poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział XV "Błękit oczu" [Ann]

Obudziłam się. Byliśmy już w Londynie. Gin budziła mnie od dwunastu minut.
-Jesteśmy na miejscu, a mój brat nawiedzał cię co pięć minut.
-Dzięki, że mnie obudziłaś-podziękowałam podnosząc się. Przetarłam oczy, przeciągnęłam się i wtedy wpadł Ron.
-Ann!-krzyknął, a ja gwałtownie się odwróciłam w jego stronę. Było za późno. Ginny wyrzuciła go z przedziału, a na korytarzu został porwany przez Lav.
-Czemu go wyrzuciłaś?-spytałam próbując nie podnosić głosu.
-Ann, czy to nie oczywiste?
-Nie, może chciał mi coś powiedzieć!-straciłam panowanie nad sobą.
-Tak! A co? To, że znowu jest z Brown?!-wybuchła Ginevra.
-Co?-szepnęłam. W jednej sekundzie mój zbudowany świat zawalił się. Usłyszałam gwizdek i otarłam ręką łzy.
-Przepraszam Gin... Ja... Ja nie chciałam wiedzieć.-przytuliłam ją z smętną miną.-Miłych wakacji.-szepnęłam i odeszłam.
-Tobie również!-krzyknęła za mną.
Wyszłam z pociągu i zobaczyłam moich rodziców.
-Mamo! Tato!-krzyknęłam i podbiegłam do nich.
-Ann-uśmiechnęła się mama.
Rozmawialiśmy moment na peronie, a następnie podeszli do nas państwo Cross. Niewysocy czarodzieje o czarnych i brązowych włosach. Mama Laury miała okulary identyczne jak córka. Za nimi szło małżeństwo Malfoy'ów.
-Widzieli gdzieś państwo może naszą córę?-spytała zakłopotana Elisa.
-Może naszego syna?-spytał dumnie Lucjusz.
-Nie-odparłam sucho, a zmartwieni rodzice odeszli.
Spojrzałam na rodzinę Weasley'ów, a byli tacy szczęśliwi. Spojrzenie moje i rudzielca spotkały się na jedną sekundę, ale mi się zdawało, że trwa wiecznie. Odwrócił wzrok, a do mnie podbiegła Hermiona, aby się pożegnać.
-Pa!-powiedziała rzucając mi się na szyję. -Pisz do mnie, jasne?-pokiwałam głową nadal patrząc na Weasley'a.
-Harry!-pomachałam do czarnowłosego chłopca, który dreptał smętnie za wujem. Podbiegłam do niego.
-Harry na jakiej ulicy mieszkasz?-spytałam.
-Na Privet Drive-rzekł lekko zdziwiony.
-Ja też-olśniło mnie.-Jaki numer?-dopytywałam się nim pan Vernon zabrał czarnowłosego.
-Cztery!-krzyknął.
-Ja sześć!-pomachałam. Jednakże gdy, z uśmiechem na ustach, że ja i Potter będziemy mogli porozmawiać, szłam Ron nagle wyłonił się za mną.
-Chciałem się pożegnać.-powiedział patrząc w ziemię.
-Patrz na mnie, jak do mnie przemawiasz- powiedziałam półżartem.
-Dobra, ale nie chciałam z tobą rozmawiać twarzą w twarz-podniósł głowę i teraz patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ann, idziemy!-usłyszałam krzyk mamy.
-Musimy się pożegnać-rzekłam i pocałowałam go w usta. Pocałunek był krótki, ale za to cudowny. Z uśmiechem na ustach wróciłam do domu. Na Privet Drive 6, myślałam, że jutro porozmawiam z Potterem i napiszę do Weasley'a i Granger.
Zasnęłam.Obudziłam się u Weasley'ów. Przy oknie na parapecie siedział Ron. Wstałam i rzuciłam się mu na szyję.
-Cieszę się, że cie widzę.-powiedziałam, a z moich oczu poleciały łzy.
-Kocham cię-rzekł spokojnie.
-Co?-spojrzałam mu w oczy. Były wpatrzone we mnie.
-Kocham cię-powtórzył spokojnie rudzielec. Sparaliżowana patrzyłam jak rozmywa się przed moimi oczami. Dookoła mnie zaczęły wirować dźwięki. A były to dźwięki mojego budzika. Wstałam. Wściekła rzuciłam komórką o ścianę. Spuściłam głowę i moje zaszklone oczy. Zaczęłam płakać. Nie wiem ile płakałam nic nie wiem, nic nie pamiętam, tylko te błękitne oczy. Jak bezchmurne niebo.
Spojrzałam na zegarek na szafce nocnej. Była prawie ósma. Wstałam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu kierując się do Harry'ego.
Byliśmy umówieni, że o dziewiątej spotkamy się pod konkretną latarnią na Privet Drive.
Spojrzałam na nią, stał tam czarnowłosy prawie pietnastolatek, który, poprawiwszy sobie okulary, pomachał mi wesoło. Nie mogąc się oprzeć podbiegłam do niego i przytuliłam go. Zdziwiony chłopak, objął mnie przyjaźnie, gdy ja się rozklejałam. Spojrzałam na niego i znowu ujrzałam te oczy, błękitne i radosne. Mrugnęłam parę razy i znikły.
-Coś się stało?-spytał, gdy wracaliśmy z najbliższego sklepu z lodami waniliowo-karmelowo-czekoladowymi.
-Nie, a raczej tak. Słuchaj czy sny trzeba brać na poważnie?-spytałam niepewnie.
-Nie jestem pewien, może-wzruszył ramionami.-A czemu pytasz?-spytał i zjadł końcówkę loda.
-Tak po prostu-rzekłam i również skończyłam przepyszny deser.

*
Krótka notka, ale mam nadzieję, że się spodoba ^^
Notka nie byłaby notką, bez piosenki, która pomagała w twórczości tym razem mam dla was piosenkę "Cisza" Kamila Bednarka. Tak jakoś, a nie jestem fanką!
Do zobaczenia w kolejnych przygodach naszej Ann i Laury ;*

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 9 - "Spóźnienie" [Laura]

Ostatni dzień szkoły... A ja biegałam po całym zamku i próbowałam znaleźć podręcznik od transmutacji. Było go nie pożyczać Pansy... Wiedziałam, że jak będę miła, to kiedyś mnie to zgubi. Tak więc, zamiast jeść sobie spokojnie, musiałam latać za jakąś książką. Wredna szuja. Schowała mi pewnie gdzieś ten podręcznik, a jak głupia go szukałam.
Pobiegłam po kolejnych schodach. Już siódme piętro. Przypomniałam sobie, że właśnie tu jest Pokój Życzeń. Nie spodziewałam się czegokolwiek tam znaleźć, ale przecież "Nadzieja matką głupich". Z tą myślą przeszłam trzy razy obok odpowiedniej ściany, intensywnie myśląc o zagubionym podręczniku. Ukazały się drzwi, a ja przez nie weszłam.
Znalazłam się w ogromnym pokoju gdzie było dosłownie wszystko. Po około pół godzinie szukania, na wielkiej stercie starych i zniszczonych książek, znalazłam moją zgubę.
Wybiegłam z Pokoju z ogromną prędkością, bo nie miałam ochoty spóźnić się na wyjazd pociągu. Kiedy tak gnałam przez korytarz, zauważyłam bliźniaków i zatrzymałam się obok nich.
- H-hej - przywitałam się, głośno łapiąc oddech i opierając dłonie na kolanach.
- Cześć - odpowiedzieli mi z uśmiechami. - Co się stało? - zapytał George.
- Przez ponad godzinę szukałam głupiego podręcznika od transmutacji, bo pożyczyłam go Pansy, a ona mi go schowała... - odpowiedziałam prostując się już.
- A wiesz, że ekspres odjeżdża za niecałe 15 minut? - zapytał Fred. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Muszę lecieć - oznajmiłam i szybko ich przytuliłam.
- Paa! - krzyknęli na pożegnanie, a ja im odmachałam.
W pokoju wspólnym nie było nikogo. Szybko weszłam do dormitorium i spakowałam wszystkie rzeczy. Wtedy przypomniałam sobie, że muszę odebrać Nero z sowiarni. Zamknęłam kufer i, taszcząc go za sobą za pomocą "Wingardium Leviosa", pobiegłam na swoich krótkich nóżkach do sowiarni.
Tam również nikogo nie było. Oprócz Nero zostały tam tylko szkolne sowy. Szybko zabrałam mojego czarnego pupila i włożyłam do do klatki. Przywitał mnie krótkim skrzekiem, a ja pogłaskałam go lekko. Najmniejszy z gatunków sów zasługuje na trochę miłości.
Z coraz większym obciążeniem zmierzałam do Hogsmeade. Ale coś mi mówiło, że nie zdążę. Mimo to uparcie biegłam... przez pierwsze cztery minuty. Potem się zmęczyłam i tylko w miarę szybko szłam.
Gdy pojawiłam się w wiosce usłyszałam tylko dźwięk odjeżdżającego pociągu. Wiedziałam, że jest już za późno. Zrezygnowana opadłam na ławeczkę i otworzyłam klatkę Nero. Pogłaskałam go pod brodą i położyłam sobie na kolanach.
Po około dwóch minutach usłyszałam kroki. Obok mnie pojawił się Draco. Zerwałam się z ławki (Nero z oburzeniem wleciał do klatki) i spojrzałam na niego zdziwiona.
- C-co ty tu robisz? - zapytałam po prostu.
- Ja to co? Spóźniłem się na pociąg. A ty? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, patrząc na mnie z góry.
- Pff... Ta twoja Pansy schowała mi podręcznik, więc musiałam go szukać przez ponad godzinę... - prychnęłam poprawiając okulary.
- Żadna "moja"! - zdenerwował się, ale jednocześnie trochę zarumienił. - To przez nią się spóźniłem... - zerknęłam na niego ciekawa czy dalej będzie opowiadać. - Łaziła za mną cały dzień, cały czas powtarzając: "Draco", "Drakusiu", "Drakuniuniu". - oznajmił naśladując jej głos. Nieznacznie zachichotałam. Spojrzał na mnie spode łba. - No co? Musiałem się ukryć, co też zrobiłem, ale przegapiłem w ten sposób odjazd ekspresu.
Zaczęłam się śmiać. Może nie tyle z Draco, co ze zdenerwowania. Przecież utknęliśmy w Hogwarcie. Po chwili Malfoy dołączył do mnie i razem zwijaliśmy się ze śmiechu. A potem uspokoiliśmy się w jednej chwili.
- To co robimy? - zapytałam już prawie poważnie.
- A przypadkiem Weasley nie zgubił latającego samochodu w Zakazanym Lesie? - odpowiedział pytaniem na pytanie z uśmiechem, który nie wróżył nic dobrego.

~~~~~~~~~~

Tą notką rozpoczynam "sagę" wakacyjną. ^^ Chciałyśmy z Lime zrobić sobie w wakacje przerwę, ale chyba nic z tego nie wyjdzie... xD Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział XIV "Cierpienie" [Ann]

Minęły chwile, sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące od pamiętnego momentu, gdy Snape popełnił błąd sadzając mnie i Rona razem, ale ja zrobiłam coś jeszcze głupszego. Straciłam Laurę, zyskałam i straciłam Rona. Harry wygrał turniej trójmagiczny. Nie tylko ja narozrabiałam. Voldemort powrócił. Teraz się zacznie. Weszłam do głównej sali na ucztę pożegnalną.
-To nasza ostatnia uczta, dziś wracacie do domu-powiedział Dumbledore. Zaczęliśmy jeść. Takiego hałasu nie słyszały moje uszy od mistrzostw gry w quidditcha. Zjadłam smętnie pyszny posiłek. Nim Dumbledore wygłosił swoją pożegnalną mowę, wyszłam z sali. Poszłam na błonia z całą masą chusteczek higienicznych. Położyłam się na trawie i czekałam na zamieszanie obwieszczające powrót do domu. Siedziałam tak jakieś dziesięć minut. Nagle coś przysłoniło mi oczy. Dotknęłam twarzy, oczy zasłoniły mi dłonie. Zbyt dobrze mi znane.
-Ann, czemu nie byłaś do końca na uczcie?-spytał ich właściciel.
-Nie miałam ochoty.-powiedziałam i spojrzałam do tyłu. Ron patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami, a jego rude włosy pięknie lśniły w słońcu.
-Coś się stało?-spytał.
-Nie-odparłam ostro i odeszłam. Pobiegłam do pociągu i zajęłam ostatni pusty przedział. Siedziałam sama przez około godzinę. Potem do drzwi zapukał Ron. Niestety z pociągu nie dało się uciec. Czy naprawdę musiałam znosić jego towarzystwo do końca?
-Ann, widzę, że coś ci się stało, proszę powiedz.
-Nie, to ja proszę. Daj mi spokój, dobra?!-krzyknęłam. Następnie zatopiłam się w "Co kolwiek" (Nie czaję tego, ale to chyba jakaś nazwa... Może magazyn jakiś? O_o ~Nyrim) i zmieniłam miejsce.
-Ann Smith, powiedz co się stało?-nigdy w życiu nie myślałam, że jeszcze usłyszę ten głos. W drzwiach przedziału stała Ginny Weasley .
Rzuciłam jej się na szyję.
-Gin, właśnie chciałam z tobą porozmawiać -eksplodowałam ze szczęścia, a moja przyjaciółka tylko się śmiała tak serdecznie jak zawsze.
-Ja też dlatego jestem- mówiła tak serdecznie. Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam Rona, przecież siedział tam cały czas. Przyszedł tu bo się martwił.
-Ginny dasz nam dziesięć minut musimy porozmawiać-wskazałam delikatnie na rudzielca. Rudowłosa mrugnęła i wyszła z przedziału. Zwróciłam się do błękitnookiego.
-Ron ja...ja-jąkałam się.
-Rozumiem chcesz pogadać z moją siostrą już się zmywam.
-Nie ja...ja-ciężko wzięłam oddech.-Muszę z tobą porozmawiać, bo to cosię stało w tym roku... Drzwi przedziału się otworzyły i wpadła Lavender Brown (WEJŚCIE SMOKA, MADAFAKA! XD ~Nyrim). Zobaczyła Rona i zaczęła krzyczeć.
-MonRon! Co ty robisz choć do lepszego towarzystwa mam czekoladę i eliksiry-coś się we mnie zagotowało. Wyciągnęłam różdżkę powstrzymując się od zaklęć nie wybaczalnych.
-Ktoś tu chyba jest zazdrosny-zaskrzeczała blondynka prawdziwa blondynka.
-O co o rudzielca, który się migdali z każdą laską po kolej jak się nawiną. Idźcie już gołąbeczki całować się gdzie indziej, bo dzięki wam moje śniadanie ma zamiar powrócić na świat zewnętrzny.-wypchnęłam ich z przedziału i padłam na sofę spuszczając głowę w dół. Ginevra weszła i poklepała mnie po ramieniu. Z moich oczu popłynęły strumyki łez.
-Dobrze zrobiłaś-mówiła Gryfonka klepiąc mnie po ramieniu.
-Tak to czemu czuję się jakbym wyrwała sobie serce?-ryczałam długo i mocno, a w okienko zapukała pewna postać. Nie uniosłam głowy, ale Laura była wyraźnie oburzona. Wstała i podeszła do drzwi.
-Jak śmiesz się tu pokazywać TY Weasley'u, TY mój stuknięty bracie!?!-zagrzmiała, a ja na dźwięk tego nazwiska, wstałam i przywaliłam Ronowi w twarz, wypchnęłam z pomieszczenia i zwinęłam się w kłębek płacząc i patrząc jak zmienia się krajobraz za moim oknem słuchając pocieszań panny Weasley.

*

Tak się kończy czwarty rok w Hogwarcie. Liczę na pozytywną opinię. Może trochę smutno, ale nic nie może być wiecznie różowe, bo było by nudno. Mam zamiar zrobić jeszcze jedną może dwie notki wakacyjne. Buziaki Limonka-chan ;*

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 8 - "Zgoda" [Laura]

Szłam szybko korytarzem. Już kolejny dzień nie miałam ochoty nikogo spotkać. Pokłóciłam się ze wszystkimi. Z tą mendą Draco, z Ann, a nawet z moimi kochanymi bliźniakami. Miałam wrażenie, że popadłam w swego rodzaju depresję. Nie odzywałam się za wiele, nic mnie nie bawiło, a dni spędzałam na lekcjach z przerwami na posiłki i spanie.
Nagle monotonię tego popołudnia przerwało moje wpadnięcie na kogoś.
- Ej! Uważaj jak idziesz! - warknęłam oschle i spojrzałam w górę. Wpadłam na Freda i George'a. Na ich twarzach malowało się takie samo zaskoczenie jak na mojej. Szybko zamaskowałam zdziwienie. Chciałam ich po prostu wyminąć, ale przeszkodzili mi w tym.
- Laura! - powiedzieli jednocześnie i, jakby to było zaplanowane, opadli na kolana. Wytrzeszczyłam oczy. - Przepraszamy! - pochylili głowy.
W moich oczach zebrały się łzy. Przyłożyłam dłonie do twarzy. Chciałam zatrzymać potok łez, który ewidentnie chciał zacząć płynąć po moich policzkach. Przyklęknęłam obok nich i objęłam obu. Rozryczałam się na dobre. Oni również mnie przytulili i uśmiechnęli się.
- To ja przepraszam... - wyszlochałam w ich ramiona. Wstaliśmy, nadal mnie obejmowali. Spojrzałam na ich twarze (Co się dalej stanie? To napięcie... ~Limonka). Oczy Freda i George'a też były szkliste.
- To zgoda? - zapytał George. Pokiwałam głową i mocnej się w nich wtuliłam. Poczułam niewysłowioną ulgę, gdy wreszcie się pogodziliśmy.
- Weź nie płacz... - poprosił Fred. - Bo ja też zaraz zacznę... - uśmiechnęłam się do nich przez łzy. Otarłam oczy i ponownie się uśmiechnęłam.
- To co robimy? - zapytałam. Kiedy już się z nimi pogodziłam, nie miałam najmniejszej ochoty ich zostawiać.
- Hmm... Może pójdziemy do Miodowego Królestwa? - zaproponował George. Ja i Fred chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Nic tak dobrze nie poprawia humoru, jak cukrowe pióra czy toffi o barwie miodu.
Poszliśmy do posągu jednookiej wiedźmy. Fred powiedział "Dissendium" i przejście stanęło przed nami otworem.
Po przejściu niewielkim korytarzem znaleźliśmy się w piwnicy Miodowego Królestwa. Otrzepałam z kurzu szatę i weszliśmy na górę. Nikogo zbytnio nie zdziwiło pojawienie się tam "dwóch i pół". Dość często razem tam przychodziliśmy.
Z półek zabrałam kilka cukrowych piór, bliźniacy uzbroili się w kremowe bryły nugatu i toffi. Z tymi zakupami podeszliśmy do kasy, przy której stała pani Flume.
- O! Fred, George i Laura. Miło mi was widzieć - przywitała nas, a my odpowiedzieliśmy grzecznym "Dzień dobry". Obsłużyła nas z uśmiechem.
Kiedy zapłaciliśmy, opuściliśmy sklep. George podał mi kawałek bryły nugatu i sam z Fredem zaczął jeść. Przespacerowaliśmy się główną ulicą Hogsmeade rozmawiając przy tym o rzeczach nieważnych i mało istotnych. Co jakieś dwie minuty wybuchaliśmy śmiechem.
Po około godzinie spaceru zauważyłam, że zrobiło się już trochę późno i zaproponowałam powrót. Moi towarzysze niechętnie się zgodzili.
Znowu skorzystaliśmy z tajnego przejścia i wróciliśmy do Hogwartu.
- Pa! - pożegnałam się z uśmiechem idąc w stronę pokoju wspólnego Ślizgonów. Pomachali mi na pożegnanie i pobiegli do ich dormitoriów.
Do pokoju wspólnego weszłam z uśmiechem. Na szczęście nie było tam ani Draco, ani Pansy (Gdzie się podziali? Czyżby? Ale nie... A może jednak? ~Limonka). Weszłam po schodach do dormitorium, przebrałam się i położyłam spać, zupełnie nie przejmując się zadaną przez Snape'a pracą domową.(Dam dam dam! Laura olewa Snape'a. Coś jest nie tak...  ~Limonka)

~~~~~~~~~~

Na wstępie, chciałabym wam coś powiedzieć... A mianowicie... PRZEPRASZAM! Głównie za to, że tak długo mnie tu nie było, ale po prostu brak weny mnie totalnie dobił, a nie chciałam tu jakiegoś, za przeproszeniem, gówna wstawiać... Ale jest! Jest notka! :D
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział XIII "Samotna" [Ann]

Odskoczyliśmy od siebie, znowu. Ja mam jakieś deja-vu?
-Co się wyprawia w moim... naszym dormitorium?-wytrzeszczał oczy rudzielec. Po chwili wpadła Lavender Brown zobaczyła mnie i Harry'ego trzymających się za ręce. Chwyciła Rona za ręce i przyssała się jak pijawka. Moje oczy napełniły się wściekłymi łzami i ogniem. Pocałowałam Harry'ego. Wpadła Hermiona. Zobaczyła Rona i Lav, mogła znieść widok mnie i rudzielca, ale to wyprowadziło ją z równowagi. Tak samo jak mnie.  Puściłam Harry'ego i spojrzawszy w oczy przeprosiłam. Gdy skończyłam mówić, a on potwierdził, że lepiej być przyjaciółmi wpadła Gin.
-Ron!?-krzyknęła. Zobaczyła mnie, a mi nie z własnej woli oczy napełniły się łzami. Wybiegłam z pokoju. Z drzwiami trwały kłótnie, krzyki i niezgoda. Potrzebowałam spokoju, momentu samotności.
Przechadzałam się po korytarzach Hogwartu unikając Hermiony, Rona, Lavender (tej to normalnie unikam), Ginny. Innymi słowy wszystkich, którzy wtedy byli w pomieszczeniu. Gdy któreś wchodziło do pokoju wychodziłam lub unikałam rozmowy. Ciężko był to znieść, ale nie potrafiłam im spojrzeć w oczy.
Niestety weekend minął i wróciła szkoła. Dzięki Bogu, ale lekcje w jednej ławce z osobą, na którą nie można spojrzeć, to katorga.
Teraz zostało mi tylko jedno, a raczej jedna osoba. Laura. Ona jedyna była ze mną od początku i miała racje, że przyjaźń z Potter'em nie jest dla mnie.
Minął jeszcze tydzień samotności. Postanowiłam podczas nowego wypadu do Hogsmeade porozmawiać z Laurą. Jeśli jeszcze ma dla mnie czas. Muszę z kimś porozmawiać, z kimś kto mnie zna.
Wieczór. Jutro będę rozmawiać z kimś kto wie o mnie więcej niż ja. Laura. Przypomniało mi się jak się poznałyśmy.
Miałam 12 lat. Pożegnałam się z rodzicami wsiadłam do ekspresu Londyn-Hogwart. Szłam pomiędzy przedziałami szukając miejsca, gdzie mogła bym usiąść. Na końcu pociągu był przedział z jedną pierwszoroczniaczką. Weszłam do środka i usiadłam naprzeciwko.
-Hej, jestem Laura Cross, czystej krwi-przedstawiła się z uśmiechem gdy tylko usiadłam.
-Ann Smith, pół-krwi-skrzywiła się trochę, ale uścisnęła moją dłoń. To zapoczątkowało naszą przyjaźń. Dotknęłam swojej dłoni. Przypomniałam sobie to tak dokładnie. Przez bite cztery lata się przyjaźniłyśmy, później poznałam lepiej Rona, a ona Draco i... i wszystko się zmieniło. Brakuje mi jej, tak bardzo.
Hermiona weszła do pokoju. Przewróciłam się na bok i udałam sen. Niestety, nie dała się nabrać. Usiadła na łóżku i zaczęła mówić, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo mnie krzywdzi.
-Ann, czemu się do nas nie odzywasz? To znaczy do mnie, Gin i Harry'ego. Bo Ron to rozumiem. Brakuje nam ciebie. Ron chodzi za mną i pyta się o ciebie. Wiem, że krótko się przyjaźnimy, ale nam ciebie brakuje.- "brakuje"... To słowo krążyło w mojej podświadomości. Laura. Z moich oczu popłynął strumień łez. Hermiona przerwała monolog.
-Muszę iść do Harry'ego-powiedziałam i cała zapłakana wstałam z łóżka. Zbiegłam ze schodów. Na fotelu przy kominku siedział Ron i płakał.
-Ann?-zdziwił się. Pokiwałam głową. Patrzyliśmy na siebie cali we łzach. Nie wytrzymałam. Rzuciłam się mu na szyję płakałam. Pogładził mnie po głowie i szepnął.
-Nie płacz. Kocham cię.- wtuliłam się w niego mocniej i zasnęłam.
Obudziliśmy się około piątej. Nad nami stali Harry, Hermiona, Ginny, Fred i George.
-Widzę, że braciszek długo nie może żyć bez swojej drugiej połówki-zachichotał Fred.
-To jak? Lavender jest niewystarczająca?-śmiał się George.
-Zazdrosny, że Ron ma wygodniejsze ramię od ciebie?-spytałam, chwyciłam Gryfonki i zabrałam je na górę.
-Nikomu o tym ani słowa, jasne?-spytałam gdy byłyśmy na schodach. Pokiwały głowami.
-Więc jesteście znowu razem?-pytała podniecona rudowłosa.
-Nie!-krzyknęłam.-On jest z Lav-oparłam się o ścianę i osunęłam powoli. Przysiadły obok mnie.
-Nie jest z nią.-poklepała mnie Ginevra, a Hermiona dodała.
-Zerwali wczoraj wieczorem.-uśmiechnęły się do mnie. Siedziałyśmy tak chwilę, aż no właśnie wyszła panna Brown z wysoko uniesioną głową. Spojrzała na mnie.
-O widzę, że ktoś tu płakał za ukochanym, ale którym? Harrym Potterem, czy Ronaldem Weasley'em? Może jest ktoś jeszcze, co?-i śmiejąc się szyderczo poszła do pokoju wspólnego. Nagle przybyły do mnie siły. Wstałam i pomimo bólu psychicznego zbiegłam za blondyną.
-Stój!-wrzasnęłam. Lavender obróciła się powoli, ale gdy zobaczyła moją zapłakaną twarz zaczęła się śmiać.
-Bo co? Wysmarkasz się we mnie?-śmiała się głośno. Za nią stanęli Ron i Harry, a Fred i George zrobili zakład.
-Myślisz, że jesteś fajna?-zdziwiła się tym pytaniem i przestała się śmiać.-Myślisz, że jeśli masz pieniądze i rzekome zdolności to już jesteś ważna? Wiesz czemu tacy ludzie jak Dumbledore, Potter, czy każdy inny są ważni? Bo się tym nie pysznią. Robią słuszne rzeczy, ale nie dla siebie, tylko dla innych. Może jesteś "dobra", ale w życiu do niczego nie dojdziesz próbując się wybić na kimś sławnym. Poza tym, ogarnij się daj mi spokój, bo pogadamy inaczej-odwróciłam się i poszłam w kierunku pokoju wspólnego.
-Jesteś głupią zapewne szlamą, bo nie wierzę w czystość, ani nawet pół czystość twojej krwi. Trafiłaś tu przypadkiem. Próbujesz odebrać mi Rona, bo się zadaje z Potterem więc będziesz sławna i bogata, bo zapewne umierasz z nudów i nędzy. Głupia szlama!-wrzasnęła i pobiegła z płaczem do pokoju. Walczyłam z samą sobą, aby się nie odwrócić i nie pokarać jej "Avada Kedavrą". Poczułam, że ktoś mnie przytula. Dostrzegłam Rona, Hermionę i Harry'ego.
-Nawet jeśli jesteś szlamą i tak cię kocham-powiedział Ron i pocałował mnie mocno.
-Nie boję się, że niby jestem z rodziny mugoli, bo mam w tym wspólniczkę-spojrzałam na Hermionę.-A to wcale nie jest takie złe, gdy się ma przyjaciół.

***
Taki kolejny rozdział o historii Ann w Hogwarcie. Liczę, że się spodoba.
Tradycyjnie dziękuję za komentarze pod poprzednimi postami i tym. 
Buziaki Limonka ;*