? Jeśli tak, to cię ostrzegam, że nie
potrafi tańczyć-mówiła.
-Szczerze
mówiąc, nie wiem, nie zastanawiałam się. Najprawdopodobniej w
ogóle nie pójdę. Pożyczę pelerynę od Harry'ego i poczekam, aż
wrócą inni-wzruszyłam ramionami.
-Inni,
znaczy Ron-zachichotała Gin.- Nie rozumiem, co ty widzisz w moim
bracie.
-Nic!-oburzyłam
się.- Jesteśmy przyjaciółmi! Bo jeśli my jesteśmy razem to ty i
Harry się nienawidzicie!-wrzasnęłam i pobiegłam w inną stronę.
Wpadłam do biblioteki. W drzwiach natknęłam się na Rona. Nie
mogąc się opanować, przytuliłam go i zaczęłam płakać w jego
szatę. Objął mnie ramieniem i dyskretnie zabrał na koniec
biblioteki.
-Co
się stało?-zapytał gdy przestałam płakać.
-Nic,
myślę-otarłam łzy.
-O,
myślisz. To niebezpieczne.-rzekł półżartem. Kocham te jego oczy,
nie jesteśmy PRZYJACIÓŁMI.
-Bardzo-uśmiechnęłam
się.
-Idziesz
na bal?-spytał. KUR...czę... Czemu teraz wyjeżdża mi z takim
pytaniem? Udałam, że nie robi to na mnie takiego wrażenia.
-Właściwie
myślałam, aby pożyczyć pelerynę od Harry'ego i zaszyć się
gdzieś w pokoju wspólnym lub dormitorium.-powiedziałam.
-A
znajdzie się dla mnie miejsce?
-Nie
chcesz iść z... Hermioną jako przyjaciele?
-Nie,
poza tym ona idzie z Krumem.-oznajmił.
-Czujesz
coś do niej?-to pytanie było mega głupie. Więc oczywista była
jego reakcja czyli milczenie.
-A
Ginny z kim idzie? Z Harry'm?-spytałam próbując złagodzić
sytuację.
-Nie
wiem, ale raczej nie, bo on nie chce iść z nikim, kto się nie
nazywa Cho Chang.
-Ale
ona idzie z Cedrikiem-wtedy przestaliśmy rozmawiać o balu, miłości,
nieznanym uczuciu i o wszystkim tym podobnym.
Minęło
parę dni. Mam wrażenie, że coś się zmieniło. Nie siadamy obok
siebie i nie rozmawiamy.
Nadszedł
dzień balu.
-Harry!-złapałam
go po jednej z lekcji.
-Tak?
-Mógłbyś
mi pożyczyć pelerynę niewidkę na dzisiejszy wieczór?-spytałam
-Ale
czemu? Nie idziesz na bal?
-Nie.-spuściłam
wzrok.
-To
fajnie, bo ja też nie-uśmiechnął się i wiedziałam co się dalej
stanie.
-Pożyczysz?-naciskałam.
-Tak,
ale obiecaj, że pójdziesz ze mną na bal, na pierwszy taniec, a
potem oboje znikniemy pod peleryną i się ulotnimy-przedstawił
warunki. Byłam skłonna zrobić wszystko byle by nie musieć tam
zostawać zbyt długo.
-Stoi-odpowiedziałam.
-To
przyjdę po ciebie-rzekł niepewnie.
-Mam
jedno pytanie-zatrzymałam go jeszcze.
-Jakie?
-Czy
mam... Jakoś specjalnie wyglądać?-spytałam.
-Jak
chcesz-wzruszył ramionami.-W sumie nigdy cię nie widziałem
dobrowolnie w sukience.
-Ja
siebie też nie-dodałam i oboje się roześmialiśmy, a następnie
poszliśmy każdy w swoją stronę.
Po
ciężkim dniu rozpoczęłam pracę nad wyglądem. Wzięłam
prysznic, a następnie ułożyłam włosy, wybrałam i ubrałam buty
oraz sukienkę. Pod koniec zrobiłam leciutki makijaż i ubrałam
kolczyki. Wyszłam do pokoju wspólnego. Harry już czekał ubrany w
czarny garnitur i równie czarne buty. Uśmiechnęłam się.
-Hej-przywitałam
się. Przez moment wydało mi się, że przede mną stoi nie Harry, a
Ron. Ruszyłam szybko głową i stanęłam przed nim. Wszyscy się
gapili, bo przecież w publicznej opinii jestem dziewczyną Ronalda
Weasley'a, a na bal idę z sławnym Potter'em.
-Ślicznie
wyglądasz-powiedział Harry. Byłam ubrana w czerwoną sukienkę do
kolan. Była niezwykle prosta. Włosy upięłam w warkocz na bok, a
mój makijaż był tak profesjonalny, że obejmował pomalowane usta
ochronną pomadką i... W sumie to tyle.
-Dzięki-uśmiechnęłam
się. Za mną ktoś przeszedł. Złapał moją rękę i ścisnął
delikatnie w bardzo charakterystyczny sposób. To był Ron.
Odwróciłam głowę, ale on już szedł z Lavender Brown za rękę.
Coś mnie zabolało, ale... Co mnie obchodzi z kim idzie? Przecież
jesteśmy przyjaciółmi.
-Idziemy?-wyrwał
mnie z zamyślenia głos Harry'ego. Złapał mnie za rękę i razem
poszliśmy do cudownie przystrojonej Wielkiej Sali.
-Wow...
Jak tu pięknie-powiedziałam rozglądając się. Przed nami pojawiła
się Ginny z Nevilem. Pomachaliśmy do nich.
-Może
zatańczymy?-spytał. Spojrzałam na niego i znowu ujrzałam Rona w
bibliotece ze mną i czekoladą. Otrząsnęłam się i pokiwałam
głową. Odtańczyliśmy główny taniec i nawet było fajnie, więc
zostaliśmy jeszcze kilka, no dobra kilkanaście tańców tańcząc
równo jak Krum i Granger, ale nikt nie mógł przebić Gin i Nevila.
Niestety Ron i jego towarzyszka wyszli tuż po pierwszym, ale miałam
to gdzieś, bo nie chciałam aby zniszczyło mi wieczór coś tak
błahego jak Ron.
*
Bardzo, bardzo przepraszam, że nie było postów, ale postaramy się to nadrobić.
Poza tym to był taki czas z rodziną i egzaminami więc mało ludzi miało czas na czytanie bloga.
Jeszcze raz przepraszam i liczę na pozytywne komentarze.
Buziaki Limonka ;*
Ach, egzaminy... Jak ja to rozumiem... A co do posta jest M*E*G*A!!! Bal jest moim ulubionym momentem w książce (oczywiście ulubionym momentem bez Snape'a xd). Fajnie, że trochę namieszałaś pomiędzy Ronem i Ann, robi się naprawdę gorąco ;) Troszkę znikąd pojawił się ten Krum i ta cała zgraja, ale mam na uwadze, że zmieniałyście trochę ramy czasowe opka. Jak już wyżej napisałam jest mega, super, zarąbczaście <3 Czekam na więcej relacji i po cichu liczę na mały romans Ann z panem Portierem XD Weny i wszystkiego co potrzebne do tworzenia takich rozdziałów!
OdpowiedzUsuńOh dziękuję, już dawno nikt mnie prucz Nyrim tak nie pochwalił, a w prywatnym życiu dużo osób czyta moje wypociny. Z tym liczeniem bym uwarzała, bo może cię do matmy przekonać (jeśli jej nie lubisz). Co do Kruma to on....(ekhem..) został pominięty bo nie nawiązywał do.... Nieważne liczy się, że jest Krum, zgraja i ludzie, którzybędą czytać. Nawzajem duuuuużo weny do tworzenia ;*
Usuń