Obudziłam
się. Sama nie wiem jak znalazłam się w swoim łóżku. Spojrzałam
na zegarek. Był 31 lipca, czyli urodziny Harry'ego. Co się działo
ze mną przez ostatnie dni, nie wiem. Ostatnie co pamiętam to
delikatnie zimny powiew wiatru na balkonie u Hermiony, gdy nic jej
nie mówiąc czekałam na odpowiedź od Rona, choć małe
prawdopodobieństwo, aby kiedykolwiek przyszedł.
Wstałam
z łóżka. Mój kufer był już spakowany, mama pamiętała o
wszystkim lepiej niż ja. Teraz musiałam jeszcze tylko ubrać coś
na siebie, zjeść i teleportować się wraz z Harrym do Nory. Bałam
się tego dnia. Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać.
Było
koło szesnastej, gdy do naszego domu zapukali państwo Weasley'owie
z zielonookim. Na ich widok dostałam przypływu energii. Zbiegłam
do końca schodów i wpadłam Harry'emu w ramiona. Tak mi go brakowało.
Moja mama zaczęła rozmawiać z Molly, gdy ja wyszłam z uścisku
czarnowłosego. Moje oczy są jakieś trefne, zawsze trafię nimi w
miejsce, którego nie chciałam zobaczyć, bowiem za człowiekiem, do
którego cały czas przylegałam, jak pijawka, stał rudzielec.
Zobaczyłam jego oczy, następnie piegowaty nos, rude włosy
delikatnie opadające na czoło i usta (Pocałuj albo zdziel
gazetą xD ~Nyrim). Odruchowo się cofnęłam, ale on rozłożył ręce, jakby chciał mnie przytulić. Przed oczami stanęło mi jakby
zdjęcie, cała masa naszych pobytów w bibliotece, pokoju wspólnym.
Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Jego usta poruszyły się, ale
nie wydały żadnego dźwięku, z tego ruchu jednak odczytałam
wszystko. Mówił "Przepraszam cię", jego oczy też
zaszkliły się. Nie potrafiłam się powstrzymać i podbiegłam do
niego, rzuciłam się mu w ramiona. Ścisnął mnie mocno, tak jakby
miał mnie stracić. Spojrzałam mu w oczy, ale ich nie było. Byłam
obejmowana przez Lavender Brown, która przytykała mi nóż do
gardła. Chciałam krzyczeć, ale ona mi nie pozwalała. Objęła
mnie mocno i rzuciła ku morzu (Kurna skąd tam morze? Chyba będziesz musiała odstawić czekoladę... Czy co tam ty wąchasz... O_o ~Nyrim). Ostatnie co zobaczyłam to Rona
migdalącego się z tą... dziewczyną.
Obudziłam
się z krzykiem i prawie spadłam z balkonu u Hermiony. Więc to był
tylko sen. Dopiero zaczynało świtać. Na stole leżał list do mnie
od Rona.
Bez
wahania chwyciłam kopertę i przeczytałam:
Hej
Ann,
To
nie moja wina, ta cała sytuacja dzisiaj na Pokątnej. Nawet nie
wiedziałam, że tam będzie. Chciałem z tobą porozmawiać, ale
uciekłaś i nie mogłem cię znaleźć.
Lavender
widziała jak czekam na ciebie z kwiatami. "Przypadkiem"
wytrąciła mi je z rąk i obiecała, że kupi nowe. Musiała widzieć
jak idziesz w moim kierunku, bo dopiero wtedy je przyniosła, a
następnie rzuciła się na mnie i zaczęła całować.
Odepchnąłem
ja, ale było za późno.
Ann
zrozum, kocham tylko ciebie.
Napisz
do mnie, błagam
Na zawsze twój Ron
Łzy
popłynęły mi po policzkach, a więc to mnie kocha, a nie
tą... Brown. Kamień spadł mi z serca.
Pobiegłam
do pokoju Hermiony, gdzie miałam spać, weszłam pod kołdrę i, z
listem przy piersi, zasnęłam, a mój koszmar już się nie powtórzył.
Obudziłam
się 31 lipca. Tym razem to nie był sen, a ja byłam gotowa na ten
dzień. Wymieniliśmy z Ronem jeszcze ze trzy listy, ale prawdziwym
psychologiem okazał się Harry. Widywaliśmy się po trzy razy
dziennie, a on sprawił, że było ze mną lepiej.
Gdy
Weasley'owie zabrali nas była szesnasta. Teleportacja wydaje się w
porządku, gdy już miną mdłości. Stałam przed Norą. Jeszcze
kilkanaście dni temu bałabym się tego. Wzięłam głęboki
oddech i weszłam do domu.
Od
razu za drzwiami stał Ron. Rzuciłam się mu na szyje, a on szepnął mi
do ucha "Kocham cię i nigdy już nie przestanę"
*
Oto
kolejna notka! ^^ Następna będzie już 20 i obiecuje będzie szybciej.
Nadrobię i cały świat będzie miał tą samą datę co Ann.
Teraz
powiem wam po prostu buziaki ;3 Miłego czytania! <3
Limonka
;*