Obudziły
mnie głosy.
-Sto
lat! Sto lat!-usłyszałam na uchem i obudziłam się. Przypomniałam
sobie, że to już dziś.
Podniosłam
się i przetarłam oczy. Nade mną stali Ron, Hermiona, Harry i
Ginny. Trzymali tort z napisem "Urodziny Ann" i 14
świeczkami. Zgadza się, liczyłam, bo przy tak szybkim wyrwaniu ze
snu nie byłam pewna ile mam lat.
-Dziękuję.-powiedziałam
i uściskałam ich wszystkich. Zdmuchnęłam świeczki myśląc
życzenie.-Jesteście wspaniali.-dziękowałam. Przypomniały mi się
zeszłe urodziny, kiedy po wejściu do głównej sali spotkałam
Laurę z babeczką i świeczką, życzącą mi sto lat. Łzy
wzruszenia popłynęły mi po policzkach.
-Ty
płaczesz?-spytała Ginny z zmartwionym głosem.
-Nie,
to łzy szczęścia, jesteście wspaniali.-wstałam i razem z nimi
pobiegłam na śniadanie. Myślałam, że ten dzień będzie
wyjątkowy. Zanim wyszliśmy z wieży, każdy z nas wrócił, by się
ubrać i wsiąść torbę z książkami.
Gdy
wszyscy byli gotowi, ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Szczęśliwa
weszłam przez drzwi i gdy spojrzałam przypadkiem na stół Ślizgonów, ujrzałam coś czego nie powinnam była widzieć. Obok siebie
siedzieli Laura i Draco śmiejąc się i chichocząc pod nosem.
Stanęłam jak wryta, a Ron, Hermiona, Harry i Ginny odwrócili się i
spojrzeli na mnie.
-Co
się stało?- spytała Ginny kiedy razem z Hermioną podeszły do
mnie.
-Nic-ocknęłam
się i spuściłam głowę.-Chodźmy-powiedziałam i razem
dogoniłyśmy chłopaków. Usiedliśmy wszyscy razem śmiejąc się i
rozmawiając. Co jakiś czas spoglądałam na Laurę, ale Ona mnie
nie zauważyła. W końcu przestałam patrzeć ku stołowi Ślizgonów i skupiłam
się na tym, że dziś są moje urodziny i, że ten dzień MUSI być
wyjątkowy.
Po
śniadaniu wraz z Ronem, Harrym, Hermioną i Ginny zabraliśmy się
do przygotowania przyjęcia. Zaproszeni z góry, a nie mojej
inicjatywy byli WSZYSCY Gryfoni. Kiedy nadeszła pora przyjęcia
wszystko było gotowe. Przygotowania nie były pracą lecz zabawą,
cieszyłam się, że mam na kogoś na kim mogę polegać.
Około
godziny osiemnastej wszyscy Gryfoni byli już na przyjęciu.
Rozpoczęła się zabawa.
Wszyscy
obdarowywali mnie życzeniami i drobnymi prezentami. Jednakże
nie dostałam prezentu ani od Laury, ani od Rona, Ginny, Harry'ego i
Hermiony, nie przeszkadzało mi to zależało mi tylko na tym, że
byliśmy razem.
Pod
koniec imprezy do wierzy wpadli Fred i George. Podeszli do nas i
zaczęli mówić spiesznie.
-Ann!-zawołał
Fred i trącając mnie ramieniem i odwracając w swoim kierunku.
-Tak?-odparłam
zdziwiona. Chwilę potem poczułam, że ktoś złapał mnie za rękę.
Odwróciłam się jeszcze bardziej zdziwiona i zobaczyłam Rona,
który błyskawicznie puścił moją rękę i stojących za nim
Harry'ego, Ginny i Hermionę równie zdezorientowanych jak ja.
Zwróciłam się ku bliźniakom.
-Mamy
dla ciebie złe wieści..-zaczął George.
-Laura
nie przejdzie na urodziny bo spotyka się z Draco.-skończył Fred.
Zamarłam Laura i Draco? Pomyślałam. Przecież to...
-Laura
i Draco?!-krzyknęłam na bliźniaków, jakby to była ich wina.
Wybiegłam z pokoju, a moje czerwona suknia ruszała się lekko. Nie
biegłam zbyt szybko, bo miałam obcasy. Wiecie jak trudno biec na
obcasach, czarnych obcasach i w sukience do kolan bez ramiączek?
Wybiegłam na korytarz i pognałam do biblioteki. Pomiędzy regałami
było mi dobrze. Jedak ciężko mi było się uspokoić. Zaszyłam
się pomiędzy najdalszymi regałami. Usiadłam na podłodze i
schowałam twarz w kolanach. Trwałam tak krótka chwilę, kiedy
nagle poczułam, że ktoś się na mnie patrzy. Mocniej wtuliłam
głowę w kolana. Osoba usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem.
Podniosłam głowę i zobaczyłam Rona. Rudowłosy siedział obok i
obejmował mnie ramieniem. Położyłam głowę na jego ramieniu.
Siedzieliśmy tak chwilę, aż pomiędzy regałami wpadli Harry i
Ginny. Hermiona zajęła się tym, aby wszyscy wiedzieli, że impreza
się skończyła, ponieważ solenizantka źle się poczuła.
-Ann, wszystko w porządku?-zapytała Ginny podchodząc do mnie i obejmując
ramieniem. Wypędziła gestem Rona, a ten podszedł do Harry'ego i
oboje oddalili się za sąsiedni regał. Udało mi się usłyszeć
część ich rozmowy.
-Co
jej się stało?-spytał Rona Harry.
-Nic
mi nie powiedziała, tylko oparła się o mnie.-odparł Ron, była to
przecież prawda.
-Czemu
na nas nie zaczekałeś?-dopytywał się Harry.
-Nie
wiem, po prostu pobiegłam szybciej. Daj mi spokój!-wrzasnął Ron i
pobiegł do swojego dormitorium.
-Ann, chodź-wyrwała mnie z zamyślenia Ginny.
-Tak, już idę-powiedziałam wstając. Otarłam łzy i we dwie pobiegłyśmy
do dormitorium. Gdy weszłam już przebrana w piżamę do pokoju, na
łóżku siedziała Hermiona i mówiła pod nosem.
-Ron
i Ja....-powtarzała w kółko tym podobne zdania. Kiedy zorientowała
się, że stoję w drzwiach zamilkła.
-Nie
bój się-powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
-Czego
miałabym się bać?-udawała, że nic niezrozumiała.
-O
Rona.-wyjaśniłam.-Myślę, że coś do ciebie czuje.-powiedziałam,
ale w głębi serca nie wierzyłam własnym słowom. Zależało mi na
Nim, ale nie chciałam tracić przyjaciółki.
-Naprawdę
tak myślisz?-rzekła panna Granger i uśmiechnęła się szeroko, a
na jej policzkach wkradł się rumieniec.
-Tak-powiedziałam
od niechcenia i poszłam spać.
Następnego
ranka wstałam o czwartej. Ubrałam się i zeszłam na dół. Wzięłam
wszystkie książki do eliksirów, bo na dole czekał Ron. Razem
poszliśmy do biblioteki, by popracować nad naszym projektem.
Kiedy
już od dobrej godziny pracowaliśmy, spytałam go nagle.
-Ron...-zaczęłam
niepewnie.
-Tak?-spytał
podnosząc się z nad książek. Światło padało na jego rude włosy
i piegowata twarz. Patrzył na mnie swoimi cudownymi oczami.
Poczułam, że się rumienię.
-Chciałam
spytać, czy znalazłeś datę powstania naszego eliksiru.-palnęłam.
-Nie, jeszcze nie-odparł i wsadził nos z powrotem w książkę.
***
Przepraszam, że tak krótko, ale nie mogłam sklejać wszystkiego pod jednym tytułem.
Pozdrawiam Limonka ^.^
Notka wcale nie krótka (jak na standardy bloga xd). Taka trochu smutna i tajemnicza (?), bo nawet ja rzuciłabym wszystko i biegła na imprezę urodzinową mojej przyjaciółki... Ale podoba mi się, bo ja lubię intrygi :p Weny życzę i pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuń