poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział XIX "Spotkanie" [Ann]

Obudziłam się. Sama nie wiem jak znalazłam się w swoim łóżku. Spojrzałam na zegarek. Był 31 lipca, czyli urodziny Harry'ego. Co się działo ze mną przez ostatnie dni, nie wiem. Ostatnie co pamiętam to delikatnie zimny powiew wiatru na balkonie u Hermiony, gdy nic jej nie mówiąc czekałam na odpowiedź od Rona, choć małe prawdopodobieństwo, aby kiedykolwiek przyszedł.
Wstałam z łóżka. Mój kufer był już spakowany, mama pamiętała o wszystkim lepiej niż ja. Teraz musiałam jeszcze tylko ubrać coś na siebie, zjeść i teleportować się wraz z Harrym do Nory. Bałam się tego dnia. Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać.
Było koło szesnastej, gdy do naszego domu zapukali państwo Weasley'owie z zielonookim. Na ich widok dostałam przypływu energii. Zbiegłam do końca schodów i wpadłam Harry'emu w ramiona. Tak mi go brakowało. Moja mama zaczęła rozmawiać z Molly, gdy ja wyszłam z uścisku czarnowłosego. Moje oczy są jakieś trefne, zawsze trafię nimi w miejsce, którego nie chciałam zobaczyć, bowiem za człowiekiem, do którego cały czas przylegałam, jak pijawka, stał rudzielec. Zobaczyłam jego oczy, następnie piegowaty nos, rude włosy delikatnie opadające na czoło i usta (Pocałuj albo zdziel gazetą xD ~Nyrim). Odruchowo się cofnęłam, ale on rozłożył ręce, jakby chciał mnie przytulić. Przed oczami stanęło mi jakby zdjęcie, cała masa naszych pobytów w bibliotece, pokoju wspólnym. Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Jego usta poruszyły się, ale nie wydały żadnego dźwięku, z tego ruchu jednak odczytałam wszystko. Mówił "Przepraszam cię", jego oczy też zaszkliły się. Nie potrafiłam się powstrzymać i podbiegłam do niego, rzuciłam się mu w ramiona. Ścisnął mnie mocno, tak jakby miał mnie stracić. Spojrzałam mu w oczy, ale ich nie było. Byłam obejmowana przez Lavender Brown, która przytykała mi nóż do gardła. Chciałam krzyczeć, ale ona mi nie pozwalała. Objęła mnie mocno i rzuciła ku morzu (Kurna skąd tam morze? Chyba będziesz musiała odstawić czekoladę... Czy co tam ty wąchasz... O_o ~Nyrim). Ostatnie co zobaczyłam to Rona migdalącego się z tą... dziewczyną.
Obudziłam się z krzykiem i prawie spadłam z balkonu u Hermiony. Więc to był tylko sen. Dopiero zaczynało świtać. Na stole leżał list do mnie od Rona.
Bez wahania chwyciłam kopertę i przeczytałam:

Hej Ann,
To nie moja wina, ta cała sytuacja dzisiaj na Pokątnej. Nawet nie wiedziałam, że tam będzie. Chciałem z tobą porozmawiać, ale uciekłaś i nie mogłem cię znaleźć.
Lavender widziała jak czekam na ciebie z kwiatami. "Przypadkiem" wytrąciła mi je z rąk i obiecała, że kupi nowe. Musiała widzieć jak idziesz w moim kierunku, bo dopiero wtedy je przyniosła, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła całować.
Odepchnąłem ja, ale było za późno.
Ann zrozum, kocham tylko ciebie.
Napisz do mnie, błagam
Na zawsze twój Ron

Łzy popłynęły mi po policzkach, a więc to mnie kocha, a nie tą... Brown. Kamień spadł mi z serca. 
Pobiegłam do pokoju Hermiony, gdzie miałam spać, weszłam pod kołdrę i, z listem przy piersi, zasnęłam, a mój koszmar już się nie powtórzył.
Obudziłam się 31 lipca. Tym razem to nie był sen, a ja byłam gotowa na ten dzień. Wymieniliśmy z Ronem jeszcze ze trzy listy, ale prawdziwym psychologiem okazał się Harry. Widywaliśmy się po trzy razy dziennie, a on sprawił, że było ze mną lepiej.
Gdy Weasley'owie zabrali nas była szesnasta. Teleportacja wydaje się w porządku, gdy już miną mdłości. Stałam przed Norą. Jeszcze kilkanaście dni temu bałabym się tego. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do domu.
Od razu za drzwiami stał Ron. Rzuciłam się mu na szyje, a on szepnął mi do ucha "Kocham cię i nigdy już nie przestanę"

*

Oto kolejna notka! ^^ Następna będzie już 20 i obiecuje będzie szybciej. Nadrobię i cały świat będzie miał tą samą datę co Ann.
Teraz powiem wam po prostu buziaki ;3  Miłego czytania! <3
Limonka ;*