środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział X "Hermiono, ja ci wytłumaczę!" [Ann]

-Hermiono, masz jakieś książki?-spytałam Hermionę, gdy tylko wstała. Brązowowłosa spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Tak-odparła niepewnie.-A po co ci? Przeczytałaś już tę, którą ci dałam na święta?-spytała patrząc na mnie.
-Tak.-zaczęłam z zapałem.- I muszę przyznać, że była wspaniała-podekscytowałam się.
-Cieszę się, że ci się podobała-rzekła, a na jej poprzednio zdziwionej twarzy pojawił się promienisty uśmiech.
-O, to nie tylko moje zdanie.-zdziwiła się na te słowa.
-Tak?
-No... Ron też uważa, że jest świetna.-na dźwięk jego imienia Hermiona zadrżała. Jaka ja jestem głupia.
-To on czyta książki o czymś innym niż quidich?-zdziwiła się.
-Na to wygląda.-powiedziałam wzruszając ramionami i obie ubrawszy się pobiegłyśmy na śniadanie. Był cudowny poranek piętnastego lutego. Za oknami widziałyśmy zaśnieżone boisko do quidicza i chatkę Hagrida, z której komina unosił się dym z komina. wydawało się, że tak niedawno były święta, a tu jeszcze trochę i się rok skończy. Przerażała mnie wizja rozstania się z Ronem, Harrym, Hermioną i Ginny, ale przede wszystkim przerażało mnie rozstanie z Laurą.
-Ann-usłyszałam szepczącego Rona, który bezczelnie wciągnął mnie za kolumnę. (If you know what I mean... ~Nyrim) Na szczęście Hermiona nic nie zauważyła.
-Ron, co ty robisz?-spytałam i nagle ujrzałam te jego niebieskie oczy, rudą bezładnie ułożoną czuprynę i piegowaty nos.
-Porywam cię-odparł z prostotą. Po czym wziąwszy mnie za rękę zaciągnął do biblioteki. Skitraliśmy się w naszym regale, a on wyciągnął książkę i białą czekoladę. (Again?! O_o ~Nyrim) Padłam mu w ramiona i zabraliśmy się do czytania. Czułam się wspaniale. Jadłam białą  czekoladę i czytałam fajną książkę mugoli w bibliotece z przystojnym chłopakiem o rudych włosach.
Po około czterech godzinach błogiego czytania (Czy oni nic nie muszą jeść?! Ja bym już z głodu dawno zdechła... ~Nyrim) odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy. Ta chwila była piękna i dłużyła się. Gdy (znowu) pomiędzy regały wkroczyła Hermiona Granger.
-CO WY TU ROBICIE!?!-wrzasnęła. Ron i ja podskoczyliśmy natychmiast, on próbował ją złapać za twarz i uciszyć, ale było za późno.
Ze wszystkich krańców biblioteki przybiegli uczniowie. Znaleźli mnie (znowu) z Ronem i Hermioną w nietypowej sytuacji ("Taka sytuacja" pan Oskar W...).
-Będziesz moją dziewczyną?-szepnął Ron zanim wszyscy się zbiegli. Byłam tak zdezorientowana, że nawet nie drgnęłam.-Potakuj jak mówię, a potem chodźmy razem do mojego dormitorium.-skończył w ostatniej chwili, bo już Draco (menda) przygotowywał się do przemowy (Drakuuuś <3 ~Nyrim)
-Co jest?-zaczął, a ja poczułam jak tracę nad sobą panowanie, gdy słyszę ten głosik-Smith i Weasley są razem. Już podczas świąt grali zakochanych.-zobaczyłam jak do oczu Hermiony napływają łzy. Rozdarta pomiędzy trzymaniem się planu, a przyjaciółką stałam jak wryta.
-Tak, jesteśmy parą, a ty i Cross?-zagadnął Ron.
-Kto? Nie znam takiej? (Mend społeczna! Pewnie Laurę zdradza z Pansy... ~Nyrim)-Malfoy wydawał się zdziwiony, chciał coś ukryć tylko ciekawe co?
-Ta Ślizgonka, z którą się miziałeś podczas świąt (*Nyrim się zapowietrza*)-Ron przekraczał barierę. Wszyscy spojrzeli na Draco.
-Nie znam nikogo takiego-oświadczył i machnął na Crabbe'a i Goyle'a. Tego było za wiele to, że z Laurą byłyśmy w stanie kłótni nie zmieniało faktu, że jest moją przyjaciółką. Tyknęłam Ślizgona w ramię, a gdy tylko Draco się odwrócił przywaliłam mu w twarz (Ej! Ej! Ej! ~Nyrim) Ron widząc to zabrał mnie pod pachę (dosłownie jak worek ziemniaków albo mąki) i wywlókł z biblioteki.
Galopkiem (Patatajamy~ Nyrim) dotarł do wieży Gryfonów i posadził mnie na fotelu.
-Co ty wyrabiasz?!-wrzasnął i spojrzał na mnie.
-Co się stało?-spytali równocześnie Fred, George, Harry i Ginny podbiegając do nas.
-Ann przywaliła Draco w twarz-rzekła oniemiała Hermiona wchodząc do pokoju wspólnego.
-Serio?-spytali podnieceni.
-Tak-burknął Ron. Spojrzałam na niego i nie mogąc się oprzeć jego czuprynie pocałowałam go przy wszystkich Gryfonach. Wszystkim szczęki opadły. Hermina po chwili, gdy dotarło do niej co się stało odciągnęła nas od siebie i zaczęła wydzierać się na Rona.
-Co ty robisz!?!
-Hermiono, ja ci wytłumaczę.-ale było już zapóźnio. Hermiona wybiegła z pokoju i (chyba) spoczęła na swoim łóżku.
-Więc jesteście parą?-spytała Ginny, gdy Hermiona zapłakana oddaliła. Wzruszyłam ramionami.
-Tak-oświadczył Ron, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Przypomniało mi się, że mam potakiwać więc przytaknęłam głową i poszliśmy "na stronę". Ginny, Harry i bliźniacy stali w bezruchu, ale niedane nam było zobaczyć co się stanie dalej, gdyż ruszyliśmy do jego dormitorium.
-Przepraszam-powiedział, gdy zamknąwszy drzwi usiadł na łóżku.
-Za co?-spytałam zbita z tropu.
-Za to, że postawiłem cię w takiej sytuacji-oświadczył i spuścił głowę.
-Więc jesteśmy parą?
-Nie wiem, nie odpowiedziałaś.-uśmiechnął się i...
***
Oto taki krótki rozdział. Przepraszam, że taki krótki, ale cóż szykuję coś większego i nie dało się tego połączyć. Tak czy owak liczę, że się spodoba. Tylko proszę bez ciekawych teorii jeśli chodzi o "i..." to nie miałam pomysłu więc zostały magiczne trzy kropki. xD
Nyrim się dorwała do niektórych rzeczy jak sprawdzała więc są od niej dopiski. Też jej się tak wtrynię. Hahahaha *śmiech*.
Limonka ^.^ 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział IX "Czekolada" [Ann]

-Ja i Ron parą?!-wrzasnęłam, gdy Fred i George zanosili się ze śmiechu.
-Tak. Hahaha-śmiał się George.
-Taka piękna para. Hahahaha-Fred zwijał się ze śmiechu, a ja byłam czerwona ze wściekłości. Ron stanął obok mnie i razem patrzyliśmy na bliźniaków z taką wściekłością, że nasze twarze jeszcze bardziej rozbawiały bliźniaków.
-Spadajcie stąd, mami synki!!-wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju wspólnego. Wpadłam do dormitorium i zalałam się łzami. Po chwili podniosłam oczy, a w drzwiach stały Ginny i Hermiona.
Obudziłam się z głośnym krzykiem. Nade mną stali profesor McGonagall, Harry, Ron, Ginny i Hermiona.
-Dziecko, co się stało?-spytała Minerwa.
-Nic..-spojrzałam na Rona.-To był tylko koszmar- wszyscy wyszli zostawiając mnie i Hermionę w spokoju, w naszym dormitorium.
-Co ci się śniło?-spytała Hermiona, gdy ogólna "wycieczka" się rozeszła.
-Nic-podniosłam głowę i smętnie spojrzałam na przyjaciółkę. Nale wszystko wróciło. Cały śmiech bliźniaków, rozchichotane Ginny i Hermiona, koszmar.
-Jesteś pewna?-zawróciła mnie z czarnych myśli.
-Tak-postanowiłam się wziąć w garść.-Chodźmy na śniadanie.-powiedziałam wstając i ubierając się.
Gdy wkroczyłyśmy do Wielkiej Sali, Harry, Ron i Ginny już tam siedzieli. Pomachali nam, a my odwzajemniłyśmy ten gest. Usiadłyśmy obok nich. Spojrzałam przez ramię na stół Ślizgonów. Moje spojrzenie mierzyło wzrokiem wszystkich po kolei. Nareszcie znalazłam ją. Laura Cross siedziała obok Dracona Malfoy'a.
-Wredne typy-usłyszałam głos rudowłosej dziewczyny. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, gdzie jestem.
Uśmiechnęłam się do wszystkich życząc "smacznego". Gdy moje spojrzenie spotykało się z Ronaldem Weasley'em, zarumieniłam się delikatnie, uśmiechnęłam i dalej błądziłam po sali wzrokiem zajadając się jajecznicą.
Była sobota. Wraz z rudzielcem postanowiliśmy pójść do biblioteki w "nasz" zakątek i poczytać książkę pierwszą nawiniętą pod rękę.
Pierwszą książką był podręcznik do transmutacji. Wzruszywszy ramionami zatopiliśmy się w lekturze. Powoli przewracaliśmy kartki, czytaliśmy książkę dokładnie, ale nie ze względu na jej treść. Bardzo lubię transmutacje, ale bez przesady. Zwracaliśmy uwagę na wszystko siedząc w naszym "zakazanym" regale. Opierałam się o niego, w swoich włosach czułam jego miarowy oddech, czułam jego puls w ręce, gdy oboje przewracaliśmy kartki. Dobrze się tak siedziało, czytając każde słowo po dwa razy.
Niestety, po około dwóch godzinach błogiej sielanki pojawiła się Hermiona. Jakieś deja vu? Czemu ona zawsze przychodzi wcześniej niż powinna?
-Co się tu dzieje?!-zagrzmiała, a jej zwykle orzechowe oczy rozżarzyły się czerwienią.
-My....-zaczął Ron i oboje pospiesznie wstaliśmy.
-Tylko uczyliśmy się transmutacji-powiedziałam stanowczo stając przed dziewczyną. Zmierzyłyśmy się wzrokiem.
-Aaaa...-odparła widząc podręcznik w ręce rudowłosego.
-Chcesz się pouczyć z nami?-wypaliłam, sama nie wiem czemu.
-Nie-powiedziała rozchmurzając się-Uczę się już z Ginny i Harry'm.-odparła i pobiegła w jakimś kierunku.
Odwróciłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy. Uśmiechnęliśmy się i z powrotem spoczęłam na jego kolanach.
Ronald długa ręką sięgnął do najbliższej półki i podał mi pierwszą lepszą książkę. Spojrzałam na niego, a chłopak jeszcze raz sięgnął na regał i podał mi tabliczkę białej czekolady.
Uśmiechnęłam się. Siedziałam na jego kolanach z głową opartą o jego ramię, objęta przez przystojnego rudzielca, czytając książkę o nieznanym tytule i jedząc czekoladę.
Tak nas zastali, po raz drugi Harry i Ginny, którzy idąc za rękę śmiali się i wyglądali na zakochanych próbujący się schować w jakimś ciemnym kącie (dam, dam, dam, DAM, taka straszna muzyka ^.^). Gdy wpadli do naszego "zakazanego" regału i zaczęli się miziać na oczach Rona. Chłopak nie wytrzymał i wstał. Stanął za nimi i powiedział:
-Bu!
Poderwali się i zaczęli się tłumaczyć. Zauważyłam, że z niewinnej "rozmowy" zaraz miało przejść do rękoczynów, więc nie wiedząc co robię skoczyłam do rudzielca i pocałowałam go (dam, dam, dam, DAM, znowu ta muzyka).
Harry i Ginny oniemieli z wrażenia. Po chwili "odessaliśmy" się od siebie i spojrzeliśmy na  na zdziwionych Gryfonów.
-Co?-powiedzieliśmy zabierając naszą książkę i czekoladę. Poszliśmy za rękę do jego dormitorium, aby skończyć...

***

Przepraszam, że rozdział krótki, ale cóż. Liczę na pozytywne komentarze i ciekawe sugestie.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 7 - "Czy ty jesteś normalny?!" [Laura]

Minęły święta. Trochę smutne, ale tak już jest. Na dzisiejszej lekcji eliksirów była pierwsza z prezentacji. Nuuudy. Skoro nawet eliksiry z profesorem Snape'm są dość nudne, to co dopiero lekcja z Potter'em i Granger.
Wyszłam z sali, lekko ziewając. Nie mogłam się po prostu powstrzymać. Powodem mojego niewyspania mogły być nocne przemyślenia na temat tego, że Draco nic mi nie powiedział wprost. Tak naprawdę nawet parą nie jesteśmy. Od zakończenia świąt i powrotu wszystkich uczniów, coś się zmieniło. I to wcale nie na dobre. Draco wyraźnie mnie unikał. Nie gadał ze mną (chyba, że musiał) i czułam się tak, jakby to co stało się w Boże Narodzenie było snem. A to co się dzieje teraz, koszmarem.
Spróbowałam jeszcze raz. Przecież nigdy nic nie wiadomo, kiedy takiemu ułomowi przestawi się coś w mózgu.
- Draco... - zaczęłam nieśmiało, a on odwrócił się w moją stronę. Podniósł pytająco brew. - Czy... Nie powinniśmy przećwiczyć naszego projektu...? - niepewnie podniosłam na niego wzrok.
Jednak on, ostatni kretyn, po prostu prychnął i oznajmił:
- Wierzę w siebie. Jeśli ty nie wierzysz, powinnaś się zmienić - odwrócił się z pełną gracją jaką można osiągnąć nie machając długimi włosami. Spojrzałam za nim z niedowierzaniem. Że niby ja w siebie (czy tam w niego, nie wiem, nie słuchałam) nie wierzę?! Czy ta osoba śmiała mnie obrazić? Ohoho... Byłam miła, ale koniec już z tym. Skończą się uprzejmości. Zaczerpnęłam głęboko powietrza.
- Draconie Lucjuszu Malfoy - zaczęłam niby spokojnie, lecz mój opanowany głos poniósł się echem po korytarzu. Miałam wrażenie, że wszystkie rozmowy ucichły i uczniowie gapią się w naszą stronę. Malfoy zatrzymał się raptownie. Chyba nie spodziewał się po mnie takiej reakcji. - Czy ty, do kuśfy nędzy (Ahh... Moje ulubione wyrażenie, które nie jest przekleństwem~ dop.aut.), jesteś normalny?!
Podszedł do mnie bardzo szybko. I bardzo sztywno, swoją drogą. Cofnęłam się zaniepokojona. Coś było nie tak z jego wzrokiem. Był taki drapieżny. I policzki też były trochę dziwne, ale to tak na marginesie.
- Jeśli powiesz coś jeszcze, osobiście dopilnuję, byś trafiła w Halloween do Zakazanego Lasu - wysyczał mi groźnie do ucha. Zamilkłam, chociaż już chciałam mu się odwdzięczyć jakąś powalającą ripostą. Świadomość tego, że może spełnić swoją groźbę nie napawała mnie zbytnią otuchą. - Idziemy do pokoju wspólnego - rozkazał, a ja nie miałam odwagi się sprzeciwić.
Kiedy byliśmy na miejscu, okazało się, że w pokoju nikogo nie ma (Oczywiście. Jak ktoś by się przydał to go nie ma...). Postanowiłam, że w tym przypadku najlepszą obroną będzie atak.
- Czy ty jesteś normalny? - powtórzyłam, tym razem spokojniej - Najpierw się całujemy, a potem nagle zachowujesz się jakbym ci co najmniej sowę zabiła. Żądam wyjaśnień - spojrzałam na niego wyczekująco. Jego policzki przybrały nienaturalny, różowy kolor. Może ma gorączkę?
- Nie twoja sprawa. - Jakże dziecinnie! "Nie twoja sprawa" Jasne, że moja! Jego postawa wyraźnie wskazywała na to, że nie ma ochoty ze mną gadać. Nie miałam już na niego siły. Jednak jego nieugięty wzrok (który chyba nawet jakimiś iskrami rzucał) powstrzymał mnie od wybuchu. Nie miało to najmniejszego sensu. Po prostu się poddałam.
Spuściłam głowę i powlekłam się do dormitorium. Nie poznawałam samej siebie. Z reguły nieugięta i uparta, w jego towarzystwie zachowałam się jak jakaś bezbronna owieczka. Żałosne. Nie obchodziły mnie lekcje, na których powinnam się pojawić. Liczyły się tylko moje złamane i odrzucone uczucia. Bo nareszcie zdałam sobie sprawę z tego, że czuję coś więcej. I nie byłam pewna, czy to dobrze.

~~~~~~~~~~

Tak, wiem, krótka notka. Jednak tak wyszło... :C Mam nadzieję, że następne będą lepsze (tak ogólnie). Więc zapraszam do komentowania (krytyka mile widziana)! :D

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział VIII "Miłość?" [Ann]

Wszystko co się działo do tej pory, działo się na czwartym roku Hogwartu. Razem z Nyrim postanowiłyśmy, że tak będzie lepiej. A więc, wszystko dzieje się podczas "Czary ognia" ^.^


Wraz z rudzielcem zdążyliśmy przeczytać wszystkie książki od Hermiony, zjeść większość cukierków i skończyć projekt.
Tak skończyły się święta. Harry, Ginny, Hermiona i cały Hogwart wrócili na miejsce. Harry, Ginny i Hermiona zobaczyli, że coś się zmieniło się pomiędzy mną, a Ronem. Byli tym zaskoczeni, ale nic nie mówili.
Był stosunkowo piękny dzień stycznia. Pierwsi byli Harry i Hermiona z eliksirem tojadowym, ale moje myśli były tak rozbiegane, że zapamiętałam jedynie nazwę eliksiru. Ron równie pogrążony w myślach siedział obok mnie. Nie wiem o czym myślał, ale ja myślałam o tym, że te święta były cudowne. Do rzeczywistości przywołał nas profesor Snape. 
-Dobrze Potter, Granger proszę usiąść. Na następnej lekcji prezentują Laura i Draco, a za tydzień pora na Weasley'a i Smith. Spakujcie się.-powiedział, a wszyscy w ciągu pięciu sekund wybiegliśmy z sali.
-Ron!-krzyknęłam za odchodzącym rudzielcem.-Poczekaj! Odwrócił się i spojrzał na mnie z góry, był wyższy i w tym miał przewagę.
-Co się stało?-spytał.
-Chciałam...się zapytać kiedy możemy jeszcze raz przećwiczyć naszą lekcję.-wyjaśniłam nieśmiało.
-Nie ma sprawy-powiedział i pochyliwszy się nade mną i pocałował w policzek. Serce mi zabiło mocniej. Poszliśmy razem za rękę ku dormitorium.
W dormitorium usiedliśmy na jego łóżku i zatopiliśmy się nowej lekturze. Czytaliśmy kilka godzin, a następnie do dormitorium wpadła Hermiona. Jednakże, pogrążeni w lekturze nie ruszyliśmy się, ponieważ właśnie miało dojść do pocałunku (w książce). Gdybyśmy mieli coś do jedzenia pochłanialibyśmy je równie szybko jak książkę, ale nasze cukierki skończyły się podczas świąt.
-Co tu robicie?!-wrzasnęła Gryfonka nad naszymi głowami. Podskoczyliśmy i dopiero teraz ją zobaczyliśmy.
-Hermiona, co ty tu robisz?!-wrzasnął Ron.-A jakbym się przebierał?! Nie pomyślałaś?!-krzyczał.
-Przebierał byś się przy niej-wskazała na mnie.
-Nie, ale pomyśl na przyszłość, że się puka!-wrzasnął, a Hermionie oczy zalały się łzami, wybiegła z pomieszczenia.
-Ron-spojrzałam na niego i wybiegłam za nią.
-Ann, przepraszam-na dźwięk tych słów zatrzymałam się w drzwiach. Ron podszedł do mnie i dotknął mojej ręki. Serce mi zabiło. Wróciłam i razem skończyliśmy książkę. Pod koniec kolejnej, wszedł Harry i spostrzegłszy nas na łóżku czytających książkę...
-Bu!-powiedział nad naszymi głowami, ale my nie ruszyliśmy się. Ron tylko szepnął i spytał, czy czarnowłosy ma ciasteczka, a kiedy je otrzymał łożył mi jedno do buzi, a ja zjadłam je czytając książkę. Było czekoladowe ^.^
Następnego dnia była nasza prezentacja. Eliksiry są zbyt nudne, aby je opisywać, grunt, że dostaliśmy dobre oceny i o dziwo zaskoczyliśmy Snape'a.
Każdego dnia czytaliśmy razem książki Hermiony, w końcu zaczęliśmy czytać podręczniki. Harry, Ginny, a zwłaszcza Hermiona dziwili się temu. Wszyscy Gryfoni patrzyli na nas, a na mnie z góry jak na Prawie Bezgłowego Nicka, gdy razem kroczyliśmy po korytarzu. Ron czasem nosił mi książki. Siedzieliśmy i chodziliśmy razem wszędzie. Chyba się w nim zakochałam. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

***

Przepraszam, że tak krótko. Mam nadzieję, że się spodoba. Z góry albo dołu przepraszam za WSZYSTKIE błędy ortograficzne, interpunkcyjne i językowe i wiele innych. Życzę powodzenia w czytaniu i pisaniu ^.^

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 6 - "Jemioła" [Laura]

Nadeszły święta. Najzabawniejsze z tego wszystkiego było to, że ze Ślizgonów zostaliśmy tylko ja i... Tak, Draco... Początkowo, widząc to, byłam załamana. Potem dostrzegłam dobre strony tej sytuacji. Cała biblioteka dla nas! Zaraz opanowałam się i przywitałam z Malfoy'em. Odpowiedział mi uśmiechem i powiedział:
- Idziemy na śniadanie? - gorliwie się zgodziłam, bo mój brzuch już dawał o sobie znać. Draco też chyba to usłyszał, bo zachichotał pod nosem. Rzuciłam mu groźne spojrzenie, które pewnie nawet nie było groźne.
Zeszliśmy do Wielkiej Sali. Oprócz nas, nie było tam chwilowo nikogo. Zajęliśmy swoje miejsca.
- Dlaczego nie pojechałeś do domu? - zapytałam ciekawa. Cóż, ktoś taki jak Draco zawsze wyjeżdżał na święta. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- A to nie oczywiste? - pokręciłam przecząco głową. Jak on mógł w ogóle myśleć, że będę się nad czymś zastanawiać w Boże Narodzenie. Boże Narodzenie! To jest czas lenistwa i słodkości. - Musimy dokończyć projekt, a po świętach nie mielibyśmy czasu.
- No tak... Zapomniałam - przez chwilę miałam nadzieję, że powie coś innego. Zaraz odgoniłam natrętne myśli i zajęłam się jedzeniem.
Nagle do Wielkiej Sali weszli Ann i Ron. Serio? Tylko oni? Czy to jakiś spisek jest? Nadal nie przeprosiłam Ann za to, że nie było mnie na jej urodzinach. Pewnie nadal miała mi to za złe. Którymś zmysłem wyczułam, że zaraz zacznie się dziać. Nie zawiodłam się. Draco zaczął obrzucać rudowłosego obelgami, których nie warto przytaczać. Próbowałam go uspokoić, ale nic nie mogłam poradzić na jego temperament. Raz nawet zachichotałam, ale nie zrobiłam tego, bo rozśmieszył mnie jego żart, tylko dlatego, że oczy zaczęły mu się zabawnie błyszczeć. Najwyraźniej to było przekroczenie granicy. Ann przyłączyła się do "kłótni". Nawrzucała coś na Draco, a ten, zaskoczony, aż zaniemówił z wrażenia. Ja też pewnie miałam głupią minę. Odeszli, zostawiając nas w kompletnej konsternacji.
Potem przyszedł profesor Dumbledor oraz kilku innych nauczycieli. Usiedliśmy z nimi przy stole nauczycielskim. Ślizgoni jak najdalej od Gryfonów.
Gdy skończyliśmy posiłek, udaliśmy się do... biblioteki! (Przyznać się. Kto zgadł? xD dop.aut.) Zabraliśmy się znowu za ten przeklęty projekt.
Po około piętnastu minutach usłyszeliśmy jakiś cichy huk, ale nie zwróciliśmy na to zbytniej uwagi. Praca była już w fazie zakończenia. Skończona była już dziesięć minut później.
- Koniec! - krzyknęłam triumfalnie do Draco. Oparliśmy się wygodnie o oparcia krzeseł, które wcale wygodne nie były. - Wracamy do pokoju wspólnego?
- Jasne - złapał moją rękę (obowiązkowe furkotanie w tle) i chwilę później byliśmy już na miejscu.
- Co robimy? - zapytałam.
- Poczekaj chwilę - poprosił i poszedł do dormitorium chłopaków. Wrócił z jakąś książką w rękach. Od razu podbiegłam do niego, by obejrzeć powieść. Kolejny horror. Czy on tylko to czyta? Jednak z zapałem chwyciłam książkę i, siedząc na dywanie, zatopiliśmy się w lekturze.
Około godziny 23, Draco zarządził koniec czytania. Zgodziłam się z nim bez szemrania. Oczy same mi się zamykały, więc tylko pomachałam mu ręką i poszłam do łóżka. Padłam na nie wyczerpana.

~ * ~

Następnego dnia byłam niewyspana. Niewyspana to mało powiedziane. Przez ponad pół nocy męczyły mnie koszmary, więc nie mogłam porządnie zasnąć.
Gdy zeszłam do pokoju wspólnego, Draco zauważył to samo. On nie miał na sobie żadnych oznak strachu po wczorajszej książce. Szkoda. Za to pod choinką leżało mnóstwo prezentów. Podał mi je mówiąc:
- Wesołych świąt, kurdupelku - spiorunowałam go wzrokiem, ale z radością przyjęłam prezenty. Od rodziny dostałam szaliczek w barwach Slytherinu, a od Rahel ręcznie malowany obrazek przedstawiający śpiącego borsuka, lwa i węża, symbol naszej przyjaźni. Widząc go szepnęłam:
- Przepiękny.
Draco zajrzał mi przez ramię. Pokiwał głową. Mu również się spodobał. Chwilę się nad czymś zastanawiał, po czym wyciągnął do mnie zamkniętą dłoń, w której coś trzymał.
- Wesołych świąt. Tym razem tylko ode mnie - podał mi niewielkie pudełeczko obite czarnym aksamitem. Spojrzałam do środka i wstrzymałam oddech. Był w nim srebrny wisiorek-wąż. Blondyn patrzył na mnie, niepewny, czy mi się spodoba. Zareagowałam zupełnie niespodziewanie dla samej siebie. Upuściłam pudełko i rzuciłam się mu na szyję.
- Jest piękny! - on również mnie objął, jednocześnie gładząc mnie po włosach. - Niestety nie mam nic dla ciebie... - oznajmiłam ze smutkiem. Jednak on tylko potrząsnął głową i powiedział:
- To jest dla mnie prezent.
Nieznacznie zarumieniłam się po jego słowach.
- Chodźmy lepiej na śniadanie - tymi słowami próbowałam zamaskować swoje zmieszanie.
- Oczywiście, kurdupelku.

~ * ~

Dzień minął nam zwyczajnie. Nie mieliśmy nawet zajęcia w postaci projektu, ale bardzo dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. I znowu wieczorem kontynuowaliśmy zaczętą poprzedniego dnia książkę. Tym razem jednak skończyliśmy przed 20, bo nawet najlepsze horrory kiedyś się kończą. Tym razem nie ryczałam! Draco też był ze mnie dumny.
Po nieprzespanej nocy byłam zmęczona, więc już szłam do dormitorium, kiedy dogonił mnie blondyn. Staliśmy już przed drzwiami, jednak on wskazał coś wiszącego nad naszymi głowami. A tym czymś była... jemioła! Spojrzałam na nią zdziwiona, a moja pierwszą myślą było: "Skąd ona tam się wzięła?". Potem doszło do mnie, co się właśnie dzieje. Stałam z Draco pod jemiołą. Tradycji musi stać się zadość! Chłopak pochylił się lekko w moją stronę, a nasze usta się spotkały. Był to delikatny pocałunek, ale wystarczający by włączyć furkotanie. Odpowiedziałam mu równie delikatnie, po czym, z niechęcią, oderwałam się od niego.
- Wiesz co? - zapytałam nagle. Spojrzał na mnie zdumiony. - Nie będę spać sama, bo znowu pół nocy nie prześpię. To dla mnie zdecydowanie za dużo. Horror, a potem pocałunek. Czy ty chcesz mnie psychicznie wykończyć? - zakończyłam z uśmiechem. Blondyn również się uśmiechnął i powiedział:
- Nie, kurdupelku - chyba polubię to określenie. A przynajmniej będę je lubić, jak Draco będzie się tak do mnie zwracać.
- Accio kołdra, poduszka i kocyk - posłuszne przedmioty przyleciały do mnie z cichym szumem. Chłopak poszedł w moje ślady. Po chwili rozłożyliśmy obozowisko. Jedno posłanie było niebezpiecznie blisko drugiego, ale nie przeszkadzało mi to.
Owinęłam się kołdrą i lekko przytuliłam do Draco.
- To ty zawiesiłeś tę jemiołę? - zapytałam jeszcze.
- Oczywiście, że ja. A co myślałaś? Że skrzaty domowe? - uśmiechnął się po raz kolejny - Dobranoc.
- Dobranoc.

~~~~~~~~~~

Ta-dam! Nyrim wstawia w terminie! ^^ Nie uważacie, że ten rozdział wyszedł dość słodko? :3 Szczerze mówić, jestem z niego zadowolona! :D Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :*