środa, 16 września 2015

Rozdział XXI "Przeleciało" [Ann]

Moje życie biegło nie strudzenie. Żyłam w rutynie. Cały piąty rok, który był, jest składowiskiem cierpienia, wiecznym powtarzaniem tych samych czynności. Wstawałam rano, szłam na śniadanie, lekcje, zebranie Gwardii Dumbledora, jadłam coś, robiłam lekcje,  szłam spać.
Seny były najgorsze. Gdy kładłam się na łóżku, do moich nozdrzy dochodził zapach nie istniejącej czekolady, białej czekolady.
Na tym roku w ocenach szło mi nadzwyczaj dobrze.
Byłam wypluta z życia, co widzieli tylko Harry, Herimiona i Ginny, może jeszcze ktoś o kim nie wiem.
Nadszedł pamiętny dla mnie dzień, nie wiem czemu ten, ale niech już będzie.

***

-Ann nie moge już na Ciebie patrzeć!-krzyknęła Hermiona.
-To zamknij oczy-powiedziałam bez uczuć, nie podnosząc głowy znad książki.
-Hermiona ma racje Ann, to zaszło za daleko, żyjesz w innym wymiarze. Jasne dobrze Ci idzie w szkole, ale co z tego jak jesteś wiecznie obojętna, a nawet smutna.-krzyknął Harry obejmując mnie, gdy poczułam jego uścisk odskoczyłam, jakby mnie obarzył.
-Przepraszam muszę iść.-powiedziałam prawie przez łzy, wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z biblioteki.
Moje nogi wiodły mnie, bez kontroli mojego mózgu. I oto widać moje szczęście. Biegnąc przez hole trafiłam na jedną z dwóch osób, których nie chciałam widzieć. Kórcze tylke osób się tu uczy, a ja trafiam na NIEGO. Moje książki rozsypały się, a z oczu nie przestawały lecieć łzy. Przedemną stał Ron. Miałam chwilowy paraliż. Stałam i patrzyłam mu w oczy. Otrząsnęłam się na głos czarnowłosego.
-Ann!-krzyczał Harry. Pomógł mi pozbierać książki, a raczej pozbierał je, bo ja nadal patrzyłam w oczy rudzielca. Były piękne, ich błękit przypomniał mi w pierwszej chwili wszystko co najpiękniejsze, cały poprzedni rok, poczółam zapach i smak białej czekolady, książek, dźwięk jego śmiechu. Gdy to wszystko do mnie doszło, moje serce zaczęło krwawić mocniej, co okazało łzami płynącymi, a właściwie lejącymi się  z moich oczy. Harry wziął książki w jedną ręke, a drugą objął mnie i zabrał. Mimo wolnie odwracałam się ku błękitnookiemu, aż straciłam go z oczu. Nie wiem, gdzie bylismy, może w pokoju życzeń, albo w jedo sypialni. Jedyne czego byłam pewna to tego, że leżałam razem z nim na łóżku, tuląc się do niego i płacząc, poprostu płacząc,  a on mnie przytulał.

***

Okazało się, że była to jego sypialnia. Gdy za oknem słońce chyliło się ku zachodowi do pomieszczenia wszedł Ron. Pare minut temu się uspokojiłam i zaczęłiśmy normalnie rozmawiać, ale na jego widok, wszystko prysło, znów przed oczami przelatywało to co boli. Był moim wyrokiem, byłam więźniem, któremu, życie przelatuje przed oczami, a on był katem i karą w jednym. 
Nie wiem co mną kierowało, ale wstałam zapłakana i podeszłam do Rona. Był mikczący, mierzyliśmy się wzrokiem dobre pare minut. Nagle bez ostrzerzenia rudzielec mnie przytulił. Przytulił mnie mocno, a na wtulałam się w jedo tors. Brakowało mi go, nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo. 
-Tęskniłem Ann-szepnął mi do ucha. 
-Ja też-wyszeptałam jeszcze ciszej. Ucałował moje włosy, objął mnie mocniej i stał, stał tak ze mną nie ruszjąc się, w pomieszczeniu było tak cicho, że łyszałam bicie jego serca.
-Ann przepraszam-powiedział cichutko.-Przepraszam, że Cię zraniłem.
Po tych słowach znowu załegła cisza.

***

Oto 21 rozdział chciałabym, postaram się, aby od teraz wychodziły regularnie co wtorek.
Mam nadzieję, że mi się uda, wena do mnie wróciła i chcę ruszyć pełną parą.
Pozdrawiam Limonka ;*

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział XX "Hogwart, ale nie ten sam" [Ann]

Obudziłam się przed świtem, jak zawsze wstałam, ubrałam się (nie weźmie prysznica, bo nie wiem czy tam jakieś są~Limonka). Zwlokłam się po schodach już z torbą postanowiłam poczekać na innych w pokoju wspólnym. Był listopad od dwóch miesięcy byłam w Hogwarcie i już chciałam wracać, za długo. Umbrig dawała wszystkim w kość, a moje relacje z Ronem uciekły. Ostatnio nasze rozmowy ograniczyły się do "Cześć" i "Harry/Hermiona/Ginny prosiła/prosił abyś podszedł/podeszła". Ron i Lavender oficjalnie byli parą, a wszystkie słowa, zdania wymienione w Norze były kłamstwem. Od razu po wejściu na peron Lav zaczęła całować rudzielca potem zaciągnęła go do pociągu i zamknęła drzwi, a zasłonki szczelnie zasłoniła. O ich obecności świadczyły: światło w przedziale i odgłosy pocałunków czy słodkich słówek. Głównie to Lav wzdychała lub mówiła. Nie chce wiedzieć co się tam wyrabiało, starczy mi to, że Brown cały czas o tym nawija w pokoju wspólnym, dormitorium wszędzie gdzie tylko się da. Mówi czego to on nie powiedział, nie zrobił, nie obiecał. Gdy się zbliża uciekam byle dalej, dlatego chodzę wiecznie nie wyspana, bo nawija do północy. Tylko Gin mnie wspiera teraz to właściwie tylko z nią rozmawiam. Harry jest zajęty Cho, a Hermiona jeśli nie wertuje książek to flirtuje z Lee Jordanem.
Zaczyna świtać. Na kominku ogień syczy cichutko i przyjemnie, zamykam oczy, aby wsłuchać się w jego brzmienie. Nagle ktoś zasłania mi oczy rękami. Czuje dłonie większe od moich, znam je bardzo dobrze, choć tak dawno nie były blisko mnie. Odwracam się w tym samym momencie, co mnie puszczają. Widzę Rona. Zrywam się na nogi, wiedziałam, że to on nigdy bym nie pomyliła tych dłoni, ale łudziłam się, że zobaczę kogoś innego. Wlepiam wzrok w podłogę, aby uniknąć jego wzroku. Wychodzę z pokoju wspólnego i biegnę po schodach to sypialni. Rzucam się na łóżko i płaczę, a za oknem wschodzi słońce.
Zmuszam się do podniesienia słysząc krzątaninę i głos blondynki.
-Ron wczoraj obiecał, że dziś będziemy się całować przez cały dzień, bo już niedługo święta, a mówiłam wam już, że zaprosił mnie do swojego domu, abyśmy mogli być razem....-jej paplanina nie miała końca, za to moja cierpliwość i owszem.
-Mówisz to codziennie, po dwadzieścia razy!-wybuchnęłam.-Nie masz o czym paplać tylko o tym jaki to on nie jest czego ci nie obiecał, czego nie zrobił...Zamknij się, albo zacznij gadać o czymś innym!!!-wydarłam się na nią, a podczas mojej przemowy, zdarzały się coraz częściej panowała cisza. Następnie jak zwykle obiekt mojego potępienia rozryczał się wybiegł z sypialni za drzwiami stał już Ron i prosił, abym podeszła, a panną RYCZĘ zajęły się jej przyjaciółki. Odepchnęłam Rona i wyszłam nie miałam ochoty na rozmowę.
-Ann-złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Czego?!?-krzyknęłam, a on przyciągnął mnie bliżej i szykował się do pocałunku. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Wpadłam Harremu w ramiona właśnie rozmawiał z Ginny. Ostatnio często to im się żaliłam więc czemu dziś miałoby być inaczej?
-Co jest?-spytała rudowłosa, gdy czarnowłosy tulił mnie do piersi.
-To co zawsze?-zadał pytanie nie wypuszczając mnie z objęć. Otarłam łzy, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się na pięcie zmierzając do Lavender. Potter i Weasleyówna pobiegli za mną, ale nie mogli mnie zatrzymać. Już po minucie wpadłam do pomieszczenia.
-Lavender!!!-wrzasnęłam, a ona odwróciła się w moją stronę.-Posłuchaj mnie ty...(Podła, walnięta, *******~Limonka) przestań ryczeć o to, że ktoś obrzuca cię prawdą w twarz, jeśli jeszcze raz naślesz na mnie tego swojego chłopaka za zamienię go w ropuszkę lub trwale okaleczę więc z łaski swojej przestań mnie denerwować na taką skale!!!Wyraziłam się jasno???-moja cierpliwość była teraz tylko wspomnieniem jak letni poranek w zimowy wieczór. To co stało się potem było zaskakujące i wywróciło mój świat do góry nogami i w poprzek. Hermiona podeszła objęła Lav i odezwała się do mnie:
-Nie jesteś lepsza więc daj się innym cieszyć ze szczęśliwego związku!!! Jak ci się nie spodoba to wynocha!!!
Odwróciłam się wzięłam swój kufer i wyszłam. Na szczęście zawsze jestem spakowana więc dorzuciłam piżamę i książki z szafki, wyszłam. Kierowałam się do gabinetu profesora Dumbledora. Miałam już plan na nowe życie, ale Gryffindoru w nim nie było. Wszyscy uczniowi patrzyli na mnie jak idę przez korytarze z latającym kufrem za sobą. Doszłam do gabinetu dyrektora i zapukałam.
-Proszę wejść-odparł przyjazny głos.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Witaj moje dziecko w czym mogę ci pomóc?-spytał. W mojej głowie to była przyjemna rozmowa, po której świat miał się zmienić. Jeszcze kilka sekund temu byłam pewna co mówić, ale teraz nic nie wiedziałam.
-Ja zabłądziłam-palnąłem i wybiegłam nie oglądając się na wołania. Biegłam, aż dotarłam do najbliższego kąta, gdzie się skuliłam i płakałam (fontanna level hard~Limonka).
Nie wiem ile to trwało, ale zdawało się, że słońce zaszło z piętnaście razy, ale już nie wzeszło. Moje życie legło w gruzach. Nie wiem czy ktokolwiek mógłby je poskładać. Gdybym była mugolem, jestem w połowie więc mogę się w połowie łudzić (Fack lodzik~Limonka), że tylko magik mógłby to naprawić. Teraz widzę, że nic nie ma sensu, i że będąc czarodziejką w połowie życie traci smak. Mój mózg myśli, a to niebezpieczne dla świata jeszcze wyduma wojnę nuklearną, albo ujawni świat magi (Nie myśl kobieto, bo będzie kaszanka, nie lubię kaszanki...to taka kiełbasa?~Limonka myśli, a to jeszcze gorsze^^). W moim rogu siedziałam...długo. Nie wiem co mam robić. Nie potrafię sobie wyobrazić dalszej przyszłości. Zawsze myślałam, że skończę Hogwart, w którym poznam przystojnego czarodzieja, a potem będę miała zwykłą pracę mugola, dzieci, które też skończą Hogwart, następnie się zestarzeję, a mój mąż będzie ze mną zawsze do końca, będzie mnie słuchał i śmiał się ze mną (Jak romantyczna idea życie~Limonka). Siedziałam sama, a czas płynął i nie miał nade mną władzy.

*
Mój doczekany 20 rozdział. Jak już mówiłam miał być wyjątkowy i wydaje mi się, że taki jest. Wydaje mi się, że napisałam więcej i mi się nie zapisało, ale już sama nie jestem pewna. Mam nadzieję, że się spodoba.
Buziaki Limonka ;*

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział XIX "Spotkanie" [Ann]

Obudziłam się. Sama nie wiem jak znalazłam się w swoim łóżku. Spojrzałam na zegarek. Był 31 lipca, czyli urodziny Harry'ego. Co się działo ze mną przez ostatnie dni, nie wiem. Ostatnie co pamiętam to delikatnie zimny powiew wiatru na balkonie u Hermiony, gdy nic jej nie mówiąc czekałam na odpowiedź od Rona, choć małe prawdopodobieństwo, aby kiedykolwiek przyszedł.
Wstałam z łóżka. Mój kufer był już spakowany, mama pamiętała o wszystkim lepiej niż ja. Teraz musiałam jeszcze tylko ubrać coś na siebie, zjeść i teleportować się wraz z Harrym do Nory. Bałam się tego dnia. Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać.
Było koło szesnastej, gdy do naszego domu zapukali państwo Weasley'owie z zielonookim. Na ich widok dostałam przypływu energii. Zbiegłam do końca schodów i wpadłam Harry'emu w ramiona. Tak mi go brakowało. Moja mama zaczęła rozmawiać z Molly, gdy ja wyszłam z uścisku czarnowłosego. Moje oczy są jakieś trefne, zawsze trafię nimi w miejsce, którego nie chciałam zobaczyć, bowiem za człowiekiem, do którego cały czas przylegałam, jak pijawka, stał rudzielec. Zobaczyłam jego oczy, następnie piegowaty nos, rude włosy delikatnie opadające na czoło i usta (Pocałuj albo zdziel gazetą xD ~Nyrim). Odruchowo się cofnęłam, ale on rozłożył ręce, jakby chciał mnie przytulić. Przed oczami stanęło mi jakby zdjęcie, cała masa naszych pobytów w bibliotece, pokoju wspólnym. Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Jego usta poruszyły się, ale nie wydały żadnego dźwięku, z tego ruchu jednak odczytałam wszystko. Mówił "Przepraszam cię", jego oczy też zaszkliły się. Nie potrafiłam się powstrzymać i podbiegłam do niego, rzuciłam się mu w ramiona. Ścisnął mnie mocno, tak jakby miał mnie stracić. Spojrzałam mu w oczy, ale ich nie było. Byłam obejmowana przez Lavender Brown, która przytykała mi nóż do gardła. Chciałam krzyczeć, ale ona mi nie pozwalała. Objęła mnie mocno i rzuciła ku morzu (Kurna skąd tam morze? Chyba będziesz musiała odstawić czekoladę... Czy co tam ty wąchasz... O_o ~Nyrim). Ostatnie co zobaczyłam to Rona migdalącego się z tą... dziewczyną.
Obudziłam się z krzykiem i prawie spadłam z balkonu u Hermiony. Więc to był tylko sen. Dopiero zaczynało świtać. Na stole leżał list do mnie od Rona.
Bez wahania chwyciłam kopertę i przeczytałam:

Hej Ann,
To nie moja wina, ta cała sytuacja dzisiaj na Pokątnej. Nawet nie wiedziałam, że tam będzie. Chciałem z tobą porozmawiać, ale uciekłaś i nie mogłem cię znaleźć.
Lavender widziała jak czekam na ciebie z kwiatami. "Przypadkiem" wytrąciła mi je z rąk i obiecała, że kupi nowe. Musiała widzieć jak idziesz w moim kierunku, bo dopiero wtedy je przyniosła, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła całować.
Odepchnąłem ja, ale było za późno.
Ann zrozum, kocham tylko ciebie.
Napisz do mnie, błagam
Na zawsze twój Ron

Łzy popłynęły mi po policzkach, a więc to mnie kocha, a nie tą... Brown. Kamień spadł mi z serca. 
Pobiegłam do pokoju Hermiony, gdzie miałam spać, weszłam pod kołdrę i, z listem przy piersi, zasnęłam, a mój koszmar już się nie powtórzył.
Obudziłam się 31 lipca. Tym razem to nie był sen, a ja byłam gotowa na ten dzień. Wymieniliśmy z Ronem jeszcze ze trzy listy, ale prawdziwym psychologiem okazał się Harry. Widywaliśmy się po trzy razy dziennie, a on sprawił, że było ze mną lepiej.
Gdy Weasley'owie zabrali nas była szesnasta. Teleportacja wydaje się w porządku, gdy już miną mdłości. Stałam przed Norą. Jeszcze kilkanaście dni temu bałabym się tego. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do domu.
Od razu za drzwiami stał Ron. Rzuciłam się mu na szyje, a on szepnął mi do ucha "Kocham cię i nigdy już nie przestanę"

*

Oto kolejna notka! ^^ Następna będzie już 20 i obiecuje będzie szybciej. Nadrobię i cały świat będzie miał tą samą datę co Ann.
Teraz powiem wam po prostu buziaki ;3  Miłego czytania! <3
Limonka ;*