środa, 21 maja 2014

Rozdział XII "Pociecha?" [Ann]

Wróciłam do dormitorium bardzo późno, właściwie byliśmy ostatnimi członkami zabawy. Stałam na schodach prowadzących do mojej komnaty.
-Dzięki, że poszłaś ze mną-powiedział Harry patrząc mi w oczy.
-To ja dziękuję, byłam przekonana, że to będzie jakaś żenada, ale jednak było super. Dziękuję-pocałowałam go w policzek i poszłam do dormitorium. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
-Jak było?-spytała Hermiona. Chyba się już nie gniewała.
-Super, nie?-patrzyłam w sufit z miłym uśmiechem, ale grzeczność wymagała ode mnie spojrzeć na mojego rozmówcę.
-No.
-A ten Krum?-spytałam.
-Miły.-Gryfonka się rozpromieniła. Chciała coś jeszcze dodać, ale zza naszych placów rozległ się głos Lavender Brown (zabiję ją kiedyś, no po prostu zjem ~Limonka).
-Jeśli on jest miły to MonRon jest wspaniały, a raczej tak czy siak jest cudowny.
Spojrzałam wymownie na Hermionę, a ona roześmiała się, ale za chwilę spoważniała.
-Przecież to Ann chodzi z Ronem-była zdezorientowana.
-Nie prawda! Mój MonRon mnie kocha!-zaczęła krzyczeć i budzić Hogwart.
-Ann?-Hermiona była zdziwiona słysząc to.-Czemu z nim nie poszłaś na bal? Przecież…-przerwałam jej ręką.
-Nie-spuściłam głowę i zasłoniłam swoje zasłonki. Słyszałam jeszcze krzyk Lavender.
-Ron Weasley jest mój i tylko mój!
Wstałam rano, było około szóstej, a ja zasnęłam o pierwszej, jak nie lepiej, ale nie mogłam dłużej spać, bo w snach nawiedzał mnie widok Lav i MonRona.
-Nie możesz spać?-spytał tajemniczy głos zza kotary. Odsłoniłam ją. Na stołku siedziała Ginny.
-Coś się stało?-spytałam zmartwiona. Zwykle nie wstaje o tak dziwnych porach, bo to jest zarezerwowane dla mnie. Ale może myślała, że lepiej nagrać mnie i Rona na gorącym uczynku.
-Nie-spuściła głowę. Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
-Powiedz co cię gnębi-błagałam.
-Nie, bo mi głupio opowiadać o tym.
-Możesz mi powiedzieć wszystko, a w szczególności moje błędy-uśmiechnęła się na sekundę.
-Dobra, ale się nie gniewaj.
-Na ciebie nigdy.
Zaczerpnęła powietrza.
-Pamiętasz… bo ty i Ron… bo Lavender i on... Się właśnie całują na dole z książką od eliksirów i tabliczką czekolady-coś we mnie pękło TO BYŁ NASZ, MÓJ I RONA, ZWYCZAJ! TYLKO NASZ!
Wypadłam z pokoju i zbiegłam po schodach. Zobaczyłam ich w pokoju wspólnym tak, jak ich opisała Gin. Podeszłam do nich i strzeliłam Rona w głowę.
-Nienawidzę cię!-krzyknęłam i zanim zrozumieli co się dzieje, już byłam na schodach i rzucałam się na swoje łóżko.
-Ann, co jest?-spytała Ginny.
-Ron- wychlipiałam. To słowo starczyło. Wstałam i wybiegłam z dormitorium. Za mną pobiegła Ginny, ale ona została aby skrzyczeć rudowłosego i wredną mendę, a ja pognałam do męskiego dormitorium. W drzwiach spotkałam Harry’ego. Gdy zobaczył mój stan objął mnie i pocałował w policzek, otarł łzy i mocniej przytulił. Stałam tak dość długo, bo dopóki Ron nie wszedł do pokoju.
-Ann? Harry?-krzyknął.
-Coś jej zrobił?-spytał groźnie Harry puszczając mnie i wyciągając różdżkę.
-Nic, ja tylko się całowałem z Lav, a raczej to ona mnie-nie chciałam tego słuchać, więc dałam Harry'emu buziaka na pożegnanie i wyszłam, a raczej wybiegłam. Na mojej drodze stanęła Lavender Brown. Nie wytrzymałam i walnęłam ją w twarz krzycząc:
-Za czekoladę, książkę i Rona!-wrzasnęłam i zaserwowałam w/w liścia. Opadłam na swoje łóżku. Obok mnie Hermiona właśnie wstała nie świadoma tego co się właśnie stało.
-Hej-uśmiechnęła się, ale widząc moją minę usiadła na brzegu mojego łóżka.
-Co jest?-spytała.
-Ron, Harry i Lav- wyjaśniłam i właśnie w tej chwili weszła Gin.
-Harry się pyta czy zejdziesz na dół.-powiedziała i zamknęła drzwi. Spojrzałyśmy po sobie ja i Hermiona. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na dół. U brzegu schodów stał Harry, a za nim na fotelu mizdrzyli się rudzielec i blondyna. Na ich widok zaczęło mnie mdlić.
-Cześć, słuchaj przepraszam…-Harry nie dał mi skończyć wziął za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Usiedliśmy razem na łóżku.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam.
-Nie ma za co-uśmiechnął się.
-A Ron? co mu zrobiłeś?-spytałam.
-Nic, w przeciwieństwie do ciebie i Lav. Swoją drogą niezły chwyt.-złapał mnie za rękę. Przybliżył usta do moich. Pocałował mnie. W sekundę później do dormitorium wszedł Ron.

*

Przepraszam za tek duże odstępy czasowe, ale miałam natłok sprawdzianów i mało weny. :C Mam nadzieję, że się spodoba. Rozdział dedykowany Serafinie. ^.^

Buziaki, Limonka ;*

1 komentarz:

  1. Dopiero teraz ogarnęłam, że mogę pisać komy :3 Muszę się przyznać, że to jest mój jak dotąd ulubiony rozdział! Właściwie nie wiem czemu, ale tu się tak dużo dzieje! A skoro to mój ulubiony rozdział to napiszę tu wszystko co o was dziewczyny myślę.Jesteście poprostu bombowe!!! Kocham wasze opowiadania <3 Nie mam bladego pojęcia skąd bierzecie te wszystkie pomysły na rozdziały. Naprawdę was podziwiam szczególnie za to, że uwielbiam Harrego Pottera no i oczywiście stworzone przez was postacie^^ Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, ale lepszych opowiadań niestety nie mogę wam życzyć ponieważ one już są najlepsze :D!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń