Seny były najgorsze. Gdy kładłam się na łóżku, do moich nozdrzy dochodził zapach nie istniejącej czekolady, białej czekolady.
Na tym roku w ocenach szło mi nadzwyczaj dobrze.
Byłam wypluta z życia, co widzieli tylko Harry, Herimiona i Ginny, może jeszcze ktoś o kim nie wiem.
Nadszedł pamiętny dla mnie dzień, nie wiem czemu ten, ale niech już będzie.
***
-Ann nie moge już na Ciebie patrzeć!-krzyknęła Hermiona.
-To zamknij oczy-powiedziałam bez uczuć, nie podnosząc głowy znad książki.
-Hermiona ma racje Ann, to zaszło za daleko, żyjesz w innym wymiarze. Jasne dobrze Ci idzie w szkole, ale co z tego jak jesteś wiecznie obojętna, a nawet smutna.-krzyknął Harry obejmując mnie, gdy poczułam jego uścisk odskoczyłam, jakby mnie obarzył.
-Przepraszam muszę iść.-powiedziałam prawie przez łzy, wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z biblioteki.
Moje nogi wiodły mnie, bez kontroli mojego mózgu. I oto widać moje szczęście. Biegnąc przez hole trafiłam na jedną z dwóch osób, których nie chciałam widzieć. Kórcze tylke osób się tu uczy, a ja trafiam na NIEGO. Moje książki rozsypały się, a z oczu nie przestawały lecieć łzy. Przedemną stał Ron. Miałam chwilowy paraliż. Stałam i patrzyłam mu w oczy. Otrząsnęłam się na głos czarnowłosego.
-Ann!-krzyczał Harry. Pomógł mi pozbierać książki, a raczej pozbierał je, bo ja nadal patrzyłam w oczy rudzielca. Były piękne, ich błękit przypomniał mi w pierwszej chwili wszystko co najpiękniejsze, cały poprzedni rok, poczółam zapach i smak białej czekolady, książek, dźwięk jego śmiechu. Gdy to wszystko do mnie doszło, moje serce zaczęło krwawić mocniej, co okazało łzami płynącymi, a właściwie lejącymi się z moich oczy. Harry wziął książki w jedną ręke, a drugą objął mnie i zabrał. Mimo wolnie odwracałam się ku błękitnookiemu, aż straciłam go z oczu. Nie wiem, gdzie bylismy, może w pokoju życzeń, albo w jedo sypialni. Jedyne czego byłam pewna to tego, że leżałam razem z nim na łóżku, tuląc się do niego i płacząc, poprostu płacząc, a on mnie przytulał.
***
Okazało się, że była to jego sypialnia. Gdy za oknem słońce chyliło się ku zachodowi do pomieszczenia wszedł Ron. Pare minut temu się uspokojiłam i zaczęłiśmy normalnie rozmawiać, ale na jego widok, wszystko prysło, znów przed oczami przelatywało to co boli. Był moim wyrokiem, byłam więźniem, któremu, życie przelatuje przed oczami, a on był katem i karą w jednym.
Nie wiem co mną kierowało, ale wstałam zapłakana i podeszłam do Rona. Był mikczący, mierzyliśmy się wzrokiem dobre pare minut. Nagle bez ostrzerzenia rudzielec mnie przytulił. Przytulił mnie mocno, a na wtulałam się w jedo tors. Brakowało mi go, nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo.
-Tęskniłem Ann-szepnął mi do ucha.
-Ja też-wyszeptałam jeszcze ciszej. Ucałował moje włosy, objął mnie mocniej i stał, stał tak ze mną nie ruszjąc się, w pomieszczeniu było tak cicho, że łyszałam bicie jego serca.
-Ann przepraszam-powiedział cichutko.-Przepraszam, że Cię zraniłem.
Po tych słowach znowu załegła cisza.
***
Oto 21 rozdział chciałabym, postaram się, aby od teraz wychodziły regularnie co wtorek.
Mam nadzieję, że mi się uda, wena do mnie wróciła i chcę ruszyć pełną parą.
Pozdrawiam Limonka ;*