Obudziłam
się przed świtem, jak zawsze wstałam, ubrałam się (nie weźmie
prysznica, bo nie wiem czy tam jakieś są~Limonka). Zwlokłam się
po schodach już z torbą postanowiłam poczekać na innych w pokoju
wspólnym. Był listopad od dwóch miesięcy byłam w Hogwarcie i już
chciałam wracać, za długo. Umbrig dawała wszystkim w kość, a
moje relacje z Ronem uciekły. Ostatnio nasze rozmowy ograniczyły
się do "Cześć" i "Harry/Hermiona/Ginny prosiła/prosił abyś podszedł/podeszła". Ron i
Lavender oficjalnie byli parą, a wszystkie słowa, zdania wymienione
w Norze były kłamstwem. Od razu po wejściu na peron Lav zaczęła
całować rudzielca potem zaciągnęła go do pociągu i zamknęła
drzwi, a zasłonki szczelnie zasłoniła. O ich obecności
świadczyły: światło w przedziale i odgłosy pocałunków czy
słodkich słówek. Głównie to Lav wzdychała lub mówiła. Nie
chce wiedzieć co się tam wyrabiało, starczy mi to, że Brown cały
czas o tym nawija w pokoju wspólnym, dormitorium wszędzie gdzie
tylko się da. Mówi czego to on nie powiedział, nie zrobił, nie
obiecał. Gdy się zbliża uciekam byle dalej, dlatego chodzę
wiecznie nie wyspana, bo nawija do północy. Tylko Gin mnie wspiera
teraz to właściwie tylko z nią rozmawiam. Harry jest zajęty Cho,
a Hermiona jeśli nie wertuje książek to flirtuje z Lee Jordanem.
Zaczyna
świtać. Na kominku ogień syczy cichutko i przyjemnie, zamykam
oczy, aby wsłuchać się w jego brzmienie. Nagle ktoś zasłania mi
oczy rękami. Czuje dłonie większe od moich, znam je bardzo dobrze,
choć tak dawno nie były blisko mnie. Odwracam się w tym samym
momencie, co mnie puszczają. Widzę Rona. Zrywam się na nogi,
wiedziałam, że to on nigdy bym nie pomyliła tych dłoni, ale
łudziłam się, że zobaczę kogoś innego. Wlepiam wzrok w podłogę,
aby uniknąć jego wzroku. Wychodzę z pokoju wspólnego i biegnę po
schodach to sypialni. Rzucam się na łóżko i płaczę, a za oknem
wschodzi słońce.
Zmuszam
się do podniesienia słysząc krzątaninę i głos blondynki.
-Ron
wczoraj obiecał, że dziś będziemy się całować przez cały
dzień, bo już niedługo święta, a mówiłam wam już, że
zaprosił mnie do swojego domu, abyśmy mogli być razem....-jej
paplanina nie miała końca, za to moja cierpliwość i owszem.
-Mówisz
to codziennie, po dwadzieścia razy!-wybuchnęłam.-Nie masz o czym
paplać tylko o tym jaki to on nie jest czego ci nie obiecał, czego
nie zrobił...Zamknij się, albo zacznij gadać o czymś
innym!!!-wydarłam się na nią, a podczas mojej przemowy, zdarzały
się coraz częściej panowała cisza. Następnie jak zwykle obiekt
mojego potępienia rozryczał się wybiegł z sypialni za drzwiami
stał już Ron i prosił, abym podeszła, a panną RYCZĘ zajęły
się jej przyjaciółki. Odepchnęłam Rona i wyszłam nie miałam
ochoty na rozmowę.
-Ann-złapał
mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Czego?!?-krzyknęłam,
a on przyciągnął mnie bliżej i szykował się do pocałunku.
Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Wpadłam
Harremu w ramiona właśnie rozmawiał z Ginny. Ostatnio często to
im się żaliłam więc czemu dziś miałoby być inaczej?
-Co
jest?-spytała rudowłosa, gdy czarnowłosy tulił mnie do piersi.
-To
co zawsze?-zadał pytanie nie wypuszczając mnie z objęć. Otarłam
łzy, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się na pięcie
zmierzając do Lavender. Potter i Weasleyówna pobiegli za mną, ale
nie mogli mnie zatrzymać. Już po minucie wpadłam do pomieszczenia.
-Lavender!!!-wrzasnęłam,
a ona odwróciła się w moją stronę.-Posłuchaj mnie ty...(Podła,
walnięta, *******~Limonka) przestań ryczeć o to, że ktoś obrzuca
cię prawdą w twarz, jeśli jeszcze raz naślesz na mnie tego
swojego chłopaka za zamienię go w ropuszkę lub trwale okaleczę
więc z łaski swojej przestań mnie denerwować na taką
skale!!!Wyraziłam się jasno???-moja cierpliwość była teraz tylko
wspomnieniem jak letni poranek w zimowy wieczór. To co stało się
potem było zaskakujące i wywróciło mój świat do góry nogami i
w poprzek. Hermiona podeszła objęła Lav i odezwała się do mnie:
-Nie
jesteś lepsza więc daj się innym cieszyć ze szczęśliwego
związku!!! Jak ci się nie spodoba to wynocha!!!
Odwróciłam
się wzięłam swój kufer i wyszłam. Na szczęście zawsze jestem
spakowana więc dorzuciłam piżamę i książki z szafki, wyszłam.
Kierowałam się do gabinetu profesora Dumbledora. Miałam już plan
na nowe życie, ale Gryffindoru w nim nie było. Wszyscy uczniowi
patrzyli na mnie jak idę przez korytarze z latającym kufrem za
sobą. Doszłam do gabinetu dyrektora i zapukałam.
-Proszę
wejść-odparł przyjazny głos.
-Dzień
dobry-powiedziałam.
-Witaj
moje dziecko w czym mogę ci pomóc?-spytał. W mojej głowie to była
przyjemna rozmowa, po której świat miał się zmienić. Jeszcze
kilka sekund temu byłam pewna co mówić, ale teraz nic nie
wiedziałam.
-Ja
zabłądziłam-palnąłem i wybiegłam nie oglądając się na
wołania. Biegłam, aż dotarłam do najbliższego kąta, gdzie się
skuliłam i płakałam (fontanna level hard~Limonka).
Nie
wiem ile to trwało, ale zdawało się, że słońce zaszło z
piętnaście razy, ale już nie wzeszło. Moje życie legło w
gruzach. Nie wiem czy ktokolwiek mógłby je poskładać. Gdybym była
mugolem, jestem w połowie więc mogę się w połowie łudzić (Fack
lodzik~Limonka), że tylko magik mógłby to naprawić. Teraz widzę,
że nic nie ma sensu, i że będąc czarodziejką w połowie życie
traci smak. Mój mózg myśli, a to niebezpieczne dla świata jeszcze
wyduma wojnę nuklearną, albo ujawni świat magi (Nie myśl kobieto,
bo będzie kaszanka, nie lubię kaszanki...to taka kiełbasa?~Limonka
myśli, a to jeszcze gorsze^^). W moim rogu siedziałam...długo. Nie
wiem co mam robić. Nie potrafię sobie wyobrazić dalszej
przyszłości. Zawsze myślałam, że skończę Hogwart, w którym
poznam przystojnego czarodzieja, a potem będę miała zwykłą pracę
mugola, dzieci, które też skończą Hogwart, następnie się
zestarzeję, a mój mąż będzie ze mną zawsze do końca, będzie
mnie słuchał i śmiał się ze mną (Jak romantyczna idea
życie~Limonka). Siedziałam sama, a czas płynął i nie miał nade
mną władzy.
*
Mój
doczekany 20 rozdział. Jak już mówiłam miał być wyjątkowy i
wydaje mi się, że taki jest. Wydaje mi się, że napisałam więcej
i mi się nie zapisało, ale już sama nie jestem pewna. Mam
nadzieję, że się spodoba.
Buziaki
Limonka ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz