-Harry jak myślisz?-spytałam, gdy cisza wlokła się niezmiernie długo.
-Ale, że co?-spytał tak jakbym go wyrwała z zamyślenia.
-Chodzi mi o Rona-wywróciłam oczami.-Słuchaj, ja nie chcę być niegrzeczna, ale to co się stało przed chwilą, ten pocałunek.-przerwał mi gestem.
-Rozumiem, to była pomyłka. Zostanie miedzy nami. Prawda jest taka, że Ty powinnaś być z Ronem, a Ja z G...-przerwał, gdy doszło do niego, iż powiedział za dużo.
-Ginny ci się podoba?-spytałam podekscytowana.
-Tak-powiedział cicho spuszczając głowę- Ale jej nie powiesz, nie?-upewniał się.
-Pewnie, że tak-rzekłam z wymowną miną.-Szaleje za tobą od twojego pierwszego roku w Hogwarcie...-zatkałam ręką usta.-Nie mów jej-błagałam.
-Dobra, ale ty również ani słowa o moich uczuciach-postawił warunek.
-Okej, ale masz ją zaprosić na randkę jak tylko do nich pojedziemy. Wezmę gdzieś Rona, Hermionę, Freda i George'a, wykręcimy jakiś numer, a wy...-spojrzał na mnie.
-Chodźmy już, bo majaczysz.-poklepał mnie po ramieniu.
-Masz rację.-przyznałam i dałam się odprowadzić do domu. Następnie zjadłam pośpiesznie kolację i poszłam spać.
Śnił mi się Ron, a raczej spotkanie na Pokątnej. Gdy się obudziłam nie wiedziałam, czy to dobra decyzja, ale postanowiłam wybrać się na spotkanie. Taka czy owaka to była randka z rudzielcem (Jaram się, czo będzie dalej~Limonka).
Zeszłam na dół. przywitałam mnie moja mała Zuńka (Pieseeełek~ Nyrim). Zjadłam śniadanie, naleśniki (Om nom nom! Kochammm~Limonka).
-Mamo?-zagadnęłam, gdy przepyszny posiłek został zutylizowany w czeluściach mego organizmu.
-Tak, córeczko?-spojrzała na mnie i chwyciła tacę z naleśnikami podając mi.
-Nie-pokręciłam głową. Wzięłam głęboki oddech i spytałam-Mogę iść dziś sama na Pokątną, bo chciałam wybrać prezent Harry'emu?-blondynka (MAMA~Limonka) zmierzyła mnie wzrokiem, a ja pośpiesznie dodałam.-Nie będę sama. To znaczy będzie jeszcze ten Ron Weasley i Hermiona Granger, Ginny Weasley oraz zapewne ktoś jeszcze.-pochyliłam głowę.
-Dobrze-pozwoliła.
-Dzięki!-wystrzeliłam do kominka.-Wrócę nim się ściemni.-obiecałam i uskoczywszy do kominka krzyknęłam-Pokątna!-i rzuciłam proszkiem.
Wylądowałam na ulicy, gdzie zawsze jest ruch, gdzie jest wszystko czego potrzebuje w domu i w szkole każdy czarodziej lub czarownica. Trafiłam na ulicę Pokątną. Pobiegłam do dziurawego Kotła, bo gdzie indziej Ron mógłby czekać? Gdy przekroczyłam próg baru uświadomiłam sobie to, co pominęłam w całym spotkaniu. List z odpowiedzią. Nie napisałam do Rona, aby na mnie czekał. Spuściłam głowę i wyszłam z lokalu. Postanowiłam kupić jakiś prezent dla Harry'ego i wrócić do domu.
Gdy przemierzałam drogę w poszukiwaniu odpowiedniego prezentu zobaczyłam go. Stał przy sklepie z szatami. To był on. Jego oczy zwróciły się w moją stronę. Patrzyłam w oczy Draco Malfoya. O Boże!
Ann pamiętaj, że cały czas musisz oddychać to, iż ten kre...Malfoy stoi przy szatach, a obok niego jakaś laska nie znaczy, że....Stop! Przerwałam potok myśli, które leciały przez mój mózg. Przy Draco stała Laura. Laura Cross, której tak dawno nie widziałam, która była moją najnajlepszą przyjaciółką czystej krwi.
Oczywiście przecież, ten Bufon i ona już na tym roku dziwnie się do siebie zbliżyli. Nienawidzę, go za to, że ją odmienił. Dobrze pamiętam sytuację z świąt, gdy on wyzwał Rona i mnie, a moja przyjaciółka się śmiała.
Zniszczył to co w niej było najlepsze. Dureń! Bałwan! Łajno! (Kupak! Baran! Baka! Robak! Merda! Glista! Ej... Wait what...? Przecież ja go kocham! :0 Ale i tak pomogłam~ Nyrim) Wszystkie wyzwiska jakie mi przychodziły do głowy i jakie zna ludzkość nie starczą aby określić tego Buraka spod ciemnej gwiazdy (Niedźwiedź polarny z ADHD! Kurde... Odbija mi trochę... Sorry... ~Nyrim)! Jego ojciec, matka i on sam należą do zwolenników Voldemorata, ale oczywiście Malfoy'owie są tak szanowani, że niczego nie da się im udowodnić. Gdy tak sobie pokrzyczałam zrobiło mi się lepiej przeszłam centralnie przed nimi i zarzuciłam włosami (Because you're worth it... Czy jakoś tak... ~Nyrim).
-Ann?!-krzykneła Laura, ale Drakuś Dureń I dał jej kuksańca pod żebra. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale wiedziałam, że Laura Cross nie jest już Laurą Cross jaką znam.
Gdy wybrałam i kupiłam Harry'emu prezent (książkę o najsławniejszych graczach quiddicha~Ann), spotkałam Rona (Nie mógł się, kurna, bardziej pospieszyć...? -.-)
-Ann-podbiegł do mnie.-Nie mogłem cię znaleźć.-rzekł i przytulił mnie.
-Błądziłam tu i tam spotkałam nawet Dur... Malfoya.-uśmiechnął się. Chwycił za rękę i wziął ze sobą do Dziurawego Kotła.
***
Taki sobie rozdział o wydarzeniach na ulicy Pokątnej.
Liczę, że się spodoba. Tego rozdziału współtwórcy to piosenki :
Secret Garden "Sleepsong"
Sad Violin
Eragon "Once in every lifetime"
Planeta Skarbów "Jestem kimś"
Ten rozdział jest zadedykowany jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Może nie jest dobrze do niej dopasowany, ale jestem jej wdzięczna, że zawsze dawała mi wsparcie, poprawiała moje prywatne opowiadania, wiersze i wszystko co tylko przyszło do tej mojej głowy.
Zawsze była po mojej stronie. Jest przy mnie już 11 lat. Mogę na nią liczyć zawsze.
Dziś jest szczególny dla niej dzień więc chciałam ją "uhonorować" kolejną już zapewne dedykacją.
Mam nadzieję, że to doceni i będzie wiedziała, że o niej mowa.
Dziękuję Ci, Lisie, że jesteś :3
(Mamusiuboskalavolpetakieszczęśliwebożesztymójtyleszczęściawjedniejchwiliwdzięcznośćtakadużawow)
(Mamusiuboskalavolpetakieszczęśliwebożesztymójtyleszczęściawjedniejchwiliwdzięcznośćtakadużawow)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz