-Co się wyprawia w moim... naszym dormitorium?-wytrzeszczał oczy rudzielec. Po chwili wpadła Lavender Brown zobaczyła mnie i Harry'ego trzymających się za ręce. Chwyciła Rona za ręce i przyssała się jak pijawka. Moje oczy napełniły się wściekłymi łzami i ogniem. Pocałowałam Harry'ego. Wpadła Hermiona. Zobaczyła Rona i Lav, mogła znieść widok mnie i rudzielca, ale to wyprowadziło ją z równowagi. Tak samo jak mnie. Puściłam Harry'ego i spojrzawszy w oczy przeprosiłam. Gdy skończyłam mówić, a on potwierdził, że lepiej być przyjaciółmi wpadła Gin.
-Ron!?-krzyknęła. Zobaczyła mnie, a mi nie z własnej woli oczy napełniły się łzami. Wybiegłam z pokoju. Z drzwiami trwały kłótnie, krzyki i niezgoda. Potrzebowałam spokoju, momentu samotności.
Przechadzałam się po korytarzach Hogwartu unikając Hermiony, Rona, Lavender (tej to normalnie unikam), Ginny. Innymi słowy wszystkich, którzy wtedy byli w pomieszczeniu. Gdy któreś wchodziło do pokoju wychodziłam lub unikałam rozmowy. Ciężko był to znieść, ale nie potrafiłam im spojrzeć w oczy.
Niestety weekend minął i wróciła szkoła. Dzięki Bogu, ale lekcje w jednej ławce z osobą, na którą nie można spojrzeć, to katorga.
Teraz zostało mi tylko jedno, a raczej jedna osoba. Laura. Ona jedyna była ze mną od początku i miała racje, że przyjaźń z Potter'em nie jest dla mnie.
Minął jeszcze tydzień samotności. Postanowiłam podczas nowego wypadu do Hogsmeade porozmawiać z Laurą. Jeśli jeszcze ma dla mnie czas. Muszę z kimś porozmawiać, z kimś kto mnie zna.
Wieczór. Jutro będę rozmawiać z kimś kto wie o mnie więcej niż ja. Laura. Przypomniało mi się jak się poznałyśmy.
Miałam 12 lat. Pożegnałam się z rodzicami wsiadłam do ekspresu Londyn-Hogwart. Szłam pomiędzy przedziałami szukając miejsca, gdzie mogła bym usiąść. Na końcu pociągu był przedział z jedną pierwszoroczniaczką. Weszłam do środka i usiadłam naprzeciwko.
-Hej, jestem Laura Cross, czystej krwi-przedstawiła się z uśmiechem gdy tylko usiadłam.
-Ann Smith, pół-krwi-skrzywiła się trochę, ale uścisnęła moją dłoń. To zapoczątkowało naszą przyjaźń. Dotknęłam swojej dłoni. Przypomniałam sobie to tak dokładnie. Przez bite cztery lata się przyjaźniłyśmy, później poznałam lepiej Rona, a ona Draco i... i wszystko się zmieniło. Brakuje mi jej, tak bardzo.
Hermiona weszła do pokoju. Przewróciłam się na bok i udałam sen. Niestety, nie dała się nabrać. Usiadła na łóżku i zaczęła mówić, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo mnie krzywdzi.
-Ann, czemu się do nas nie odzywasz? To znaczy do mnie, Gin i Harry'ego. Bo Ron to rozumiem. Brakuje nam ciebie. Ron chodzi za mną i pyta się o ciebie. Wiem, że krótko się przyjaźnimy, ale nam ciebie brakuje.- "brakuje"... To słowo krążyło w mojej podświadomości. Laura. Z moich oczu popłynął strumień łez. Hermiona przerwała monolog.
-Muszę iść do Harry'ego-powiedziałam i cała zapłakana wstałam z łóżka. Zbiegłam ze schodów. Na fotelu przy kominku siedział Ron i płakał.
-Ann?-zdziwił się. Pokiwałam głową. Patrzyliśmy na siebie cali we łzach. Nie wytrzymałam. Rzuciłam się mu na szyję płakałam. Pogładził mnie po głowie i szepnął.
-Nie płacz. Kocham cię.- wtuliłam się w niego mocniej i zasnęłam.
Obudziliśmy się około piątej. Nad nami stali Harry, Hermiona, Ginny, Fred i George.
-Widzę, że braciszek długo nie może żyć bez swojej drugiej połówki-zachichotał Fred.
-To jak? Lavender jest niewystarczająca?-śmiał się George.
-Zazdrosny, że Ron ma wygodniejsze ramię od ciebie?-spytałam, chwyciłam Gryfonki i zabrałam je na górę.
-Nikomu o tym ani słowa, jasne?-spytałam gdy byłyśmy na schodach. Pokiwały głowami.
-Więc jesteście znowu razem?-pytała podniecona rudowłosa.
-Nie!-krzyknęłam.-On jest z Lav-oparłam się o ścianę i osunęłam powoli. Przysiadły obok mnie.
-Nie jest z nią.-poklepała mnie Ginevra, a Hermiona dodała.
-Zerwali wczoraj wieczorem.-uśmiechnęły się do mnie. Siedziałyśmy tak chwilę, aż no właśnie wyszła panna Brown z wysoko uniesioną głową. Spojrzała na mnie.
-O widzę, że ktoś tu płakał za ukochanym, ale którym? Harrym Potterem, czy Ronaldem Weasley'em? Może jest ktoś jeszcze, co?-i śmiejąc się szyderczo poszła do pokoju wspólnego. Nagle przybyły do mnie siły. Wstałam i pomimo bólu psychicznego zbiegłam za blondyną.
-Stój!-wrzasnęłam. Lavender obróciła się powoli, ale gdy zobaczyła moją zapłakaną twarz zaczęła się śmiać.
-Bo co? Wysmarkasz się we mnie?-śmiała się głośno. Za nią stanęli Ron i Harry, a Fred i George zrobili zakład.
-Myślisz, że jesteś fajna?-zdziwiła się tym pytaniem i przestała się śmiać.-Myślisz, że jeśli masz pieniądze i rzekome zdolności to już jesteś ważna? Wiesz czemu tacy ludzie jak Dumbledore, Potter, czy każdy inny są ważni? Bo się tym nie pysznią. Robią słuszne rzeczy, ale nie dla siebie, tylko dla innych. Może jesteś "dobra", ale w życiu do niczego nie dojdziesz próbując się wybić na kimś sławnym. Poza tym, ogarnij się daj mi spokój, bo pogadamy inaczej-odwróciłam się i poszłam w kierunku pokoju wspólnego.
-Jesteś głupią zapewne szlamą, bo nie wierzę w czystość, ani nawet pół czystość twojej krwi. Trafiłaś tu przypadkiem. Próbujesz odebrać mi Rona, bo się zadaje z Potterem więc będziesz sławna i bogata, bo zapewne umierasz z nudów i nędzy. Głupia szlama!-wrzasnęła i pobiegła z płaczem do pokoju. Walczyłam z samą sobą, aby się nie odwrócić i nie pokarać jej "Avada Kedavrą". Poczułam, że ktoś mnie przytula. Dostrzegłam Rona, Hermionę i Harry'ego.
-Nawet jeśli jesteś szlamą i tak cię kocham-powiedział Ron i pocałował mnie mocno.
-Nie boję się, że niby jestem z rodziny mugoli, bo mam w tym wspólniczkę-spojrzałam na Hermionę.-A to wcale nie jest takie złe, gdy się ma przyjaciół.
***
Taki kolejny rozdział o historii Ann w Hogwarcie. Liczę, że się spodoba.
Tradycyjnie dziękuję za komentarze pod poprzednimi postami i tym.
Buziaki Limonka ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz