wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 6 - "Jemioła" [Laura]

Nadeszły święta. Najzabawniejsze z tego wszystkiego było to, że ze Ślizgonów zostaliśmy tylko ja i... Tak, Draco... Początkowo, widząc to, byłam załamana. Potem dostrzegłam dobre strony tej sytuacji. Cała biblioteka dla nas! Zaraz opanowałam się i przywitałam z Malfoy'em. Odpowiedział mi uśmiechem i powiedział:
- Idziemy na śniadanie? - gorliwie się zgodziłam, bo mój brzuch już dawał o sobie znać. Draco też chyba to usłyszał, bo zachichotał pod nosem. Rzuciłam mu groźne spojrzenie, które pewnie nawet nie było groźne.
Zeszliśmy do Wielkiej Sali. Oprócz nas, nie było tam chwilowo nikogo. Zajęliśmy swoje miejsca.
- Dlaczego nie pojechałeś do domu? - zapytałam ciekawa. Cóż, ktoś taki jak Draco zawsze wyjeżdżał na święta. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- A to nie oczywiste? - pokręciłam przecząco głową. Jak on mógł w ogóle myśleć, że będę się nad czymś zastanawiać w Boże Narodzenie. Boże Narodzenie! To jest czas lenistwa i słodkości. - Musimy dokończyć projekt, a po świętach nie mielibyśmy czasu.
- No tak... Zapomniałam - przez chwilę miałam nadzieję, że powie coś innego. Zaraz odgoniłam natrętne myśli i zajęłam się jedzeniem.
Nagle do Wielkiej Sali weszli Ann i Ron. Serio? Tylko oni? Czy to jakiś spisek jest? Nadal nie przeprosiłam Ann za to, że nie było mnie na jej urodzinach. Pewnie nadal miała mi to za złe. Którymś zmysłem wyczułam, że zaraz zacznie się dziać. Nie zawiodłam się. Draco zaczął obrzucać rudowłosego obelgami, których nie warto przytaczać. Próbowałam go uspokoić, ale nic nie mogłam poradzić na jego temperament. Raz nawet zachichotałam, ale nie zrobiłam tego, bo rozśmieszył mnie jego żart, tylko dlatego, że oczy zaczęły mu się zabawnie błyszczeć. Najwyraźniej to było przekroczenie granicy. Ann przyłączyła się do "kłótni". Nawrzucała coś na Draco, a ten, zaskoczony, aż zaniemówił z wrażenia. Ja też pewnie miałam głupią minę. Odeszli, zostawiając nas w kompletnej konsternacji.
Potem przyszedł profesor Dumbledor oraz kilku innych nauczycieli. Usiedliśmy z nimi przy stole nauczycielskim. Ślizgoni jak najdalej od Gryfonów.
Gdy skończyliśmy posiłek, udaliśmy się do... biblioteki! (Przyznać się. Kto zgadł? xD dop.aut.) Zabraliśmy się znowu za ten przeklęty projekt.
Po około piętnastu minutach usłyszeliśmy jakiś cichy huk, ale nie zwróciliśmy na to zbytniej uwagi. Praca była już w fazie zakończenia. Skończona była już dziesięć minut później.
- Koniec! - krzyknęłam triumfalnie do Draco. Oparliśmy się wygodnie o oparcia krzeseł, które wcale wygodne nie były. - Wracamy do pokoju wspólnego?
- Jasne - złapał moją rękę (obowiązkowe furkotanie w tle) i chwilę później byliśmy już na miejscu.
- Co robimy? - zapytałam.
- Poczekaj chwilę - poprosił i poszedł do dormitorium chłopaków. Wrócił z jakąś książką w rękach. Od razu podbiegłam do niego, by obejrzeć powieść. Kolejny horror. Czy on tylko to czyta? Jednak z zapałem chwyciłam książkę i, siedząc na dywanie, zatopiliśmy się w lekturze.
Około godziny 23, Draco zarządził koniec czytania. Zgodziłam się z nim bez szemrania. Oczy same mi się zamykały, więc tylko pomachałam mu ręką i poszłam do łóżka. Padłam na nie wyczerpana.

~ * ~

Następnego dnia byłam niewyspana. Niewyspana to mało powiedziane. Przez ponad pół nocy męczyły mnie koszmary, więc nie mogłam porządnie zasnąć.
Gdy zeszłam do pokoju wspólnego, Draco zauważył to samo. On nie miał na sobie żadnych oznak strachu po wczorajszej książce. Szkoda. Za to pod choinką leżało mnóstwo prezentów. Podał mi je mówiąc:
- Wesołych świąt, kurdupelku - spiorunowałam go wzrokiem, ale z radością przyjęłam prezenty. Od rodziny dostałam szaliczek w barwach Slytherinu, a od Rahel ręcznie malowany obrazek przedstawiający śpiącego borsuka, lwa i węża, symbol naszej przyjaźni. Widząc go szepnęłam:
- Przepiękny.
Draco zajrzał mi przez ramię. Pokiwał głową. Mu również się spodobał. Chwilę się nad czymś zastanawiał, po czym wyciągnął do mnie zamkniętą dłoń, w której coś trzymał.
- Wesołych świąt. Tym razem tylko ode mnie - podał mi niewielkie pudełeczko obite czarnym aksamitem. Spojrzałam do środka i wstrzymałam oddech. Był w nim srebrny wisiorek-wąż. Blondyn patrzył na mnie, niepewny, czy mi się spodoba. Zareagowałam zupełnie niespodziewanie dla samej siebie. Upuściłam pudełko i rzuciłam się mu na szyję.
- Jest piękny! - on również mnie objął, jednocześnie gładząc mnie po włosach. - Niestety nie mam nic dla ciebie... - oznajmiłam ze smutkiem. Jednak on tylko potrząsnął głową i powiedział:
- To jest dla mnie prezent.
Nieznacznie zarumieniłam się po jego słowach.
- Chodźmy lepiej na śniadanie - tymi słowami próbowałam zamaskować swoje zmieszanie.
- Oczywiście, kurdupelku.

~ * ~

Dzień minął nam zwyczajnie. Nie mieliśmy nawet zajęcia w postaci projektu, ale bardzo dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. I znowu wieczorem kontynuowaliśmy zaczętą poprzedniego dnia książkę. Tym razem jednak skończyliśmy przed 20, bo nawet najlepsze horrory kiedyś się kończą. Tym razem nie ryczałam! Draco też był ze mnie dumny.
Po nieprzespanej nocy byłam zmęczona, więc już szłam do dormitorium, kiedy dogonił mnie blondyn. Staliśmy już przed drzwiami, jednak on wskazał coś wiszącego nad naszymi głowami. A tym czymś była... jemioła! Spojrzałam na nią zdziwiona, a moja pierwszą myślą było: "Skąd ona tam się wzięła?". Potem doszło do mnie, co się właśnie dzieje. Stałam z Draco pod jemiołą. Tradycji musi stać się zadość! Chłopak pochylił się lekko w moją stronę, a nasze usta się spotkały. Był to delikatny pocałunek, ale wystarczający by włączyć furkotanie. Odpowiedziałam mu równie delikatnie, po czym, z niechęcią, oderwałam się od niego.
- Wiesz co? - zapytałam nagle. Spojrzał na mnie zdumiony. - Nie będę spać sama, bo znowu pół nocy nie prześpię. To dla mnie zdecydowanie za dużo. Horror, a potem pocałunek. Czy ty chcesz mnie psychicznie wykończyć? - zakończyłam z uśmiechem. Blondyn również się uśmiechnął i powiedział:
- Nie, kurdupelku - chyba polubię to określenie. A przynajmniej będę je lubić, jak Draco będzie się tak do mnie zwracać.
- Accio kołdra, poduszka i kocyk - posłuszne przedmioty przyleciały do mnie z cichym szumem. Chłopak poszedł w moje ślady. Po chwili rozłożyliśmy obozowisko. Jedno posłanie było niebezpiecznie blisko drugiego, ale nie przeszkadzało mi to.
Owinęłam się kołdrą i lekko przytuliłam do Draco.
- To ty zawiesiłeś tę jemiołę? - zapytałam jeszcze.
- Oczywiście, że ja. A co myślałaś? Że skrzaty domowe? - uśmiechnął się po raz kolejny - Dobranoc.
- Dobranoc.

~~~~~~~~~~

Ta-dam! Nyrim wstawia w terminie! ^^ Nie uważacie, że ten rozdział wyszedł dość słodko? :3 Szczerze mówić, jestem z niego zadowolona! :D Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :*

1 komentarz:

  1. Kurdupelek....Awww <3 Rozdział uroczy, Draco uroczy. Serafinie coś się cieplutko na serduchu zrobiło :D Rozdział prze-słodziaśny :3 Chcę takich więcej, więc weny! Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń