Po lekcjach pobiegłam do biblioteki, by wypożyczyć wszystkie książki do i o eliksirach w Hogwarcie. Gdy przemierzałam uliczki pomiędzy regałami z całą masą książek, ukradkiem zobaczyłam Laurę z Draco śmiejących się wspólnie. Że słucham? Co Oni razem robią? Z czego się śmieją? Jak Laura mogła mi to zrobić? Zabrałam zgromadzone książki i pobiegłam do wierzy Gryfindoru. Spotkałam tam Rona, nad którym pastwili się Fred i George.
-Dajcie mu spokój! -wrzasnęłam odpychając ich. Wyglądało to nazbyt dziwnie, bo dorastałam im ledwie do ramion, jeśli nie niżej.-Chodź-powiedziałam do Rona i pociągnęłam go za szatę zaciągając na krzesło przy stoliku. Stolik był zawalony masą książek od eliksirów.
-Hahahaha!-Fred i George pękali ze śmiechu.-Tak idź Ron! Hahahaha! Twoja dziewczyna cię woła.-śmiali się. Spojrzałam na nich wzrokiem tak groźnym, że zamilkli.-A wasza siedzi z Draco w bibliotece.-dodałam i zignorowałam ich. Usiadłam naprzeciwko Rona.
-Współczuję ci-rzekłam.
-Żyję z nimi od początku, można przywyknąć.-odparł biorąc pierwszą książkę. Zaczął ją przeglądać.
-Dobra-powiedziałam i też zabrałam się za lekturę.
-A kim jest ich dziewczyna?-spytał mnie nagle.-Czy to ta Ślizgonka, z którą siedziałaś na eliksirach?
-Tak-odpowiedziałam.-Było głupie mówić im, że siedzi z Draco w bibliotece, ale nie miałam innej broni.
-Masz urodziny w przyszłą sobotę?-dopytywał się.
-Tak, ale co to ma do rzeczy?
-Ślizgoni nie mają wstępu do wieży Gryffindoru.-zamurowało mnie.
-Nie pomyślałam o tym-przyznałam odkładając książkę.
-Zrób przyjęcie gdzieś indziej i zaproś cały Hogwart.-podsunął.
-Nie. Naprawdę, chciałam zaprosić tylko Laurę i może Ginny.-wyznałam. W pokoju wspólnym ucichł zamęt. Wszyscy poszli na ucztę.
-A ja?-spytał. Wzrószyłam ramionami. Spojrzał na mnie.
-Może nie będę nic robić?-myślałam.-Nie waż się mówić nikomu o moich urodzinach.-rzekłam stanowczo, a po chwili dodałam.-Chodźmy na ucztę bo wszystko zjedzą.
-Dobra.-wstaliśmy od stołu i pobiegliśmy do Wielkiej Sali.
Dni mijały podobnie, lekcje, nauka z Ronem. Po jakimś czasie Hermiona, Harry i Ginny zaczęli robić lekcje razem z nami. Przekonałam się, że Harry nie jest taki zły jak mówiła Laura. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Często rozmawialiśmy, śmialiśmy i chodziliśmy razem. Zaczęłam odwiedzać Hagrida. Przekonałam się, że jego wypieki mogą być szkodliwe dla zdrowia. Nasz projekt wyglądał coraz lepiej. Zapomniałam o problemie z urodzinami, byłam w Hogsmeade. Dopiero w piątek, dzień przed urodzinami przypomniałam sobie o Laurze. Pobiegłam wraz z Ronem, Hermioną, Harry'm i Ginny, którzy zostali już wtajemniczeni w mój spisek, do profesor McGonagall.
-Pani profesor!-krzyczeliśmy, gdy ta wychodziła z sali.
-Tak?-odwróciła się zdziwiona.
-Pani profesor...-dyszałam.-Jest taka sprawa..-jąkałam się nie wiedząc jak przedstawić tę sprawę.
-Chodzi o to, że jutro są urodziny Ann...-zaczęła Hermiona. Zdziwiło mnie to, widać przebaczyła mi wszystko.
-A ona przyjaźni się z jedną uczennicą...-podjęła Ginny.
-Którą chciała zaprosić na małe przyjęcie...-kończył Harry.
-Tylko, że ona jest z innego domu...-mówił Ron.
-To Laura Cross ze Slytherinu.-skończyłam, a profesor McGonagall otworzyła szeroko oczy.
-To jest poważny problem-zaczęła z wolna.- Niestety nie mogę ci pomóc.-odparła smutno i poszła w swoją stronę. Załamałam się. Myślałam jak spojrzę jej w twarz. Jak jej powiem, że nie wolno jej przyjść.
Ruszyłam ze zwieszoną głową. Dogonili mnie i pocieszali. Szukali jej ze mną. W końcu po około 30 min błądzenia bez sensu znalazłam ją idącą zadowoloną z Draco. Szeptali coś do siebie i chichotali pod nosem.
Jak Ona może mnie tak ranić?
-Patrz, to Laura.-trąciła mnie Ginny, wskazując na Ślizgonkę.
-Wiem, ale nic jej nie powiem. Chodźmy-rzekłam i poszliśmy do wieży.
-Nie przejmuj się-pocieszała mnie Hermiona, gdy kładłyśmy się spać.
-Wiem, ale wiesz. Najbardziej rani osoba bliska.-z tymi słowami zasnęłyśmy.
Zaintrygowało mnie, dlaczego Ann tak nie lubi Draco (jak można nie lubić Draco?! :o ). Kryje się za tym jakaś mroczna historia? Nie mogę doczekać się więcej! Weny, dużo weny :3 Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń