Minęły chwile, sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące od pamiętnego momentu, gdy Snape popełnił błąd sadzając mnie i Rona razem, ale ja zrobiłam coś jeszcze głupszego. Straciłam Laurę, zyskałam i straciłam Rona. Harry wygrał turniej trójmagiczny. Nie tylko ja narozrabiałam. Voldemort powrócił. Teraz się zacznie. Weszłam do głównej sali na ucztę pożegnalną.
-To nasza ostatnia uczta, dziś wracacie do domu-powiedział Dumbledore. Zaczęliśmy jeść. Takiego hałasu nie słyszały moje uszy od mistrzostw gry w quidditcha. Zjadłam smętnie pyszny posiłek. Nim Dumbledore wygłosił swoją pożegnalną mowę, wyszłam z sali. Poszłam na błonia z całą masą chusteczek higienicznych. Położyłam się na trawie i czekałam na zamieszanie obwieszczające powrót do domu. Siedziałam tak jakieś dziesięć minut. Nagle coś przysłoniło mi oczy. Dotknęłam twarzy, oczy zasłoniły mi dłonie. Zbyt dobrze mi znane.
-Ann, czemu nie byłaś do końca na uczcie?-spytał ich właściciel.
-Nie miałam ochoty.-powiedziałam i spojrzałam do tyłu. Ron patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami, a jego rude włosy pięknie lśniły w słońcu.
-Coś się stało?-spytał.
-Nie-odparłam ostro i odeszłam. Pobiegłam do pociągu i zajęłam ostatni pusty przedział. Siedziałam sama przez około godzinę. Potem do drzwi zapukał Ron. Niestety z pociągu nie dało się uciec. Czy naprawdę musiałam znosić jego towarzystwo do końca?
-Ann, widzę, że coś ci się stało, proszę powiedz.
-Nie, to ja proszę. Daj mi spokój, dobra?!-krzyknęłam. Następnie zatopiłam się w "Co kolwiek" (Nie czaję tego, ale to chyba jakaś nazwa... Może magazyn jakiś? O_o ~Nyrim) i zmieniłam miejsce.
-Ann Smith, powiedz co się stało?-nigdy w życiu nie myślałam, że jeszcze usłyszę ten głos. W drzwiach przedziału stała Ginny Weasley .
Rzuciłam jej się na szyję.
-Gin, właśnie chciałam z tobą porozmawiać -eksplodowałam ze szczęścia, a moja przyjaciółka tylko się śmiała tak serdecznie jak zawsze.
-Ja też dlatego jestem- mówiła tak serdecznie. Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam Rona, przecież siedział tam cały czas. Przyszedł tu bo się martwił.
-Ginny dasz nam dziesięć minut musimy porozmawiać-wskazałam delikatnie na rudzielca. Rudowłosa mrugnęła i wyszła z przedziału. Zwróciłam się do błękitnookiego.
-Ron ja...ja-jąkałam się.
-Rozumiem chcesz pogadać z moją siostrą już się zmywam.
-Nie ja...ja-ciężko wzięłam oddech.-Muszę z tobą porozmawiać, bo to cosię stało w tym roku... Drzwi przedziału się otworzyły i wpadła Lavender Brown (WEJŚCIE SMOKA, MADAFAKA! XD ~Nyrim). Zobaczyła Rona i zaczęła krzyczeć.
-MonRon! Co ty robisz choć do lepszego towarzystwa mam czekoladę i eliksiry-coś się we mnie zagotowało. Wyciągnęłam różdżkę powstrzymując się od zaklęć nie wybaczalnych.
-Ktoś tu chyba jest zazdrosny-zaskrzeczała blondynka prawdziwa blondynka.
-O co o rudzielca, który się migdali z każdą laską po kolej jak się nawiną. Idźcie już gołąbeczki całować się gdzie indziej, bo dzięki wam moje śniadanie ma zamiar powrócić na świat zewnętrzny.-wypchnęłam ich z przedziału i padłam na sofę spuszczając głowę w dół. Ginevra weszła i poklepała mnie po ramieniu. Z moich oczu popłynęły strumyki łez.
-Dobrze zrobiłaś-mówiła Gryfonka klepiąc mnie po ramieniu.
-Tak to czemu czuję się jakbym wyrwała sobie serce?-ryczałam długo i mocno, a w okienko zapukała pewna postać. Nie uniosłam głowy, ale Laura była wyraźnie oburzona. Wstała i podeszła do drzwi.
-Jak śmiesz się tu pokazywać TY Weasley'u, TY mój stuknięty bracie!?!-zagrzmiała, a ja na dźwięk tego nazwiska, wstałam i przywaliłam Ronowi w twarz, wypchnęłam z pomieszczenia i zwinęłam się w kłębek płacząc i patrząc jak zmienia się krajobraz za moim oknem słuchając pocieszań panny Weasley.
*
Tak się kończy czwarty rok w Hogwarcie. Liczę na pozytywną opinię. Może trochę smutno, ale nic nie może być wiecznie różowe, bo było by nudno. Mam zamiar zrobić jeszcze jedną może dwie notki wakacyjne. Buziaki Limonka-chan ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz