Szłam szybko korytarzem. Już kolejny dzień nie miałam ochoty nikogo spotkać. Pokłóciłam się ze wszystkimi. Z tą mendą Draco, z Ann, a nawet z moimi kochanymi bliźniakami. Miałam wrażenie, że popadłam w swego rodzaju depresję. Nie odzywałam się za wiele, nic mnie nie bawiło, a dni spędzałam na lekcjach z przerwami na posiłki i spanie.
Nagle monotonię tego popołudnia przerwało moje wpadnięcie na kogoś.
- Ej! Uważaj jak idziesz! - warknęłam oschle i spojrzałam w górę. Wpadłam na Freda i George'a. Na ich twarzach malowało się takie samo zaskoczenie jak na mojej. Szybko zamaskowałam zdziwienie. Chciałam ich po prostu wyminąć, ale przeszkodzili mi w tym.
- Laura! - powiedzieli jednocześnie i, jakby to było zaplanowane, opadli na kolana. Wytrzeszczyłam oczy. - Przepraszamy! - pochylili głowy.
W moich oczach zebrały się łzy. Przyłożyłam dłonie do twarzy. Chciałam zatrzymać potok łez, który ewidentnie chciał zacząć płynąć po moich policzkach. Przyklęknęłam obok nich i objęłam obu. Rozryczałam się na dobre. Oni również mnie przytulili i uśmiechnęli się.
- To ja przepraszam... - wyszlochałam w ich ramiona. Wstaliśmy, nadal mnie obejmowali. Spojrzałam na ich twarze (Co się dalej stanie? To napięcie... ~Limonka). Oczy Freda i George'a też były szkliste.
- To zgoda? - zapytał George. Pokiwałam głową i mocnej się w nich wtuliłam. Poczułam niewysłowioną ulgę, gdy wreszcie się pogodziliśmy.
- Weź nie płacz... - poprosił Fred. - Bo ja też zaraz zacznę... - uśmiechnęłam się do nich przez łzy. Otarłam oczy i ponownie się uśmiechnęłam.
- To co robimy? - zapytałam. Kiedy już się z nimi pogodziłam, nie miałam najmniejszej ochoty ich zostawiać.
- Hmm... Może pójdziemy do Miodowego Królestwa? - zaproponował George. Ja i Fred chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Nic tak dobrze nie poprawia humoru, jak cukrowe pióra czy toffi o barwie miodu.
Poszliśmy do posągu jednookiej wiedźmy. Fred powiedział "Dissendium" i przejście stanęło przed nami otworem.
Po przejściu niewielkim korytarzem znaleźliśmy się w piwnicy Miodowego Królestwa. Otrzepałam z kurzu szatę i weszliśmy na górę. Nikogo zbytnio nie zdziwiło pojawienie się tam "dwóch i pół". Dość często razem tam przychodziliśmy.
Z półek zabrałam kilka cukrowych piór, bliźniacy uzbroili się w kremowe bryły nugatu i toffi. Z tymi zakupami podeszliśmy do kasy, przy której stała pani Flume.
- O! Fred, George i Laura. Miło mi was widzieć - przywitała nas, a my odpowiedzieliśmy grzecznym "Dzień dobry". Obsłużyła nas z uśmiechem.
Kiedy zapłaciliśmy, opuściliśmy sklep. George podał mi kawałek bryły nugatu i sam z Fredem zaczął jeść. Przespacerowaliśmy się główną ulicą Hogsmeade rozmawiając przy tym o rzeczach nieważnych i mało istotnych. Co jakieś dwie minuty wybuchaliśmy śmiechem.
Po około godzinie spaceru zauważyłam, że zrobiło się już trochę późno i zaproponowałam powrót. Moi towarzysze niechętnie się zgodzili.
Znowu skorzystaliśmy z tajnego przejścia i wróciliśmy do Hogwartu.
- Pa! - pożegnałam się z uśmiechem idąc w stronę pokoju wspólnego Ślizgonów. Pomachali mi na pożegnanie i pobiegli do ich dormitoriów.
Do pokoju wspólnego weszłam z uśmiechem. Na szczęście nie było tam ani Draco, ani Pansy (Gdzie się podziali? Czyżby? Ale nie... A może jednak? ~Limonka). Weszłam po schodach do dormitorium, przebrałam się i położyłam spać, zupełnie nie przejmując się zadaną przez Snape'a pracą domową.(Dam dam dam! Laura olewa Snape'a. Coś jest nie tak... ~Limonka)
- Weź nie płacz... - poprosił Fred. - Bo ja też zaraz zacznę... - uśmiechnęłam się do nich przez łzy. Otarłam oczy i ponownie się uśmiechnęłam.
- To co robimy? - zapytałam. Kiedy już się z nimi pogodziłam, nie miałam najmniejszej ochoty ich zostawiać.
- Hmm... Może pójdziemy do Miodowego Królestwa? - zaproponował George. Ja i Fred chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Nic tak dobrze nie poprawia humoru, jak cukrowe pióra czy toffi o barwie miodu.
Poszliśmy do posągu jednookiej wiedźmy. Fred powiedział "Dissendium" i przejście stanęło przed nami otworem.
Po przejściu niewielkim korytarzem znaleźliśmy się w piwnicy Miodowego Królestwa. Otrzepałam z kurzu szatę i weszliśmy na górę. Nikogo zbytnio nie zdziwiło pojawienie się tam "dwóch i pół". Dość często razem tam przychodziliśmy.
Z półek zabrałam kilka cukrowych piór, bliźniacy uzbroili się w kremowe bryły nugatu i toffi. Z tymi zakupami podeszliśmy do kasy, przy której stała pani Flume.
- O! Fred, George i Laura. Miło mi was widzieć - przywitała nas, a my odpowiedzieliśmy grzecznym "Dzień dobry". Obsłużyła nas z uśmiechem.
Kiedy zapłaciliśmy, opuściliśmy sklep. George podał mi kawałek bryły nugatu i sam z Fredem zaczął jeść. Przespacerowaliśmy się główną ulicą Hogsmeade rozmawiając przy tym o rzeczach nieważnych i mało istotnych. Co jakieś dwie minuty wybuchaliśmy śmiechem.
Po około godzinie spaceru zauważyłam, że zrobiło się już trochę późno i zaproponowałam powrót. Moi towarzysze niechętnie się zgodzili.
Znowu skorzystaliśmy z tajnego przejścia i wróciliśmy do Hogwartu.
- Pa! - pożegnałam się z uśmiechem idąc w stronę pokoju wspólnego Ślizgonów. Pomachali mi na pożegnanie i pobiegli do ich dormitoriów.
Do pokoju wspólnego weszłam z uśmiechem. Na szczęście nie było tam ani Draco, ani Pansy (Gdzie się podziali? Czyżby? Ale nie... A może jednak? ~Limonka). Weszłam po schodach do dormitorium, przebrałam się i położyłam spać, zupełnie nie przejmując się zadaną przez Snape'a pracą domową.(Dam dam dam! Laura olewa Snape'a. Coś jest nie tak... ~Limonka)
~~~~~~~~~~
Na wstępie, chciałabym wam coś powiedzieć... A mianowicie... PRZEPRASZAM! Głównie za to, że tak długo mnie tu nie było, ale po prostu brak weny mnie totalnie dobił, a nie chciałam tu jakiegoś, za przeproszeniem, gówna wstawiać... Ale jest! Jest notka! :D
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz