środa, 30 lipca 2014

Rozdział XVII "Dureń Drakuś I" [Ann]

Po tym jak ja i Harry skończyliśmy się całować powstała ta niezręczna cisza.
-Harry jak myślisz?-spytałam, gdy cisza wlokła się niezmiernie długo.
-Ale, że co?-spytał tak jakbym go wyrwała z zamyślenia.
-Chodzi mi o Rona-wywróciłam oczami.-Słuchaj, ja nie chcę być niegrzeczna, ale to co się stało przed chwilą, ten pocałunek.-przerwał mi gestem.
-Rozumiem, to była pomyłka. Zostanie miedzy nami. Prawda jest taka, że Ty powinnaś być z Ronem, a Ja z G...-przerwał, gdy doszło do niego, iż powiedział za dużo.
-Ginny ci się podoba?-spytałam podekscytowana.
-Tak-powiedział cicho spuszczając głowę- Ale jej nie powiesz, nie?-upewniał się.
-Pewnie, że tak-rzekłam z wymowną miną.-Szaleje za tobą od twojego pierwszego roku w Hogwarcie...-zatkałam ręką usta.-Nie mów jej-błagałam.
-Dobra, ale ty również ani słowa o moich uczuciach-postawił warunek.
-Okej, ale masz ją zaprosić na randkę jak tylko do nich pojedziemy. Wezmę gdzieś Rona, Hermionę, Freda i George'a, wykręcimy jakiś numer, a wy...-spojrzał na mnie.
-Chodźmy już, bo majaczysz.-poklepał mnie po ramieniu.
-Masz rację.-przyznałam i dałam się odprowadzić do domu. Następnie zjadłam pośpiesznie kolację i poszłam spać.
Śnił mi się Ron, a raczej spotkanie na Pokątnej. Gdy się obudziłam nie wiedziałam, czy to dobra decyzja, ale postanowiłam wybrać się na spotkanie. Taka czy owaka to była randka z rudzielcem (Jaram się, czo będzie dalej~Limonka).
Zeszłam na dół. przywitałam mnie moja mała Zuńka (Pieseeełek~ Nyrim). Zjadłam śniadanie, naleśniki (Om nom nom! Kochammm~Limonka).
-Mamo?-zagadnęłam, gdy przepyszny posiłek został zutylizowany w czeluściach mego organizmu.
-Tak, córeczko?-spojrzała na mnie i chwyciła tacę z naleśnikami podając mi.
-Nie-pokręciłam głową. Wzięłam głęboki oddech i spytałam-Mogę iść dziś sama na Pokątną, bo chciałam wybrać prezent Harry'emu?-blondynka (MAMA~Limonka) zmierzyła mnie wzrokiem, a ja pośpiesznie dodałam.-Nie będę sama. To znaczy będzie jeszcze ten Ron Weasley i Hermiona Granger, Ginny Weasley oraz zapewne ktoś jeszcze.-pochyliłam głowę.
-Dobrze-pozwoliła.
-Dzięki!-wystrzeliłam do kominka.-Wrócę nim się ściemni.-obiecałam i uskoczywszy do kominka krzyknęłam-Pokątna!-i rzuciłam proszkiem.
Wylądowałam na ulicy, gdzie zawsze jest ruch, gdzie jest wszystko czego potrzebuje w domu i w szkole każdy czarodziej lub czarownica. Trafiłam na ulicę Pokątną. Pobiegłam do dziurawego Kotła, bo gdzie indziej Ron mógłby czekać? Gdy przekroczyłam próg baru uświadomiłam sobie to, co pominęłam w całym spotkaniu. List z odpowiedzią. Nie napisałam do Rona, aby na mnie czekał. Spuściłam głowę i wyszłam z lokalu. Postanowiłam kupić jakiś prezent dla Harry'ego i wrócić do domu.
 Gdy przemierzałam drogę w poszukiwaniu odpowiedniego prezentu zobaczyłam go. Stał przy sklepie z szatami. To był on. Jego oczy zwróciły się w moją stronę. Patrzyłam w oczy Draco Malfoya. O Boże!
Ann pamiętaj, że cały czas musisz oddychać to, iż ten kre...Malfoy stoi przy szatach, a obok niego jakaś laska nie znaczy, że....Stop! Przerwałam potok myśli, które leciały przez mój mózg. Przy Draco stała Laura. Laura Cross, której tak dawno nie widziałam, która była moją najnajlepszą przyjaciółką czystej krwi.
 Oczywiście przecież, ten Bufon i ona już na tym roku dziwnie się do siebie zbliżyli. Nienawidzę, go za to, że ją odmienił. Dobrze pamiętam sytuację z świąt, gdy on wyzwał Rona i mnie, a moja przyjaciółka się śmiała.
Zniszczył to co w niej było najlepsze. Dureń! Bałwan! Łajno! (Kupak! Baran! Baka! Robak! Merda! Glista! Ej... Wait what...? Przecież ja go kocham! :0 Ale i tak pomogłam~ Nyrim) Wszystkie wyzwiska jakie mi przychodziły do głowy i jakie zna ludzkość nie starczą aby określić tego Buraka spod ciemnej gwiazdy (Niedźwiedź polarny z ADHD! Kurde... Odbija mi trochę... Sorry... ~Nyrim)! Jego ojciec, matka i on sam należą do zwolenników Voldemorata, ale oczywiście Malfoy'owie są tak szanowani, że niczego nie da się im udowodnić. Gdy tak sobie pokrzyczałam zrobiło mi się lepiej przeszłam centralnie przed nimi i zarzuciłam włosami (Because you're worth it... Czy jakoś tak... ~Nyrim).
-Ann?!-krzykneła Laura, ale Drakuś Dureń I dał jej kuksańca pod żebra. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale wiedziałam, że Laura Cross nie jest już Laurą Cross jaką znam.
Gdy wybrałam i kupiłam Harry'emu prezent (książkę o najsławniejszych graczach quiddicha~Ann), spotkałam Rona (Nie mógł się, kurna, bardziej pospieszyć...? -.-)
-Ann-podbiegł do mnie.-Nie mogłem cię znaleźć.-rzekł i przytulił mnie.
-Błądziłam tu i tam spotkałam nawet Dur... Malfoya.-uśmiechnął się. Chwycił za rękę i wziął ze sobą do Dziurawego Kotła.

***
Taki sobie rozdział o wydarzeniach na ulicy Pokątnej. 
Liczę, że się spodoba. Tego rozdziału współtwórcy to piosenki :
Secret Garden "Sleepsong"
Sad Violin
Eragon "Once in every lifetime"
Planeta Skarbów "Jestem kimś"
Ten rozdział jest zadedykowany jednej z moich najlepszych przyjaciółek. 
Może nie jest dobrze do niej dopasowany, ale jestem jej wdzięczna, że zawsze dawała mi wsparcie, poprawiała moje prywatne opowiadania, wiersze i wszystko co tylko przyszło do tej mojej głowy.
Zawsze była po mojej stronie. Jest przy mnie już 11 lat. Mogę na nią liczyć zawsze.
Dziś jest szczególny dla niej dzień więc chciałam ją "uhonorować" kolejną już zapewne dedykacją.
Mam nadzieję, że to doceni i będzie wiedziała, że o niej mowa.
Dziękuję Ci, Lisie, że jesteś :3
(Mamusiuboskalavolpetakieszczęśliwebożesztymójtyleszczęściawjedniejchwiliwdzięcznośćtakadużawow)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział XVI "Listy" [Ann]

Gdy skończyliśmy deser poszłam do domu.
-Jestem mamo!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Ann, to ty?!-dobiegł mnie z kuchni jej głos. Wywróciłam oczami i zawlekłam się w kierunku dźwięku. Podejrzewałam, że coś ode mnie chce: może pozmywać, albo sowy przyszły. W kuchni mama gotowała obiad - moje ulubione spagetti.
-Tak, to ja. Co mam zrobić?
-Nic, głuptasie. Wszystko skończłaś przed wyjściem z Harrym, a jeśli o tym mowa, to przyszła sowa od Weasley'ów leżą na parapecie - wskazała na list zaadresowany do mnie od... RONA???? Zdziwiona pobiegłam na górę z nadzieją, że są to poprostu przeprosiny, za Bóg wie co, lub pytania o wakacje i Harry'ego.
Odpakowałam kopertę najszybciej jak się dało, rozłożyłam kartkę i zatopiłam się w słowach zgłębiając każde po koleji.
Droga Ann!
Mam nadzieję, że dobrze mijają ci wakacje.
Chciałem cię przeprosić za wszytko, choć dokładnie tego nie rozumiem.
Liczę, że u ciebie i Harry'ego wszytko gra, bo odkąd ON wrócił bałem się, że możemy się już nie zobaczyć. 
Muszę z tobą porozmawiać, a poza tym chcieliśmy cię zaprosić wraz z Harrym na ostatnie dwa tygodnie wakacji. 
Proszę, odpisz szybko, jak się zapatrują na to twoi rodzice

Ron                   


Przeczytałam list kilka razy próbując dopatrzeć się w nim jakiejś drwiny, żartu czy tak zwanego haczyka. W końcu poddałam się myśli, że Rona obchodzę. Ta wiadomość jednocześnie mnie ucieszyłam i zmartwiła. Voldemort powrócił, a my, raczej ja, nie potrafiliśmy porozmawiać. 
Wyjrzałam przez okno; dochodziło południe. Powoli wzięłam pergamin, pióro i atrament. Usiadłam przy biurku. Zaczęłam kreślić litery, słowa, zdania i frazy. Wkońcu skończyłam list godny wysłania.

Ron, ja długo myślałam nad odpowiedzią, w końcu nie mogę napisać "Tak" i wysłać pustą kartkę. Musiałam dłuuugo pomyśleć, nim napisałam to "tak" w dłuższej formie.
Co ja piep***, moja odpowiedź to "TAK", zwykłe proste: "tak" , nie mogę się doczekać!
U Harry'ego wszystko gra; widziałam go dziś. Na pewno się ucieszy, że do was wpadniemy. 



Ann

Gdy skończyłam pisać list przywołałam sowę i wypuściłam ją do Weasleyów. Siedziałam jeszcze kilka minut przy biurku bezsensownie gapiąc się na ścianę. Następnie przeczytałam list Rona jeszcze raz i zeszłam na dół.
-I co to był za list?-spytała mama, gdy wkroczyłam do salonu.
-Zwykły, najzwyczajniejszy. Dostałam zaproszenie od Weasleyów na końcówkę wakacji, bo Harry ma urodziny. Będzie On, Weasleyowie i Hermiona-powiedziałam bez emocji.-Mogę jechać?-spytałam na koniec.
-Tak. Myślę, że to świetny pomysł. Musimy jeszcze ustalić, kiedy skoczyć na pokątką i kupić mu jakiś prezent, co? Ale będzie fajnie!-moja mama zawsze ekscytuje się wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Nie zawsze mówię jej o wszytkim. Jestem ciekawa, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się, że już się całowałam. Podniesiona na duchu poszłam do salonu. Chwyciłam pilota i rozłożywszy się na kanapie włączyłam telewizor. Chwilę później wskoczyła na mnie mała biała suczka.
-Zunia!-krzyknęłam gdy słodki mieszaniec położył się na moich kolanach, zwijając się w kłębek.-Tęskniłaś za mną, kochana?
-I to jak!-krzyknęła mama z kuchni.
-Jak co roku-dodałam szeptem z nutą smutki w głosie.
-Mówiłaś coś?-spytała.
-Nie.-odparłam i zabrałam się do oglądania. Przerzucając kanały i głaszcząc moją Zunię leciał mi czas.
 Wieczorem po kolacji, gdy byłam gotowa do snu, do mojego pokoju przyleciała moja czarna sowa. Podała mi list i zmęczona położyła się spać do swojej klatki. Wyskoczyłam z łóżka, jak z armaty. List był od rudzielca. Rozwinełam go z szybkością błyskawicy i pochłonęłam kilka razy ciesząc się każdym słowem.

Ann piszę do ciebie w wielkiej tajemnicy przed moimi braćmi i siostrą.
Gdyby się Gin dowiedziała, że nękam cię w wakacje, udusiłaby mnie.
Tęsknię za Tobą. Byłaby szansa na spotkanie na Pokątnej w ten weekend?
Czekam na odpowiedź
Ron

Ostatnie słowa listu mnie rozbroiły. Przecież dopiero co zanienawidziłam tę  gęstą czuprynę rudych włosów, a teraz mówił mi, że za mną tęskni i liczy na spotkanie. Mimowolnie byłam szczęśliwa, ale nie zamierzałam przyjść i rzucić się w ramiona chłopakowi, który niedawno złamał mi serce. Potrzebowałam się wygadać komuś, komu ufam i kto mnie zrozumie. Była jedna osoba, która mnie wysłucha i nie będzie zadawać pytań- Harry. Harry Potter i ja staliśmy się przyjaciółmi, mogłam liczyć na to, że posłucha moich żałosnych lamentów i powie, co jest dobre. Niby był przyjacielem Rona, ale wierzyłam, że jednak powie mi słusznie, co powinnam zrobić z tym listem. Z mętlikiem myśli bignących przez mój mózg jak torpedy zasnęłam, a sen był tajemniczy i nadzwyczaj spokojny.

Nazjutrz wstałam wcześniej, zajadłam śniadanie złożone z dwóch kanapek z dżemem truskawkowym mojej mamy i serka oraz niewielkiej kostki twarogu. Wyleciałam z domu po porannej toalecie i małych obowiązkach, i już po paru minutach stanęłam na Privet Drive 4. Zapukałam.
-Dzień dobry-rzekłam uprzejmie do wuja Harrego.
-Dzień dobry, młoda damo-powiedział wynośnie.
-Mogłabym porozmawiać z...-przerwał mi w pół zdania.
-Tak, oczywiście. Petuniu!-wrzsnął.-Nasz mały Dudziaczek ma-zaśmiał się-koleżankę. Pani Dursley wybiegła z kuchni, aby przyjrzeć się mojej osobie.
-Ja do Harry'ego-oznajmiłam stanowczo, a małżeństwo załamało ręce.
-Niech będzie, ale nie dostanie ani grosza-wrzsnął trzasnął drzwiami i odszedł tak szybko, na ile pozwalały mu jego krótkie nogi. Czekałam kilka sekund, aż w drzwiach stanął czarnowłosy.
-Harry-rzuciłam mu się na szyję i pociągnęłam jak najdalej od tego budynku, który miał być żałosną imitacją domu.
-Co się stało?-spytał, gdy znaliźliśmy się poza zasięgiem oczu jego ciotki.
-Muszę z kimś pogadać-wyznałam.
-Okej-powiedział zdziwiony.
-Chodzi o Rona-wydusiłam.
-Czemu gadasz ze mną, a nie Gin, Hermioną czy Bóg wie kim innym.
-Bo tylko ty się do tego nadajesz-zdenerwowałam się.-Masz-podałam mu ostatni list od rudzielca.-Zobacz, co napisał mi wczoraj.
-Nie sądzę, że mógłbym czytać...
-Czytaj!-przerwałam jego wątpliwości.
W końcu z niechęcią rozłożył kartkę i przeczytał ją uważnie, po czym zmierzył mnie wzrokiem.
-Co mam robić???-opadłam z bezsilności na ławkę w parku.
-Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam się na...TYM-usiadł obok.
-Ale znasz mnie i Rona-oparłam głowę na jego ramieniu.-Czy gdybym to ja napisała do ciebie taki list przyszedł byś na Pokątną?-spytałam patrząc mu prosto w oczy. On zamiast odpowiedzi siedział chwilę bez ruchu. Potem objął mnie, przysunął bliżej siebie i pocałowaał delikatnie w usta. Pocałunek? Rozbroił mnie, może nie powiennam tego robić, ale nie odepchnęłam go. Wiedziałam, że ma w tej okolicy tylko mnie.

*
Oto kolejna notka! Tym razem ze szczególną dedykacją dla Pewnej Osobistości.
 To ona zmotywowała mnie do napisania tej notki, dała nową wiarę.
Dziękuję Nyrim <Kudee! To Oruu poprawiała! T.T~Korektor nr 2 [Oruu]> za poprawę tego posta i wszystkich innych, bo napewno było duuużo błędów.<Ojj... Bylo...~Korektor nr 2 [Oruu]>
Liczę, że następne posty będą dłuższe, lepsze i bardziej warte uwagi.
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy choć tu zajrzeli.
Buziaki Limonka ;*
<A tak na marginesie, ten był na prawdę godny uwagi. ;3~Korektor nr 2 [Oruu]>