poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 4 - "Hogsmeade" [Laura]

Piątek nadszedł niesamowicie szybko. Następnego dnia miały odbyć się urodziny Ann. Nadal zastanawiałam się nad tym, co mogę jej kupić. Na szczęście Draco będzie mi pomagać, zawsze to jakaś pociecha.
Zeszłam do pokoju wspólnego. Z jakiegoś powodu on już tam był, czekał na mnie, bo uparcie wpatrywał się w drzwi, kiedy z nich wyszłam. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- To jak? Idziemy? - zapytał. Pokiwałam głową. Całe szczęście nie było tam Pansy. Najprawdopodobniej by mnie udusiła. Wyszliśmy z pokoju wspólnego i skierowaliśmy się do głównego wyjścia. Nie spotkaliśmy przy tym nikogo wartego uwagi.
- Chodźmy do Miodowego Królestwa - zaproponowałam. Nie miałam żadnego konkretnego pomysłu na prezent, więc pomyślałam, że pudło słodyczy powinno być spoko. Draco zgodził się ze mną.
Po kilku minutach monotonnego podążania ścieżką, zaczęły mi marznąć ręce. Mimo, że był dopiero październik, było coraz zimniej. Ja oczywiście nie przygotowałam się na coś takiego. Zaczęłam dmuchać w dłonie, próbując je ogrzać. Draco, widząc to, złapał moją rękę. Serce zafurkotało (Hue, hue... Furkotanie... xD dop. aut.) mi radośnie. Uśmiechnął się do mnie. Zaśmiałam się i przyspieszyłam kroku. Po chwili już biegłam, a moja dłoń wysunęła się z uścisku Draco. Zaczął mnie więc gonić, śmiejąc się przy tym głośno (jaki on śmiech ma piękny... *q*). Zanim się obejrzeliśmy, dotarliśmy do Hogsmeade, a ja na powrót złapałam rękę blondyna.
Weszliśmy do ciepłego wnętrza Miodowego Królestwa. Od razu zaczęłam biegać między półkami, na których wystawione były towary różnego rodzaju. Uzbierałam: torbę wybuchających cukierków, toffi o barwie miodu, trzy cukrowe pióra do pisania i dwie kremowe bryły nugatu. Draco spojrzał na mnie jak na jakąś opętaną, po czym zabrał połowę rzeczy, bo ledwie widać było moją głowę, spod stosu słodyczy. Podeszliśmy do pani Flume i, z niejakimi trudnościami, położyliśmy towary na ladzie. Właścicielka uśmiechnęła się do nas dobrodusznie. Szybko zapłaciłam i zabrałam zakupy. Już po chwili byłam na zewnątrz sklepu. Draco dołączył do mnie z lekkim opóźnieniem.
Miałam nieodpartą ochotę, by sięgnąć do torby i zjeść przynajmniej połowę słodyczy. Do czego, jak czego, ale do słodyczy ciągnie mnie jak do mało czego. Jednak Draco widząc ruch mojej ręki w stronę smakołyków, wyciągnął coś spod szaty. A tym czymś okazało się cukrowe pióro do pisania. Moje ulubione.
- Daj mi to - rozkazałam poważnym tonem. Jednak on na przekór mi, podniósł je do góry. A że przewyższał mnie wzrostem dość bardzo, nijak nie mogłam go dosięgnąć. Przez chwilę usiłowałam daremnie doskoczyć do pióra. Ale on, szuja wredna, stanął na palcach, niwecząc przy tym wszystkie moje wysiłki.
Po ponad minucie znudziła mu się ta zabawa. Oddał mi z uśmiechem pióro. Pochwyciłam je z błyskiem w oczach. Zapomniałam o tym, że przekomarzał się ze mną. Najważniejsze, że odzyskałam smakołyk. Ze smakiem wgryzłam się w pióro. Teraz żałowałam, że nie kupiłam sobie ich więcej. Na zapas.
Z niewiadomych powodów, znaleźliśmy się w Pubie Pod Trzema Miotłami. Był strasznie zatłoczony, ale znalazł się dla nas jeden stolik. Draco poszedł do lady i zamówił nam dwa piwa kremowe. Po chwili już siedział obok mnie. Ze smakiem opróżniliśmy butelki.
Teraz już tylko siedzieliśmy razem i wpatrywaliśmy się w siebie (ja nadal podgryzałam cukrowe pióro).
- Może wracajmy już? - zaproponowałam. Wyszliśmy z pubu.
Całą drogę powrotną chichotaliśmy (nawet w Hogwarcie) z niewiadomych powodów. Pewnie po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem.

~~~~~~~~~~

Rozdział jest krótki, bo Limonka goni mnie z terminem... xD Ale mam nadzieję, że się wam podoba. :3 Z niecierpliwością czekam na wasze opinie. ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz