piątek, 21 marca 2014

Rozdział IV "Rozbita" [Ann]

Wstałam rano, była piąta. Usiadłam na łóżku. Wszystko toczyło się nie tak. Od incydentu z Ronem minął ponad miesiąc. Nie wiem co mam zrobić dalej. Dotychczas miałam zamiar w Hogwarcie poznać miłość mojego życia i zdobyć dobre wykształcenie, a tymczasem muszę się skupić tylko na nauce. Spojrzałam przez okno. Świtało. Ubrałam się, spakowałam na lekcje i zeszłam na dół. Zamierzałam zabrać się za projekt z eliksirów i  zacząć planować przyjęcie. Jeszcze troszkę, a będą moje urodziny, które świętować będę chyba z Jęczącą Martą. Laura jest Ślizgonką, więc wątpię, czy profesor McGonagall zgodzi się ją wpuścić do  naszej wieży. Moje urodziny będą dniem znienawidzonym przeze mnie. Gdy byłam już na schodach zobaczyłam Jego. Znowu jakieś deja vu?  Siedział w fotelu i przeglądał książkę do eliksirów. Tym razem usiadłam w drugim końcu salonu, a On nawet nie zauważył, że tam jestem. Nagle po około kwadransie rozejrzał się i zobaczył mnie.
-Hej-powiedział.-Dawno przyszłaś?-spytał. Oniemiałam. Myślałam, że się obraził, a On rozmawiał ze mną jakby nic się nie stało.
-Tak-rzekłam. Wciąż jeszcze byłam zaskoczona.
-Choć się przejść.-zaproponował. W jego głosie było coś niepokojącego. Wstałam, rozejrzałam się i zabrawszy swoje rzeczy wyszłam za Nim.
-O co chodzi?-spytałam, gdy odeszliśmy już daleko. Nawiasem mówiąc, byliśmy blisko biblioteki.
-Chodzi o Freda i George'a. Cały czas łażą za mną i czekają, aż zrobię coś dziwnego.-wytłumaczył.
-Dobra.-rzekłam, było to zrozumiałe.-Tylko co do tego wszystkiego mam ja?-spojrzał na mnie. Po chwili powiedział.
-Przecież musimy zrobić projekt do po świętach.-rzekł jakby to było oczywiste.
-Już wiem!-powiedziałam nagle.- Zostaniemy w Hogwarcie na całe święta. Przecież twoi bracia, Harry i Hermiona jadą do was na święta. Wyślesz im później sowę, że musiałeś zostać.-wyjaśniłam mój plan.
-Przecież ja nie mam sowy.-rzekł.
-Ja ci pożyczę.-miałam małą sowę. Czarną z żółtymi oczami. Wieczorami, gdy się ją zbudziło wyglądała strasznie. Na imię miała Awe.
-Dobra, ale nie martwisz się Hermioną?-spytał.
-Nie-rzekłam i wyszłam z salonu. Ruszyłam na śniadanie.
Uśmiechnięta zjadłam śniadanie i pobiegłam na zajęcia.
Lekcje minęły ciekawie, pierwszy raz od jakiegoś czasu zgłaszałam się na lekcjach. Profesor McGonagall i Profesor Dumbledor widząc to ucieszyli się, że odzyskałam chęć do nauki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz