środa, 17 grudnia 2014

Rozdział XX "Hogwart, ale nie ten sam" [Ann]

Obudziłam się przed świtem, jak zawsze wstałam, ubrałam się (nie weźmie prysznica, bo nie wiem czy tam jakieś są~Limonka). Zwlokłam się po schodach już z torbą postanowiłam poczekać na innych w pokoju wspólnym. Był listopad od dwóch miesięcy byłam w Hogwarcie i już chciałam wracać, za długo. Umbrig dawała wszystkim w kość, a moje relacje z Ronem uciekły. Ostatnio nasze rozmowy ograniczyły się do "Cześć" i "Harry/Hermiona/Ginny prosiła/prosił abyś podszedł/podeszła". Ron i Lavender oficjalnie byli parą, a wszystkie słowa, zdania wymienione w Norze były kłamstwem. Od razu po wejściu na peron Lav zaczęła całować rudzielca potem zaciągnęła go do pociągu i zamknęła drzwi, a zasłonki szczelnie zasłoniła. O ich obecności świadczyły: światło w przedziale i odgłosy pocałunków czy słodkich słówek. Głównie to Lav wzdychała lub mówiła. Nie chce wiedzieć co się tam wyrabiało, starczy mi to, że Brown cały czas o tym nawija w pokoju wspólnym, dormitorium wszędzie gdzie tylko się da. Mówi czego to on nie powiedział, nie zrobił, nie obiecał. Gdy się zbliża uciekam byle dalej, dlatego chodzę wiecznie nie wyspana, bo nawija do północy. Tylko Gin mnie wspiera teraz to właściwie tylko z nią rozmawiam. Harry jest zajęty Cho, a Hermiona jeśli nie wertuje książek to flirtuje z Lee Jordanem.
Zaczyna świtać. Na kominku ogień syczy cichutko i przyjemnie, zamykam oczy, aby wsłuchać się w jego brzmienie. Nagle ktoś zasłania mi oczy rękami. Czuje dłonie większe od moich, znam je bardzo dobrze, choć tak dawno nie były blisko mnie. Odwracam się w tym samym momencie, co mnie puszczają. Widzę Rona. Zrywam się na nogi, wiedziałam, że to on nigdy bym nie pomyliła tych dłoni, ale łudziłam się, że zobaczę kogoś innego. Wlepiam wzrok w podłogę, aby uniknąć jego wzroku. Wychodzę z pokoju wspólnego i biegnę po schodach to sypialni. Rzucam się na łóżko i płaczę, a za oknem wschodzi słońce.
Zmuszam się do podniesienia słysząc krzątaninę i głos blondynki.
-Ron wczoraj obiecał, że dziś będziemy się całować przez cały dzień, bo już niedługo święta, a mówiłam wam już, że zaprosił mnie do swojego domu, abyśmy mogli być razem....-jej paplanina nie miała końca, za to moja cierpliwość i owszem.
-Mówisz to codziennie, po dwadzieścia razy!-wybuchnęłam.-Nie masz o czym paplać tylko o tym jaki to on nie jest czego ci nie obiecał, czego nie zrobił...Zamknij się, albo zacznij gadać o czymś innym!!!-wydarłam się na nią, a podczas mojej przemowy, zdarzały się coraz częściej panowała cisza. Następnie jak zwykle obiekt mojego potępienia rozryczał się wybiegł z sypialni za drzwiami stał już Ron i prosił, abym podeszła, a panną RYCZĘ zajęły się jej przyjaciółki. Odepchnęłam Rona i wyszłam nie miałam ochoty na rozmowę.
-Ann-złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Czego?!?-krzyknęłam, a on przyciągnął mnie bliżej i szykował się do pocałunku. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie. Wpadłam Harremu w ramiona właśnie rozmawiał z Ginny. Ostatnio często to im się żaliłam więc czemu dziś miałoby być inaczej?
-Co jest?-spytała rudowłosa, gdy czarnowłosy tulił mnie do piersi.
-To co zawsze?-zadał pytanie nie wypuszczając mnie z objęć. Otarłam łzy, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się na pięcie zmierzając do Lavender. Potter i Weasleyówna pobiegli za mną, ale nie mogli mnie zatrzymać. Już po minucie wpadłam do pomieszczenia.
-Lavender!!!-wrzasnęłam, a ona odwróciła się w moją stronę.-Posłuchaj mnie ty...(Podła, walnięta, *******~Limonka) przestań ryczeć o to, że ktoś obrzuca cię prawdą w twarz, jeśli jeszcze raz naślesz na mnie tego swojego chłopaka za zamienię go w ropuszkę lub trwale okaleczę więc z łaski swojej przestań mnie denerwować na taką skale!!!Wyraziłam się jasno???-moja cierpliwość była teraz tylko wspomnieniem jak letni poranek w zimowy wieczór. To co stało się potem było zaskakujące i wywróciło mój świat do góry nogami i w poprzek. Hermiona podeszła objęła Lav i odezwała się do mnie:
-Nie jesteś lepsza więc daj się innym cieszyć ze szczęśliwego związku!!! Jak ci się nie spodoba to wynocha!!!
Odwróciłam się wzięłam swój kufer i wyszłam. Na szczęście zawsze jestem spakowana więc dorzuciłam piżamę i książki z szafki, wyszłam. Kierowałam się do gabinetu profesora Dumbledora. Miałam już plan na nowe życie, ale Gryffindoru w nim nie było. Wszyscy uczniowi patrzyli na mnie jak idę przez korytarze z latającym kufrem za sobą. Doszłam do gabinetu dyrektora i zapukałam.
-Proszę wejść-odparł przyjazny głos.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Witaj moje dziecko w czym mogę ci pomóc?-spytał. W mojej głowie to była przyjemna rozmowa, po której świat miał się zmienić. Jeszcze kilka sekund temu byłam pewna co mówić, ale teraz nic nie wiedziałam.
-Ja zabłądziłam-palnąłem i wybiegłam nie oglądając się na wołania. Biegłam, aż dotarłam do najbliższego kąta, gdzie się skuliłam i płakałam (fontanna level hard~Limonka).
Nie wiem ile to trwało, ale zdawało się, że słońce zaszło z piętnaście razy, ale już nie wzeszło. Moje życie legło w gruzach. Nie wiem czy ktokolwiek mógłby je poskładać. Gdybym była mugolem, jestem w połowie więc mogę się w połowie łudzić (Fack lodzik~Limonka), że tylko magik mógłby to naprawić. Teraz widzę, że nic nie ma sensu, i że będąc czarodziejką w połowie życie traci smak. Mój mózg myśli, a to niebezpieczne dla świata jeszcze wyduma wojnę nuklearną, albo ujawni świat magi (Nie myśl kobieto, bo będzie kaszanka, nie lubię kaszanki...to taka kiełbasa?~Limonka myśli, a to jeszcze gorsze^^). W moim rogu siedziałam...długo. Nie wiem co mam robić. Nie potrafię sobie wyobrazić dalszej przyszłości. Zawsze myślałam, że skończę Hogwart, w którym poznam przystojnego czarodzieja, a potem będę miała zwykłą pracę mugola, dzieci, które też skończą Hogwart, następnie się zestarzeję, a mój mąż będzie ze mną zawsze do końca, będzie mnie słuchał i śmiał się ze mną (Jak romantyczna idea życie~Limonka). Siedziałam sama, a czas płynął i nie miał nade mną władzy.

*
Mój doczekany 20 rozdział. Jak już mówiłam miał być wyjątkowy i wydaje mi się, że taki jest. Wydaje mi się, że napisałam więcej i mi się nie zapisało, ale już sama nie jestem pewna. Mam nadzieję, że się spodoba.
Buziaki Limonka ;*

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział XIX "Spotkanie" [Ann]

Obudziłam się. Sama nie wiem jak znalazłam się w swoim łóżku. Spojrzałam na zegarek. Był 31 lipca, czyli urodziny Harry'ego. Co się działo ze mną przez ostatnie dni, nie wiem. Ostatnie co pamiętam to delikatnie zimny powiew wiatru na balkonie u Hermiony, gdy nic jej nie mówiąc czekałam na odpowiedź od Rona, choć małe prawdopodobieństwo, aby kiedykolwiek przyszedł.
Wstałam z łóżka. Mój kufer był już spakowany, mama pamiętała o wszystkim lepiej niż ja. Teraz musiałam jeszcze tylko ubrać coś na siebie, zjeść i teleportować się wraz z Harrym do Nory. Bałam się tego dnia. Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać.
Było koło szesnastej, gdy do naszego domu zapukali państwo Weasley'owie z zielonookim. Na ich widok dostałam przypływu energii. Zbiegłam do końca schodów i wpadłam Harry'emu w ramiona. Tak mi go brakowało. Moja mama zaczęła rozmawiać z Molly, gdy ja wyszłam z uścisku czarnowłosego. Moje oczy są jakieś trefne, zawsze trafię nimi w miejsce, którego nie chciałam zobaczyć, bowiem za człowiekiem, do którego cały czas przylegałam, jak pijawka, stał rudzielec. Zobaczyłam jego oczy, następnie piegowaty nos, rude włosy delikatnie opadające na czoło i usta (Pocałuj albo zdziel gazetą xD ~Nyrim). Odruchowo się cofnęłam, ale on rozłożył ręce, jakby chciał mnie przytulić. Przed oczami stanęło mi jakby zdjęcie, cała masa naszych pobytów w bibliotece, pokoju wspólnym. Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Jego usta poruszyły się, ale nie wydały żadnego dźwięku, z tego ruchu jednak odczytałam wszystko. Mówił "Przepraszam cię", jego oczy też zaszkliły się. Nie potrafiłam się powstrzymać i podbiegłam do niego, rzuciłam się mu w ramiona. Ścisnął mnie mocno, tak jakby miał mnie stracić. Spojrzałam mu w oczy, ale ich nie było. Byłam obejmowana przez Lavender Brown, która przytykała mi nóż do gardła. Chciałam krzyczeć, ale ona mi nie pozwalała. Objęła mnie mocno i rzuciła ku morzu (Kurna skąd tam morze? Chyba będziesz musiała odstawić czekoladę... Czy co tam ty wąchasz... O_o ~Nyrim). Ostatnie co zobaczyłam to Rona migdalącego się z tą... dziewczyną.
Obudziłam się z krzykiem i prawie spadłam z balkonu u Hermiony. Więc to był tylko sen. Dopiero zaczynało świtać. Na stole leżał list do mnie od Rona.
Bez wahania chwyciłam kopertę i przeczytałam:

Hej Ann,
To nie moja wina, ta cała sytuacja dzisiaj na Pokątnej. Nawet nie wiedziałam, że tam będzie. Chciałem z tobą porozmawiać, ale uciekłaś i nie mogłem cię znaleźć.
Lavender widziała jak czekam na ciebie z kwiatami. "Przypadkiem" wytrąciła mi je z rąk i obiecała, że kupi nowe. Musiała widzieć jak idziesz w moim kierunku, bo dopiero wtedy je przyniosła, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła całować.
Odepchnąłem ja, ale było za późno.
Ann zrozum, kocham tylko ciebie.
Napisz do mnie, błagam
Na zawsze twój Ron

Łzy popłynęły mi po policzkach, a więc to mnie kocha, a nie tą... Brown. Kamień spadł mi z serca. 
Pobiegłam do pokoju Hermiony, gdzie miałam spać, weszłam pod kołdrę i, z listem przy piersi, zasnęłam, a mój koszmar już się nie powtórzył.
Obudziłam się 31 lipca. Tym razem to nie był sen, a ja byłam gotowa na ten dzień. Wymieniliśmy z Ronem jeszcze ze trzy listy, ale prawdziwym psychologiem okazał się Harry. Widywaliśmy się po trzy razy dziennie, a on sprawił, że było ze mną lepiej.
Gdy Weasley'owie zabrali nas była szesnasta. Teleportacja wydaje się w porządku, gdy już miną mdłości. Stałam przed Norą. Jeszcze kilkanaście dni temu bałabym się tego. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do domu.
Od razu za drzwiami stał Ron. Rzuciłam się mu na szyje, a on szepnął mi do ucha "Kocham cię i nigdy już nie przestanę"

*

Oto kolejna notka! ^^ Następna będzie już 20 i obiecuje będzie szybciej. Nadrobię i cały świat będzie miał tą samą datę co Ann.
Teraz powiem wam po prostu buziaki ;3  Miłego czytania! <3
Limonka ;*

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział XVIII "Bywało gorzej?" [Ann]

Gdy wypuścił mnie z ramion moje spojrzenie padło najpierw na jego pierś, a zaraz potem na usta, piegowaty nos i błękitne oczy. Te oczy miały w sobie coś takiego, co mnie hipnotyzowało. Zamrugałam kilka razy, by otrząsnąć się z chwilowego stanu niemocy.
-Kupiłam prezent-rzekłam, gdy cisza przedłużała się dłużej niż powinna.
-Ja też-podniósł małą paczkę starannie opakowaną. Westchnęłam ciężko. Coś się stało, ale co? Co zniszczyło to, co było takie piękne? Odpowiedź wysunęła się zza pleców rudzielca, a na imię jej było Lavender Brown. W jednej chwili wszystkie piękne wspomnienia, listy czytane przed snem i tulone do poduszki, rozmowy, nauka, a nawet jedzenie czekolady, znikło. Jej osoba roztrzaskała je w pył nie do sklejenia.
-Ty draniu!-krzyknęłam, przywaliłam mu w piegowatą twarz, która kilka chwil wcześniej dawała mi tyle szczęścia i radości. Odwróciłam się powoli, a Lav podbiegła do piegusa (Takie pyszne ciastka. Omnomnom! Ja chce pieguska ~Limonka)
-Ron, Aniołku bolało jak spadłeś z nieba?-gładziła jego cudown… niecudowną twarz, mierzwiła płomienne włosy, a ja nie wytrzymawszy, odwróciłam się i w akcie desperacji wypaliłam, a moje słowa były skierowane wprost ku kre…pannie Brown.
-Bo patrząc na twoją gębę, to musiałaś ostro zaryć o ziemie-rzekłam, obróciłam się na pięcie i puki nie znikłam im z oczu szłam z zadartą w górę głową i myślałam, by nie płakać. Jednak, gdy tylko dotarłam do najbliższego zakrętu, moje oczy zmieniły się w prysznic, powódź czy jak kto woli (FONTANNA! ~Nyrim).
Zrozpaczona usiadłam na schodkach i ukrywszy twarz w dłoniach zalewałam ulicę. Co chwile mijali mnie różni czarodzieje i czarownie, ale nikt nie zwracał uwagi na małą płaczącą dziewczynkę, która wyglądała raczej na dziecko zgubione przez rodziców przez nieuwagę w sklepie z zabawkami niż na załamaną nastolatkę. Płakałam długo, trudno zliczyć ile, nie potrafiłam już nawet liczyć łez, minut, sekund czy chociażby godzin udręki. Dość, że ściemniało, gdy natknęła się na mnie dziewczyna, na której widok jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jeśli szczęściem można nazwać roztrzęsienie po utracie kogoś… takiego.
-Ann? Co tu robisz?-spytała Hermiona Granger. Podniosłam wzrok, pewnie wyglądałam żałośnie, zapłakana z tęsknoty za kimś kto nie pierwszy raz zniszczył mi serduszko (Ooooo ;( ~ Lime).
-Płaczę-odpowiedziałam jak małe dziecko i na nowo ruszyłam z trybem fontanna (Mówiłam xD ~Nyrim).
-Zabiorę cię do siebie. Powiesz mamie, że mnie spotkałaś i zaprosiłam cię na noc-zaproponowała-Albo lepiej ja to zrobię-rzekła, gdy oceniła mój stan.
Hermiona zabrała mnie do siebie, przemycając do pokoju, a następnie posadziwszy mnie na łóżku przyniosła gorącą czekoladę.
-No, a teraz mów, co się stało?-podała mi czekoladę.
-Nic, to tylko…-biłam się z myślami, bo wcale nie miałam ochoty o tym rozmawiać, ale Granger nie dawała za wygraną. Pytała o wszystko, choć i tak wiedziała o wszystkim. Wiedziała, o co poszło, czemu płakałam, a nawet co robiłam na Pokątnej.
-Nie mam siły dłużej nie odpowiadać na twoje pytania-wydusiłam wreszcie, gdy ta spytała mnie "Czy Ron całował się z Lavender podczas, gdy zaprosił Ciebie na spotkanie?". Pokiwałam bezradnie głową.
-Ja go po prostu!!!-Zaczęła krzyczeć, ale nagle jej głos przeszedł w niebezpieczny ton, jakby nic się nie stało. Wzięła głęboki oddech i oznajmiła.-Napiszę do jego matki z prośbą o wychowanie-oznajmiła i wyszła z pokoju zostawiając mnie w osłupieniu. Dopiero po kilkunastu minutach doszło do mnie, co powiedziała przed wyjściem brunetka. Wstałam i wybiegłam z pokoju jakby mnie ktoś wystrzelił z armaty. Znalazłam ją przy oknie balkonu, jak tłumaczyła sowie, gdzie ma polecieć.
-Nie! Hermiona! Nie!-ale było już za późno. Sowa poleciała nim zdążyłam ją schwytać.
-Co jest Ann?-spytała zdziwiona. Sekundę później biegłam jakbym brała udział w maratonie (Biegu, biegu~ x3 ~Nyrim).
-Ten list, nie…-łapałam oddech. Bieganie po całym domostwie Państwa Grangerów było bardziej męczące niż myślałam.
-Co z nim? Wysłałam go do Rona, aby nie liczył na miłe powitanie.-odetchnęłam z ulgą, ale i tak nie mam stuprocentowej pewności, kto miał być jego adresatem, ani co ma przekazać. Innymi słowy, zawsze mogło być gorzej, nie?

*
Oto taki kolejny rozdział. 
Przepraszam, że tak późno, ale mój komputer odmówił posłuszeństwa.
Notka z dedykacją dla mojej przyjaciółki, Ani, która kilka dni temu obchodziła urodziny.
Liczę, że jej się spodoba.
Buziaki dla wszystkich 
Limonka ^.^

środa, 30 lipca 2014

Rozdział XVII "Dureń Drakuś I" [Ann]

Po tym jak ja i Harry skończyliśmy się całować powstała ta niezręczna cisza.
-Harry jak myślisz?-spytałam, gdy cisza wlokła się niezmiernie długo.
-Ale, że co?-spytał tak jakbym go wyrwała z zamyślenia.
-Chodzi mi o Rona-wywróciłam oczami.-Słuchaj, ja nie chcę być niegrzeczna, ale to co się stało przed chwilą, ten pocałunek.-przerwał mi gestem.
-Rozumiem, to była pomyłka. Zostanie miedzy nami. Prawda jest taka, że Ty powinnaś być z Ronem, a Ja z G...-przerwał, gdy doszło do niego, iż powiedział za dużo.
-Ginny ci się podoba?-spytałam podekscytowana.
-Tak-powiedział cicho spuszczając głowę- Ale jej nie powiesz, nie?-upewniał się.
-Pewnie, że tak-rzekłam z wymowną miną.-Szaleje za tobą od twojego pierwszego roku w Hogwarcie...-zatkałam ręką usta.-Nie mów jej-błagałam.
-Dobra, ale ty również ani słowa o moich uczuciach-postawił warunek.
-Okej, ale masz ją zaprosić na randkę jak tylko do nich pojedziemy. Wezmę gdzieś Rona, Hermionę, Freda i George'a, wykręcimy jakiś numer, a wy...-spojrzał na mnie.
-Chodźmy już, bo majaczysz.-poklepał mnie po ramieniu.
-Masz rację.-przyznałam i dałam się odprowadzić do domu. Następnie zjadłam pośpiesznie kolację i poszłam spać.
Śnił mi się Ron, a raczej spotkanie na Pokątnej. Gdy się obudziłam nie wiedziałam, czy to dobra decyzja, ale postanowiłam wybrać się na spotkanie. Taka czy owaka to była randka z rudzielcem (Jaram się, czo będzie dalej~Limonka).
Zeszłam na dół. przywitałam mnie moja mała Zuńka (Pieseeełek~ Nyrim). Zjadłam śniadanie, naleśniki (Om nom nom! Kochammm~Limonka).
-Mamo?-zagadnęłam, gdy przepyszny posiłek został zutylizowany w czeluściach mego organizmu.
-Tak, córeczko?-spojrzała na mnie i chwyciła tacę z naleśnikami podając mi.
-Nie-pokręciłam głową. Wzięłam głęboki oddech i spytałam-Mogę iść dziś sama na Pokątną, bo chciałam wybrać prezent Harry'emu?-blondynka (MAMA~Limonka) zmierzyła mnie wzrokiem, a ja pośpiesznie dodałam.-Nie będę sama. To znaczy będzie jeszcze ten Ron Weasley i Hermiona Granger, Ginny Weasley oraz zapewne ktoś jeszcze.-pochyliłam głowę.
-Dobrze-pozwoliła.
-Dzięki!-wystrzeliłam do kominka.-Wrócę nim się ściemni.-obiecałam i uskoczywszy do kominka krzyknęłam-Pokątna!-i rzuciłam proszkiem.
Wylądowałam na ulicy, gdzie zawsze jest ruch, gdzie jest wszystko czego potrzebuje w domu i w szkole każdy czarodziej lub czarownica. Trafiłam na ulicę Pokątną. Pobiegłam do dziurawego Kotła, bo gdzie indziej Ron mógłby czekać? Gdy przekroczyłam próg baru uświadomiłam sobie to, co pominęłam w całym spotkaniu. List z odpowiedzią. Nie napisałam do Rona, aby na mnie czekał. Spuściłam głowę i wyszłam z lokalu. Postanowiłam kupić jakiś prezent dla Harry'ego i wrócić do domu.
 Gdy przemierzałam drogę w poszukiwaniu odpowiedniego prezentu zobaczyłam go. Stał przy sklepie z szatami. To był on. Jego oczy zwróciły się w moją stronę. Patrzyłam w oczy Draco Malfoya. O Boże!
Ann pamiętaj, że cały czas musisz oddychać to, iż ten kre...Malfoy stoi przy szatach, a obok niego jakaś laska nie znaczy, że....Stop! Przerwałam potok myśli, które leciały przez mój mózg. Przy Draco stała Laura. Laura Cross, której tak dawno nie widziałam, która była moją najnajlepszą przyjaciółką czystej krwi.
 Oczywiście przecież, ten Bufon i ona już na tym roku dziwnie się do siebie zbliżyli. Nienawidzę, go za to, że ją odmienił. Dobrze pamiętam sytuację z świąt, gdy on wyzwał Rona i mnie, a moja przyjaciółka się śmiała.
Zniszczył to co w niej było najlepsze. Dureń! Bałwan! Łajno! (Kupak! Baran! Baka! Robak! Merda! Glista! Ej... Wait what...? Przecież ja go kocham! :0 Ale i tak pomogłam~ Nyrim) Wszystkie wyzwiska jakie mi przychodziły do głowy i jakie zna ludzkość nie starczą aby określić tego Buraka spod ciemnej gwiazdy (Niedźwiedź polarny z ADHD! Kurde... Odbija mi trochę... Sorry... ~Nyrim)! Jego ojciec, matka i on sam należą do zwolenników Voldemorata, ale oczywiście Malfoy'owie są tak szanowani, że niczego nie da się im udowodnić. Gdy tak sobie pokrzyczałam zrobiło mi się lepiej przeszłam centralnie przed nimi i zarzuciłam włosami (Because you're worth it... Czy jakoś tak... ~Nyrim).
-Ann?!-krzykneła Laura, ale Drakuś Dureń I dał jej kuksańca pod żebra. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale wiedziałam, że Laura Cross nie jest już Laurą Cross jaką znam.
Gdy wybrałam i kupiłam Harry'emu prezent (książkę o najsławniejszych graczach quiddicha~Ann), spotkałam Rona (Nie mógł się, kurna, bardziej pospieszyć...? -.-)
-Ann-podbiegł do mnie.-Nie mogłem cię znaleźć.-rzekł i przytulił mnie.
-Błądziłam tu i tam spotkałam nawet Dur... Malfoya.-uśmiechnął się. Chwycił za rękę i wziął ze sobą do Dziurawego Kotła.

***
Taki sobie rozdział o wydarzeniach na ulicy Pokątnej. 
Liczę, że się spodoba. Tego rozdziału współtwórcy to piosenki :
Secret Garden "Sleepsong"
Sad Violin
Eragon "Once in every lifetime"
Planeta Skarbów "Jestem kimś"
Ten rozdział jest zadedykowany jednej z moich najlepszych przyjaciółek. 
Może nie jest dobrze do niej dopasowany, ale jestem jej wdzięczna, że zawsze dawała mi wsparcie, poprawiała moje prywatne opowiadania, wiersze i wszystko co tylko przyszło do tej mojej głowy.
Zawsze była po mojej stronie. Jest przy mnie już 11 lat. Mogę na nią liczyć zawsze.
Dziś jest szczególny dla niej dzień więc chciałam ją "uhonorować" kolejną już zapewne dedykacją.
Mam nadzieję, że to doceni i będzie wiedziała, że o niej mowa.
Dziękuję Ci, Lisie, że jesteś :3
(Mamusiuboskalavolpetakieszczęśliwebożesztymójtyleszczęściawjedniejchwiliwdzięcznośćtakadużawow)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział XVI "Listy" [Ann]

Gdy skończyliśmy deser poszłam do domu.
-Jestem mamo!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Ann, to ty?!-dobiegł mnie z kuchni jej głos. Wywróciłam oczami i zawlekłam się w kierunku dźwięku. Podejrzewałam, że coś ode mnie chce: może pozmywać, albo sowy przyszły. W kuchni mama gotowała obiad - moje ulubione spagetti.
-Tak, to ja. Co mam zrobić?
-Nic, głuptasie. Wszystko skończłaś przed wyjściem z Harrym, a jeśli o tym mowa, to przyszła sowa od Weasley'ów leżą na parapecie - wskazała na list zaadresowany do mnie od... RONA???? Zdziwiona pobiegłam na górę z nadzieją, że są to poprostu przeprosiny, za Bóg wie co, lub pytania o wakacje i Harry'ego.
Odpakowałam kopertę najszybciej jak się dało, rozłożyłam kartkę i zatopiłam się w słowach zgłębiając każde po koleji.
Droga Ann!
Mam nadzieję, że dobrze mijają ci wakacje.
Chciałem cię przeprosić za wszytko, choć dokładnie tego nie rozumiem.
Liczę, że u ciebie i Harry'ego wszytko gra, bo odkąd ON wrócił bałem się, że możemy się już nie zobaczyć. 
Muszę z tobą porozmawiać, a poza tym chcieliśmy cię zaprosić wraz z Harrym na ostatnie dwa tygodnie wakacji. 
Proszę, odpisz szybko, jak się zapatrują na to twoi rodzice

Ron                   


Przeczytałam list kilka razy próbując dopatrzeć się w nim jakiejś drwiny, żartu czy tak zwanego haczyka. W końcu poddałam się myśli, że Rona obchodzę. Ta wiadomość jednocześnie mnie ucieszyłam i zmartwiła. Voldemort powrócił, a my, raczej ja, nie potrafiliśmy porozmawiać. 
Wyjrzałam przez okno; dochodziło południe. Powoli wzięłam pergamin, pióro i atrament. Usiadłam przy biurku. Zaczęłam kreślić litery, słowa, zdania i frazy. Wkońcu skończyłam list godny wysłania.

Ron, ja długo myślałam nad odpowiedzią, w końcu nie mogę napisać "Tak" i wysłać pustą kartkę. Musiałam dłuuugo pomyśleć, nim napisałam to "tak" w dłuższej formie.
Co ja piep***, moja odpowiedź to "TAK", zwykłe proste: "tak" , nie mogę się doczekać!
U Harry'ego wszystko gra; widziałam go dziś. Na pewno się ucieszy, że do was wpadniemy. 



Ann

Gdy skończyłam pisać list przywołałam sowę i wypuściłam ją do Weasleyów. Siedziałam jeszcze kilka minut przy biurku bezsensownie gapiąc się na ścianę. Następnie przeczytałam list Rona jeszcze raz i zeszłam na dół.
-I co to był za list?-spytała mama, gdy wkroczyłam do salonu.
-Zwykły, najzwyczajniejszy. Dostałam zaproszenie od Weasleyów na końcówkę wakacji, bo Harry ma urodziny. Będzie On, Weasleyowie i Hermiona-powiedziałam bez emocji.-Mogę jechać?-spytałam na koniec.
-Tak. Myślę, że to świetny pomysł. Musimy jeszcze ustalić, kiedy skoczyć na pokątką i kupić mu jakiś prezent, co? Ale będzie fajnie!-moja mama zawsze ekscytuje się wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Nie zawsze mówię jej o wszytkim. Jestem ciekawa, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się, że już się całowałam. Podniesiona na duchu poszłam do salonu. Chwyciłam pilota i rozłożywszy się na kanapie włączyłam telewizor. Chwilę później wskoczyła na mnie mała biała suczka.
-Zunia!-krzyknęłam gdy słodki mieszaniec położył się na moich kolanach, zwijając się w kłębek.-Tęskniłaś za mną, kochana?
-I to jak!-krzyknęła mama z kuchni.
-Jak co roku-dodałam szeptem z nutą smutki w głosie.
-Mówiłaś coś?-spytała.
-Nie.-odparłam i zabrałam się do oglądania. Przerzucając kanały i głaszcząc moją Zunię leciał mi czas.
 Wieczorem po kolacji, gdy byłam gotowa do snu, do mojego pokoju przyleciała moja czarna sowa. Podała mi list i zmęczona położyła się spać do swojej klatki. Wyskoczyłam z łóżka, jak z armaty. List był od rudzielca. Rozwinełam go z szybkością błyskawicy i pochłonęłam kilka razy ciesząc się każdym słowem.

Ann piszę do ciebie w wielkiej tajemnicy przed moimi braćmi i siostrą.
Gdyby się Gin dowiedziała, że nękam cię w wakacje, udusiłaby mnie.
Tęsknię za Tobą. Byłaby szansa na spotkanie na Pokątnej w ten weekend?
Czekam na odpowiedź
Ron

Ostatnie słowa listu mnie rozbroiły. Przecież dopiero co zanienawidziłam tę  gęstą czuprynę rudych włosów, a teraz mówił mi, że za mną tęskni i liczy na spotkanie. Mimowolnie byłam szczęśliwa, ale nie zamierzałam przyjść i rzucić się w ramiona chłopakowi, który niedawno złamał mi serce. Potrzebowałam się wygadać komuś, komu ufam i kto mnie zrozumie. Była jedna osoba, która mnie wysłucha i nie będzie zadawać pytań- Harry. Harry Potter i ja staliśmy się przyjaciółmi, mogłam liczyć na to, że posłucha moich żałosnych lamentów i powie, co jest dobre. Niby był przyjacielem Rona, ale wierzyłam, że jednak powie mi słusznie, co powinnam zrobić z tym listem. Z mętlikiem myśli bignących przez mój mózg jak torpedy zasnęłam, a sen był tajemniczy i nadzwyczaj spokojny.

Nazjutrz wstałam wcześniej, zajadłam śniadanie złożone z dwóch kanapek z dżemem truskawkowym mojej mamy i serka oraz niewielkiej kostki twarogu. Wyleciałam z domu po porannej toalecie i małych obowiązkach, i już po paru minutach stanęłam na Privet Drive 4. Zapukałam.
-Dzień dobry-rzekłam uprzejmie do wuja Harrego.
-Dzień dobry, młoda damo-powiedział wynośnie.
-Mogłabym porozmawiać z...-przerwał mi w pół zdania.
-Tak, oczywiście. Petuniu!-wrzsnął.-Nasz mały Dudziaczek ma-zaśmiał się-koleżankę. Pani Dursley wybiegła z kuchni, aby przyjrzeć się mojej osobie.
-Ja do Harry'ego-oznajmiłam stanowczo, a małżeństwo załamało ręce.
-Niech będzie, ale nie dostanie ani grosza-wrzsnął trzasnął drzwiami i odszedł tak szybko, na ile pozwalały mu jego krótkie nogi. Czekałam kilka sekund, aż w drzwiach stanął czarnowłosy.
-Harry-rzuciłam mu się na szyję i pociągnęłam jak najdalej od tego budynku, który miał być żałosną imitacją domu.
-Co się stało?-spytał, gdy znaliźliśmy się poza zasięgiem oczu jego ciotki.
-Muszę z kimś pogadać-wyznałam.
-Okej-powiedział zdziwiony.
-Chodzi o Rona-wydusiłam.
-Czemu gadasz ze mną, a nie Gin, Hermioną czy Bóg wie kim innym.
-Bo tylko ty się do tego nadajesz-zdenerwowałam się.-Masz-podałam mu ostatni list od rudzielca.-Zobacz, co napisał mi wczoraj.
-Nie sądzę, że mógłbym czytać...
-Czytaj!-przerwałam jego wątpliwości.
W końcu z niechęcią rozłożył kartkę i przeczytał ją uważnie, po czym zmierzył mnie wzrokiem.
-Co mam robić???-opadłam z bezsilności na ławkę w parku.
-Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam się na...TYM-usiadł obok.
-Ale znasz mnie i Rona-oparłam głowę na jego ramieniu.-Czy gdybym to ja napisała do ciebie taki list przyszedł byś na Pokątną?-spytałam patrząc mu prosto w oczy. On zamiast odpowiedzi siedział chwilę bez ruchu. Potem objął mnie, przysunął bliżej siebie i pocałowaał delikatnie w usta. Pocałunek? Rozbroił mnie, może nie powiennam tego robić, ale nie odepchnęłam go. Wiedziałam, że ma w tej okolicy tylko mnie.

*
Oto kolejna notka! Tym razem ze szczególną dedykacją dla Pewnej Osobistości.
 To ona zmotywowała mnie do napisania tej notki, dała nową wiarę.
Dziękuję Nyrim <Kudee! To Oruu poprawiała! T.T~Korektor nr 2 [Oruu]> za poprawę tego posta i wszystkich innych, bo napewno było duuużo błędów.<Ojj... Bylo...~Korektor nr 2 [Oruu]>
Liczę, że następne posty będą dłuższe, lepsze i bardziej warte uwagi.
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy choć tu zajrzeli.
Buziaki Limonka ;*
<A tak na marginesie, ten był na prawdę godny uwagi. ;3~Korektor nr 2 [Oruu]>
                         


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział XV "Błękit oczu" [Ann]

Obudziłam się. Byliśmy już w Londynie. Gin budziła mnie od dwunastu minut.
-Jesteśmy na miejscu, a mój brat nawiedzał cię co pięć minut.
-Dzięki, że mnie obudziłaś-podziękowałam podnosząc się. Przetarłam oczy, przeciągnęłam się i wtedy wpadł Ron.
-Ann!-krzyknął, a ja gwałtownie się odwróciłam w jego stronę. Było za późno. Ginny wyrzuciła go z przedziału, a na korytarzu został porwany przez Lav.
-Czemu go wyrzuciłaś?-spytałam próbując nie podnosić głosu.
-Ann, czy to nie oczywiste?
-Nie, może chciał mi coś powiedzieć!-straciłam panowanie nad sobą.
-Tak! A co? To, że znowu jest z Brown?!-wybuchła Ginevra.
-Co?-szepnęłam. W jednej sekundzie mój zbudowany świat zawalił się. Usłyszałam gwizdek i otarłam ręką łzy.
-Przepraszam Gin... Ja... Ja nie chciałam wiedzieć.-przytuliłam ją z smętną miną.-Miłych wakacji.-szepnęłam i odeszłam.
-Tobie również!-krzyknęła za mną.
Wyszłam z pociągu i zobaczyłam moich rodziców.
-Mamo! Tato!-krzyknęłam i podbiegłam do nich.
-Ann-uśmiechnęła się mama.
Rozmawialiśmy moment na peronie, a następnie podeszli do nas państwo Cross. Niewysocy czarodzieje o czarnych i brązowych włosach. Mama Laury miała okulary identyczne jak córka. Za nimi szło małżeństwo Malfoy'ów.
-Widzieli gdzieś państwo może naszą córę?-spytała zakłopotana Elisa.
-Może naszego syna?-spytał dumnie Lucjusz.
-Nie-odparłam sucho, a zmartwieni rodzice odeszli.
Spojrzałam na rodzinę Weasley'ów, a byli tacy szczęśliwi. Spojrzenie moje i rudzielca spotkały się na jedną sekundę, ale mi się zdawało, że trwa wiecznie. Odwrócił wzrok, a do mnie podbiegła Hermiona, aby się pożegnać.
-Pa!-powiedziała rzucając mi się na szyję. -Pisz do mnie, jasne?-pokiwałam głową nadal patrząc na Weasley'a.
-Harry!-pomachałam do czarnowłosego chłopca, który dreptał smętnie za wujem. Podbiegłam do niego.
-Harry na jakiej ulicy mieszkasz?-spytałam.
-Na Privet Drive-rzekł lekko zdziwiony.
-Ja też-olśniło mnie.-Jaki numer?-dopytywałam się nim pan Vernon zabrał czarnowłosego.
-Cztery!-krzyknął.
-Ja sześć!-pomachałam. Jednakże gdy, z uśmiechem na ustach, że ja i Potter będziemy mogli porozmawiać, szłam Ron nagle wyłonił się za mną.
-Chciałem się pożegnać.-powiedział patrząc w ziemię.
-Patrz na mnie, jak do mnie przemawiasz- powiedziałam półżartem.
-Dobra, ale nie chciałam z tobą rozmawiać twarzą w twarz-podniósł głowę i teraz patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ann, idziemy!-usłyszałam krzyk mamy.
-Musimy się pożegnać-rzekłam i pocałowałam go w usta. Pocałunek był krótki, ale za to cudowny. Z uśmiechem na ustach wróciłam do domu. Na Privet Drive 6, myślałam, że jutro porozmawiam z Potterem i napiszę do Weasley'a i Granger.
Zasnęłam.Obudziłam się u Weasley'ów. Przy oknie na parapecie siedział Ron. Wstałam i rzuciłam się mu na szyję.
-Cieszę się, że cie widzę.-powiedziałam, a z moich oczu poleciały łzy.
-Kocham cię-rzekł spokojnie.
-Co?-spojrzałam mu w oczy. Były wpatrzone we mnie.
-Kocham cię-powtórzył spokojnie rudzielec. Sparaliżowana patrzyłam jak rozmywa się przed moimi oczami. Dookoła mnie zaczęły wirować dźwięki. A były to dźwięki mojego budzika. Wstałam. Wściekła rzuciłam komórką o ścianę. Spuściłam głowę i moje zaszklone oczy. Zaczęłam płakać. Nie wiem ile płakałam nic nie wiem, nic nie pamiętam, tylko te błękitne oczy. Jak bezchmurne niebo.
Spojrzałam na zegarek na szafce nocnej. Była prawie ósma. Wstałam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu kierując się do Harry'ego.
Byliśmy umówieni, że o dziewiątej spotkamy się pod konkretną latarnią na Privet Drive.
Spojrzałam na nią, stał tam czarnowłosy prawie pietnastolatek, który, poprawiwszy sobie okulary, pomachał mi wesoło. Nie mogąc się oprzeć podbiegłam do niego i przytuliłam go. Zdziwiony chłopak, objął mnie przyjaźnie, gdy ja się rozklejałam. Spojrzałam na niego i znowu ujrzałam te oczy, błękitne i radosne. Mrugnęłam parę razy i znikły.
-Coś się stało?-spytał, gdy wracaliśmy z najbliższego sklepu z lodami waniliowo-karmelowo-czekoladowymi.
-Nie, a raczej tak. Słuchaj czy sny trzeba brać na poważnie?-spytałam niepewnie.
-Nie jestem pewien, może-wzruszył ramionami.-A czemu pytasz?-spytał i zjadł końcówkę loda.
-Tak po prostu-rzekłam i również skończyłam przepyszny deser.

*
Krótka notka, ale mam nadzieję, że się spodoba ^^
Notka nie byłaby notką, bez piosenki, która pomagała w twórczości tym razem mam dla was piosenkę "Cisza" Kamila Bednarka. Tak jakoś, a nie jestem fanką!
Do zobaczenia w kolejnych przygodach naszej Ann i Laury ;*

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 9 - "Spóźnienie" [Laura]

Ostatni dzień szkoły... A ja biegałam po całym zamku i próbowałam znaleźć podręcznik od transmutacji. Było go nie pożyczać Pansy... Wiedziałam, że jak będę miła, to kiedyś mnie to zgubi. Tak więc, zamiast jeść sobie spokojnie, musiałam latać za jakąś książką. Wredna szuja. Schowała mi pewnie gdzieś ten podręcznik, a jak głupia go szukałam.
Pobiegłam po kolejnych schodach. Już siódme piętro. Przypomniałam sobie, że właśnie tu jest Pokój Życzeń. Nie spodziewałam się czegokolwiek tam znaleźć, ale przecież "Nadzieja matką głupich". Z tą myślą przeszłam trzy razy obok odpowiedniej ściany, intensywnie myśląc o zagubionym podręczniku. Ukazały się drzwi, a ja przez nie weszłam.
Znalazłam się w ogromnym pokoju gdzie było dosłownie wszystko. Po około pół godzinie szukania, na wielkiej stercie starych i zniszczonych książek, znalazłam moją zgubę.
Wybiegłam z Pokoju z ogromną prędkością, bo nie miałam ochoty spóźnić się na wyjazd pociągu. Kiedy tak gnałam przez korytarz, zauważyłam bliźniaków i zatrzymałam się obok nich.
- H-hej - przywitałam się, głośno łapiąc oddech i opierając dłonie na kolanach.
- Cześć - odpowiedzieli mi z uśmiechami. - Co się stało? - zapytał George.
- Przez ponad godzinę szukałam głupiego podręcznika od transmutacji, bo pożyczyłam go Pansy, a ona mi go schowała... - odpowiedziałam prostując się już.
- A wiesz, że ekspres odjeżdża za niecałe 15 minut? - zapytał Fred. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Muszę lecieć - oznajmiłam i szybko ich przytuliłam.
- Paa! - krzyknęli na pożegnanie, a ja im odmachałam.
W pokoju wspólnym nie było nikogo. Szybko weszłam do dormitorium i spakowałam wszystkie rzeczy. Wtedy przypomniałam sobie, że muszę odebrać Nero z sowiarni. Zamknęłam kufer i, taszcząc go za sobą za pomocą "Wingardium Leviosa", pobiegłam na swoich krótkich nóżkach do sowiarni.
Tam również nikogo nie było. Oprócz Nero zostały tam tylko szkolne sowy. Szybko zabrałam mojego czarnego pupila i włożyłam do do klatki. Przywitał mnie krótkim skrzekiem, a ja pogłaskałam go lekko. Najmniejszy z gatunków sów zasługuje na trochę miłości.
Z coraz większym obciążeniem zmierzałam do Hogsmeade. Ale coś mi mówiło, że nie zdążę. Mimo to uparcie biegłam... przez pierwsze cztery minuty. Potem się zmęczyłam i tylko w miarę szybko szłam.
Gdy pojawiłam się w wiosce usłyszałam tylko dźwięk odjeżdżającego pociągu. Wiedziałam, że jest już za późno. Zrezygnowana opadłam na ławeczkę i otworzyłam klatkę Nero. Pogłaskałam go pod brodą i położyłam sobie na kolanach.
Po około dwóch minutach usłyszałam kroki. Obok mnie pojawił się Draco. Zerwałam się z ławki (Nero z oburzeniem wleciał do klatki) i spojrzałam na niego zdziwiona.
- C-co ty tu robisz? - zapytałam po prostu.
- Ja to co? Spóźniłem się na pociąg. A ty? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, patrząc na mnie z góry.
- Pff... Ta twoja Pansy schowała mi podręcznik, więc musiałam go szukać przez ponad godzinę... - prychnęłam poprawiając okulary.
- Żadna "moja"! - zdenerwował się, ale jednocześnie trochę zarumienił. - To przez nią się spóźniłem... - zerknęłam na niego ciekawa czy dalej będzie opowiadać. - Łaziła za mną cały dzień, cały czas powtarzając: "Draco", "Drakusiu", "Drakuniuniu". - oznajmił naśladując jej głos. Nieznacznie zachichotałam. Spojrzał na mnie spode łba. - No co? Musiałem się ukryć, co też zrobiłem, ale przegapiłem w ten sposób odjazd ekspresu.
Zaczęłam się śmiać. Może nie tyle z Draco, co ze zdenerwowania. Przecież utknęliśmy w Hogwarcie. Po chwili Malfoy dołączył do mnie i razem zwijaliśmy się ze śmiechu. A potem uspokoiliśmy się w jednej chwili.
- To co robimy? - zapytałam już prawie poważnie.
- A przypadkiem Weasley nie zgubił latającego samochodu w Zakazanym Lesie? - odpowiedział pytaniem na pytanie z uśmiechem, który nie wróżył nic dobrego.

~~~~~~~~~~

Tą notką rozpoczynam "sagę" wakacyjną. ^^ Chciałyśmy z Lime zrobić sobie w wakacje przerwę, ale chyba nic z tego nie wyjdzie... xD Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział XIV "Cierpienie" [Ann]

Minęły chwile, sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące od pamiętnego momentu, gdy Snape popełnił błąd sadzając mnie i Rona razem, ale ja zrobiłam coś jeszcze głupszego. Straciłam Laurę, zyskałam i straciłam Rona. Harry wygrał turniej trójmagiczny. Nie tylko ja narozrabiałam. Voldemort powrócił. Teraz się zacznie. Weszłam do głównej sali na ucztę pożegnalną.
-To nasza ostatnia uczta, dziś wracacie do domu-powiedział Dumbledore. Zaczęliśmy jeść. Takiego hałasu nie słyszały moje uszy od mistrzostw gry w quidditcha. Zjadłam smętnie pyszny posiłek. Nim Dumbledore wygłosił swoją pożegnalną mowę, wyszłam z sali. Poszłam na błonia z całą masą chusteczek higienicznych. Położyłam się na trawie i czekałam na zamieszanie obwieszczające powrót do domu. Siedziałam tak jakieś dziesięć minut. Nagle coś przysłoniło mi oczy. Dotknęłam twarzy, oczy zasłoniły mi dłonie. Zbyt dobrze mi znane.
-Ann, czemu nie byłaś do końca na uczcie?-spytał ich właściciel.
-Nie miałam ochoty.-powiedziałam i spojrzałam do tyłu. Ron patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami, a jego rude włosy pięknie lśniły w słońcu.
-Coś się stało?-spytał.
-Nie-odparłam ostro i odeszłam. Pobiegłam do pociągu i zajęłam ostatni pusty przedział. Siedziałam sama przez około godzinę. Potem do drzwi zapukał Ron. Niestety z pociągu nie dało się uciec. Czy naprawdę musiałam znosić jego towarzystwo do końca?
-Ann, widzę, że coś ci się stało, proszę powiedz.
-Nie, to ja proszę. Daj mi spokój, dobra?!-krzyknęłam. Następnie zatopiłam się w "Co kolwiek" (Nie czaję tego, ale to chyba jakaś nazwa... Może magazyn jakiś? O_o ~Nyrim) i zmieniłam miejsce.
-Ann Smith, powiedz co się stało?-nigdy w życiu nie myślałam, że jeszcze usłyszę ten głos. W drzwiach przedziału stała Ginny Weasley .
Rzuciłam jej się na szyję.
-Gin, właśnie chciałam z tobą porozmawiać -eksplodowałam ze szczęścia, a moja przyjaciółka tylko się śmiała tak serdecznie jak zawsze.
-Ja też dlatego jestem- mówiła tak serdecznie. Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam Rona, przecież siedział tam cały czas. Przyszedł tu bo się martwił.
-Ginny dasz nam dziesięć minut musimy porozmawiać-wskazałam delikatnie na rudzielca. Rudowłosa mrugnęła i wyszła z przedziału. Zwróciłam się do błękitnookiego.
-Ron ja...ja-jąkałam się.
-Rozumiem chcesz pogadać z moją siostrą już się zmywam.
-Nie ja...ja-ciężko wzięłam oddech.-Muszę z tobą porozmawiać, bo to cosię stało w tym roku... Drzwi przedziału się otworzyły i wpadła Lavender Brown (WEJŚCIE SMOKA, MADAFAKA! XD ~Nyrim). Zobaczyła Rona i zaczęła krzyczeć.
-MonRon! Co ty robisz choć do lepszego towarzystwa mam czekoladę i eliksiry-coś się we mnie zagotowało. Wyciągnęłam różdżkę powstrzymując się od zaklęć nie wybaczalnych.
-Ktoś tu chyba jest zazdrosny-zaskrzeczała blondynka prawdziwa blondynka.
-O co o rudzielca, który się migdali z każdą laską po kolej jak się nawiną. Idźcie już gołąbeczki całować się gdzie indziej, bo dzięki wam moje śniadanie ma zamiar powrócić na świat zewnętrzny.-wypchnęłam ich z przedziału i padłam na sofę spuszczając głowę w dół. Ginevra weszła i poklepała mnie po ramieniu. Z moich oczu popłynęły strumyki łez.
-Dobrze zrobiłaś-mówiła Gryfonka klepiąc mnie po ramieniu.
-Tak to czemu czuję się jakbym wyrwała sobie serce?-ryczałam długo i mocno, a w okienko zapukała pewna postać. Nie uniosłam głowy, ale Laura była wyraźnie oburzona. Wstała i podeszła do drzwi.
-Jak śmiesz się tu pokazywać TY Weasley'u, TY mój stuknięty bracie!?!-zagrzmiała, a ja na dźwięk tego nazwiska, wstałam i przywaliłam Ronowi w twarz, wypchnęłam z pomieszczenia i zwinęłam się w kłębek płacząc i patrząc jak zmienia się krajobraz za moim oknem słuchając pocieszań panny Weasley.

*

Tak się kończy czwarty rok w Hogwarcie. Liczę na pozytywną opinię. Może trochę smutno, ale nic nie może być wiecznie różowe, bo było by nudno. Mam zamiar zrobić jeszcze jedną może dwie notki wakacyjne. Buziaki Limonka-chan ;*

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 8 - "Zgoda" [Laura]

Szłam szybko korytarzem. Już kolejny dzień nie miałam ochoty nikogo spotkać. Pokłóciłam się ze wszystkimi. Z tą mendą Draco, z Ann, a nawet z moimi kochanymi bliźniakami. Miałam wrażenie, że popadłam w swego rodzaju depresję. Nie odzywałam się za wiele, nic mnie nie bawiło, a dni spędzałam na lekcjach z przerwami na posiłki i spanie.
Nagle monotonię tego popołudnia przerwało moje wpadnięcie na kogoś.
- Ej! Uważaj jak idziesz! - warknęłam oschle i spojrzałam w górę. Wpadłam na Freda i George'a. Na ich twarzach malowało się takie samo zaskoczenie jak na mojej. Szybko zamaskowałam zdziwienie. Chciałam ich po prostu wyminąć, ale przeszkodzili mi w tym.
- Laura! - powiedzieli jednocześnie i, jakby to było zaplanowane, opadli na kolana. Wytrzeszczyłam oczy. - Przepraszamy! - pochylili głowy.
W moich oczach zebrały się łzy. Przyłożyłam dłonie do twarzy. Chciałam zatrzymać potok łez, który ewidentnie chciał zacząć płynąć po moich policzkach. Przyklęknęłam obok nich i objęłam obu. Rozryczałam się na dobre. Oni również mnie przytulili i uśmiechnęli się.
- To ja przepraszam... - wyszlochałam w ich ramiona. Wstaliśmy, nadal mnie obejmowali. Spojrzałam na ich twarze (Co się dalej stanie? To napięcie... ~Limonka). Oczy Freda i George'a też były szkliste.
- To zgoda? - zapytał George. Pokiwałam głową i mocnej się w nich wtuliłam. Poczułam niewysłowioną ulgę, gdy wreszcie się pogodziliśmy.
- Weź nie płacz... - poprosił Fred. - Bo ja też zaraz zacznę... - uśmiechnęłam się do nich przez łzy. Otarłam oczy i ponownie się uśmiechnęłam.
- To co robimy? - zapytałam. Kiedy już się z nimi pogodziłam, nie miałam najmniejszej ochoty ich zostawiać.
- Hmm... Może pójdziemy do Miodowego Królestwa? - zaproponował George. Ja i Fred chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Nic tak dobrze nie poprawia humoru, jak cukrowe pióra czy toffi o barwie miodu.
Poszliśmy do posągu jednookiej wiedźmy. Fred powiedział "Dissendium" i przejście stanęło przed nami otworem.
Po przejściu niewielkim korytarzem znaleźliśmy się w piwnicy Miodowego Królestwa. Otrzepałam z kurzu szatę i weszliśmy na górę. Nikogo zbytnio nie zdziwiło pojawienie się tam "dwóch i pół". Dość często razem tam przychodziliśmy.
Z półek zabrałam kilka cukrowych piór, bliźniacy uzbroili się w kremowe bryły nugatu i toffi. Z tymi zakupami podeszliśmy do kasy, przy której stała pani Flume.
- O! Fred, George i Laura. Miło mi was widzieć - przywitała nas, a my odpowiedzieliśmy grzecznym "Dzień dobry". Obsłużyła nas z uśmiechem.
Kiedy zapłaciliśmy, opuściliśmy sklep. George podał mi kawałek bryły nugatu i sam z Fredem zaczął jeść. Przespacerowaliśmy się główną ulicą Hogsmeade rozmawiając przy tym o rzeczach nieważnych i mało istotnych. Co jakieś dwie minuty wybuchaliśmy śmiechem.
Po około godzinie spaceru zauważyłam, że zrobiło się już trochę późno i zaproponowałam powrót. Moi towarzysze niechętnie się zgodzili.
Znowu skorzystaliśmy z tajnego przejścia i wróciliśmy do Hogwartu.
- Pa! - pożegnałam się z uśmiechem idąc w stronę pokoju wspólnego Ślizgonów. Pomachali mi na pożegnanie i pobiegli do ich dormitoriów.
Do pokoju wspólnego weszłam z uśmiechem. Na szczęście nie było tam ani Draco, ani Pansy (Gdzie się podziali? Czyżby? Ale nie... A może jednak? ~Limonka). Weszłam po schodach do dormitorium, przebrałam się i położyłam spać, zupełnie nie przejmując się zadaną przez Snape'a pracą domową.(Dam dam dam! Laura olewa Snape'a. Coś jest nie tak...  ~Limonka)

~~~~~~~~~~

Na wstępie, chciałabym wam coś powiedzieć... A mianowicie... PRZEPRASZAM! Głównie za to, że tak długo mnie tu nie było, ale po prostu brak weny mnie totalnie dobił, a nie chciałam tu jakiegoś, za przeproszeniem, gówna wstawiać... Ale jest! Jest notka! :D
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział XIII "Samotna" [Ann]

Odskoczyliśmy od siebie, znowu. Ja mam jakieś deja-vu?
-Co się wyprawia w moim... naszym dormitorium?-wytrzeszczał oczy rudzielec. Po chwili wpadła Lavender Brown zobaczyła mnie i Harry'ego trzymających się za ręce. Chwyciła Rona za ręce i przyssała się jak pijawka. Moje oczy napełniły się wściekłymi łzami i ogniem. Pocałowałam Harry'ego. Wpadła Hermiona. Zobaczyła Rona i Lav, mogła znieść widok mnie i rudzielca, ale to wyprowadziło ją z równowagi. Tak samo jak mnie.  Puściłam Harry'ego i spojrzawszy w oczy przeprosiłam. Gdy skończyłam mówić, a on potwierdził, że lepiej być przyjaciółmi wpadła Gin.
-Ron!?-krzyknęła. Zobaczyła mnie, a mi nie z własnej woli oczy napełniły się łzami. Wybiegłam z pokoju. Z drzwiami trwały kłótnie, krzyki i niezgoda. Potrzebowałam spokoju, momentu samotności.
Przechadzałam się po korytarzach Hogwartu unikając Hermiony, Rona, Lavender (tej to normalnie unikam), Ginny. Innymi słowy wszystkich, którzy wtedy byli w pomieszczeniu. Gdy któreś wchodziło do pokoju wychodziłam lub unikałam rozmowy. Ciężko był to znieść, ale nie potrafiłam im spojrzeć w oczy.
Niestety weekend minął i wróciła szkoła. Dzięki Bogu, ale lekcje w jednej ławce z osobą, na którą nie można spojrzeć, to katorga.
Teraz zostało mi tylko jedno, a raczej jedna osoba. Laura. Ona jedyna była ze mną od początku i miała racje, że przyjaźń z Potter'em nie jest dla mnie.
Minął jeszcze tydzień samotności. Postanowiłam podczas nowego wypadu do Hogsmeade porozmawiać z Laurą. Jeśli jeszcze ma dla mnie czas. Muszę z kimś porozmawiać, z kimś kto mnie zna.
Wieczór. Jutro będę rozmawiać z kimś kto wie o mnie więcej niż ja. Laura. Przypomniało mi się jak się poznałyśmy.
Miałam 12 lat. Pożegnałam się z rodzicami wsiadłam do ekspresu Londyn-Hogwart. Szłam pomiędzy przedziałami szukając miejsca, gdzie mogła bym usiąść. Na końcu pociągu był przedział z jedną pierwszoroczniaczką. Weszłam do środka i usiadłam naprzeciwko.
-Hej, jestem Laura Cross, czystej krwi-przedstawiła się z uśmiechem gdy tylko usiadłam.
-Ann Smith, pół-krwi-skrzywiła się trochę, ale uścisnęła moją dłoń. To zapoczątkowało naszą przyjaźń. Dotknęłam swojej dłoni. Przypomniałam sobie to tak dokładnie. Przez bite cztery lata się przyjaźniłyśmy, później poznałam lepiej Rona, a ona Draco i... i wszystko się zmieniło. Brakuje mi jej, tak bardzo.
Hermiona weszła do pokoju. Przewróciłam się na bok i udałam sen. Niestety, nie dała się nabrać. Usiadła na łóżku i zaczęła mówić, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo mnie krzywdzi.
-Ann, czemu się do nas nie odzywasz? To znaczy do mnie, Gin i Harry'ego. Bo Ron to rozumiem. Brakuje nam ciebie. Ron chodzi za mną i pyta się o ciebie. Wiem, że krótko się przyjaźnimy, ale nam ciebie brakuje.- "brakuje"... To słowo krążyło w mojej podświadomości. Laura. Z moich oczu popłynął strumień łez. Hermiona przerwała monolog.
-Muszę iść do Harry'ego-powiedziałam i cała zapłakana wstałam z łóżka. Zbiegłam ze schodów. Na fotelu przy kominku siedział Ron i płakał.
-Ann?-zdziwił się. Pokiwałam głową. Patrzyliśmy na siebie cali we łzach. Nie wytrzymałam. Rzuciłam się mu na szyję płakałam. Pogładził mnie po głowie i szepnął.
-Nie płacz. Kocham cię.- wtuliłam się w niego mocniej i zasnęłam.
Obudziliśmy się około piątej. Nad nami stali Harry, Hermiona, Ginny, Fred i George.
-Widzę, że braciszek długo nie może żyć bez swojej drugiej połówki-zachichotał Fred.
-To jak? Lavender jest niewystarczająca?-śmiał się George.
-Zazdrosny, że Ron ma wygodniejsze ramię od ciebie?-spytałam, chwyciłam Gryfonki i zabrałam je na górę.
-Nikomu o tym ani słowa, jasne?-spytałam gdy byłyśmy na schodach. Pokiwały głowami.
-Więc jesteście znowu razem?-pytała podniecona rudowłosa.
-Nie!-krzyknęłam.-On jest z Lav-oparłam się o ścianę i osunęłam powoli. Przysiadły obok mnie.
-Nie jest z nią.-poklepała mnie Ginevra, a Hermiona dodała.
-Zerwali wczoraj wieczorem.-uśmiechnęły się do mnie. Siedziałyśmy tak chwilę, aż no właśnie wyszła panna Brown z wysoko uniesioną głową. Spojrzała na mnie.
-O widzę, że ktoś tu płakał za ukochanym, ale którym? Harrym Potterem, czy Ronaldem Weasley'em? Może jest ktoś jeszcze, co?-i śmiejąc się szyderczo poszła do pokoju wspólnego. Nagle przybyły do mnie siły. Wstałam i pomimo bólu psychicznego zbiegłam za blondyną.
-Stój!-wrzasnęłam. Lavender obróciła się powoli, ale gdy zobaczyła moją zapłakaną twarz zaczęła się śmiać.
-Bo co? Wysmarkasz się we mnie?-śmiała się głośno. Za nią stanęli Ron i Harry, a Fred i George zrobili zakład.
-Myślisz, że jesteś fajna?-zdziwiła się tym pytaniem i przestała się śmiać.-Myślisz, że jeśli masz pieniądze i rzekome zdolności to już jesteś ważna? Wiesz czemu tacy ludzie jak Dumbledore, Potter, czy każdy inny są ważni? Bo się tym nie pysznią. Robią słuszne rzeczy, ale nie dla siebie, tylko dla innych. Może jesteś "dobra", ale w życiu do niczego nie dojdziesz próbując się wybić na kimś sławnym. Poza tym, ogarnij się daj mi spokój, bo pogadamy inaczej-odwróciłam się i poszłam w kierunku pokoju wspólnego.
-Jesteś głupią zapewne szlamą, bo nie wierzę w czystość, ani nawet pół czystość twojej krwi. Trafiłaś tu przypadkiem. Próbujesz odebrać mi Rona, bo się zadaje z Potterem więc będziesz sławna i bogata, bo zapewne umierasz z nudów i nędzy. Głupia szlama!-wrzasnęła i pobiegła z płaczem do pokoju. Walczyłam z samą sobą, aby się nie odwrócić i nie pokarać jej "Avada Kedavrą". Poczułam, że ktoś mnie przytula. Dostrzegłam Rona, Hermionę i Harry'ego.
-Nawet jeśli jesteś szlamą i tak cię kocham-powiedział Ron i pocałował mnie mocno.
-Nie boję się, że niby jestem z rodziny mugoli, bo mam w tym wspólniczkę-spojrzałam na Hermionę.-A to wcale nie jest takie złe, gdy się ma przyjaciół.

***
Taki kolejny rozdział o historii Ann w Hogwarcie. Liczę, że się spodoba.
Tradycyjnie dziękuję za komentarze pod poprzednimi postami i tym. 
Buziaki Limonka ;*

środa, 21 maja 2014

Rozdział XII "Pociecha?" [Ann]

Wróciłam do dormitorium bardzo późno, właściwie byliśmy ostatnimi członkami zabawy. Stałam na schodach prowadzących do mojej komnaty.
-Dzięki, że poszłaś ze mną-powiedział Harry patrząc mi w oczy.
-To ja dziękuję, byłam przekonana, że to będzie jakaś żenada, ale jednak było super. Dziękuję-pocałowałam go w policzek i poszłam do dormitorium. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
-Jak było?-spytała Hermiona. Chyba się już nie gniewała.
-Super, nie?-patrzyłam w sufit z miłym uśmiechem, ale grzeczność wymagała ode mnie spojrzeć na mojego rozmówcę.
-No.
-A ten Krum?-spytałam.
-Miły.-Gryfonka się rozpromieniła. Chciała coś jeszcze dodać, ale zza naszych placów rozległ się głos Lavender Brown (zabiję ją kiedyś, no po prostu zjem ~Limonka).
-Jeśli on jest miły to MonRon jest wspaniały, a raczej tak czy siak jest cudowny.
Spojrzałam wymownie na Hermionę, a ona roześmiała się, ale za chwilę spoważniała.
-Przecież to Ann chodzi z Ronem-była zdezorientowana.
-Nie prawda! Mój MonRon mnie kocha!-zaczęła krzyczeć i budzić Hogwart.
-Ann?-Hermiona była zdziwiona słysząc to.-Czemu z nim nie poszłaś na bal? Przecież…-przerwałam jej ręką.
-Nie-spuściłam głowę i zasłoniłam swoje zasłonki. Słyszałam jeszcze krzyk Lavender.
-Ron Weasley jest mój i tylko mój!
Wstałam rano, było około szóstej, a ja zasnęłam o pierwszej, jak nie lepiej, ale nie mogłam dłużej spać, bo w snach nawiedzał mnie widok Lav i MonRona.
-Nie możesz spać?-spytał tajemniczy głos zza kotary. Odsłoniłam ją. Na stołku siedziała Ginny.
-Coś się stało?-spytałam zmartwiona. Zwykle nie wstaje o tak dziwnych porach, bo to jest zarezerwowane dla mnie. Ale może myślała, że lepiej nagrać mnie i Rona na gorącym uczynku.
-Nie-spuściła głowę. Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
-Powiedz co cię gnębi-błagałam.
-Nie, bo mi głupio opowiadać o tym.
-Możesz mi powiedzieć wszystko, a w szczególności moje błędy-uśmiechnęła się na sekundę.
-Dobra, ale się nie gniewaj.
-Na ciebie nigdy.
Zaczerpnęła powietrza.
-Pamiętasz… bo ty i Ron… bo Lavender i on... Się właśnie całują na dole z książką od eliksirów i tabliczką czekolady-coś we mnie pękło TO BYŁ NASZ, MÓJ I RONA, ZWYCZAJ! TYLKO NASZ!
Wypadłam z pokoju i zbiegłam po schodach. Zobaczyłam ich w pokoju wspólnym tak, jak ich opisała Gin. Podeszłam do nich i strzeliłam Rona w głowę.
-Nienawidzę cię!-krzyknęłam i zanim zrozumieli co się dzieje, już byłam na schodach i rzucałam się na swoje łóżko.
-Ann, co jest?-spytała Ginny.
-Ron- wychlipiałam. To słowo starczyło. Wstałam i wybiegłam z dormitorium. Za mną pobiegła Ginny, ale ona została aby skrzyczeć rudowłosego i wredną mendę, a ja pognałam do męskiego dormitorium. W drzwiach spotkałam Harry’ego. Gdy zobaczył mój stan objął mnie i pocałował w policzek, otarł łzy i mocniej przytulił. Stałam tak dość długo, bo dopóki Ron nie wszedł do pokoju.
-Ann? Harry?-krzyknął.
-Coś jej zrobił?-spytał groźnie Harry puszczając mnie i wyciągając różdżkę.
-Nic, ja tylko się całowałem z Lav, a raczej to ona mnie-nie chciałam tego słuchać, więc dałam Harry'emu buziaka na pożegnanie i wyszłam, a raczej wybiegłam. Na mojej drodze stanęła Lavender Brown. Nie wytrzymałam i walnęłam ją w twarz krzycząc:
-Za czekoladę, książkę i Rona!-wrzasnęłam i zaserwowałam w/w liścia. Opadłam na swoje łóżku. Obok mnie Hermiona właśnie wstała nie świadoma tego co się właśnie stało.
-Hej-uśmiechnęła się, ale widząc moją minę usiadła na brzegu mojego łóżka.
-Co jest?-spytała.
-Ron, Harry i Lav- wyjaśniłam i właśnie w tej chwili weszła Gin.
-Harry się pyta czy zejdziesz na dół.-powiedziała i zamknęła drzwi. Spojrzałyśmy po sobie ja i Hermiona. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na dół. U brzegu schodów stał Harry, a za nim na fotelu mizdrzyli się rudzielec i blondyna. Na ich widok zaczęło mnie mdlić.
-Cześć, słuchaj przepraszam…-Harry nie dał mi skończyć wziął za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Usiedliśmy razem na łóżku.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam.
-Nie ma za co-uśmiechnął się.
-A Ron? co mu zrobiłeś?-spytałam.
-Nic, w przeciwieństwie do ciebie i Lav. Swoją drogą niezły chwyt.-złapał mnie za rękę. Przybliżył usta do moich. Pocałował mnie. W sekundę później do dormitorium wszedł Ron.

*

Przepraszam za tek duże odstępy czasowe, ale miałam natłok sprawdzianów i mało weny. :C Mam nadzieję, że się spodoba. Rozdział dedykowany Serafinie. ^.^

Buziaki, Limonka ;*

piątek, 9 maja 2014

Rozdział XI "Bal" [Ann]

Ruszył dalej. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Pobiegłam do Ginny. Była tam teraz tylko ona. Smucił mnie brak Hermiony, ale z drugiej strony to nie była moja wina.
-Ginny!-krzyknęłam do rudowłosej dziewczyny idącej obok Luny Lovegood.
-Hej, Ann-przywitała mnie przyjaźnie.-Poznaj Lunę-uśmiechnęłam się do niskiej Puchonki.
-Cześć-powiedziała Luna.
-Hej, jestem Ann Smith-podałam jej rękę, ale ona spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i poszła dalej. Odwróciła się później i coś krzyknęła do Ginny.
-Miła, nie?-spytała Gryfonka.
-Tak-rzekłam nieśmiało.
-Z kim idziesz na bal? Z Ronem? Jeśli tak, to cię ostrzegam, że nie potrafi tańczyć-mówiła.
-Szczerze mówiąc, nie wiem, nie zastanawiałam się. Najprawdopodobniej w ogóle nie pójdę. Pożyczę pelerynę od Harry'ego i poczekam, aż wrócą inni-wzruszyłam ramionami.
-Inni, znaczy Ron-zachichotała Gin.- Nie rozumiem, co ty widzisz w moim bracie.
-Nic!-oburzyłam się.- Jesteśmy przyjaciółmi! Bo jeśli my jesteśmy razem to ty i Harry się nienawidzicie!-wrzasnęłam i pobiegłam w inną stronę. Wpadłam do biblioteki. W drzwiach natknęłam się na Rona. Nie mogąc się opanować, przytuliłam go i zaczęłam płakać w jego szatę. Objął mnie ramieniem i dyskretnie zabrał na koniec biblioteki.
-Co się stało?-zapytał gdy przestałam płakać.
-Nic, myślę-otarłam łzy.
-O, myślisz. To niebezpieczne.-rzekł półżartem. Kocham te jego oczy, nie jesteśmy PRZYJACIÓŁMI.
-Bardzo-uśmiechnęłam się.
-Idziesz na bal?-spytał. KUR...czę... Czemu teraz wyjeżdża mi z takim pytaniem? Udałam, że nie robi to na mnie takiego wrażenia.
-Właściwie myślałam, aby pożyczyć pelerynę od Harry'ego i zaszyć się gdzieś w pokoju wspólnym lub dormitorium.-powiedziałam.
-A znajdzie się dla mnie miejsce?
-Nie chcesz iść z... Hermioną jako przyjaciele?
-Nie, poza tym ona idzie z Krumem.-oznajmił.
-Czujesz coś do niej?-to pytanie było mega głupie. Więc oczywista była jego reakcja czyli milczenie.
-A Ginny z kim idzie? Z Harry'm?-spytałam próbując złagodzić sytuację.
-Nie wiem, ale raczej nie, bo on nie chce iść z nikim, kto się nie nazywa Cho Chang.
-Ale ona idzie z Cedrikiem-wtedy przestaliśmy rozmawiać o balu, miłości, nieznanym uczuciu i o wszystkim tym podobnym.
Minęło parę dni. Mam wrażenie, że coś się zmieniło. Nie siadamy obok siebie i nie rozmawiamy.
Nadszedł dzień balu.
-Harry!-złapałam go po jednej z lekcji.
-Tak?
-Mógłbyś mi pożyczyć pelerynę niewidkę na dzisiejszy wieczór?-spytałam
-Ale czemu? Nie idziesz na bal?
-Nie.-spuściłam wzrok.
-To fajnie, bo ja też nie-uśmiechnął się i wiedziałam co się dalej stanie.
-Pożyczysz?-naciskałam.
-Tak, ale obiecaj, że pójdziesz ze mną na bal, na pierwszy taniec, a potem oboje znikniemy pod peleryną i się ulotnimy-przedstawił warunki. Byłam skłonna zrobić wszystko byle by nie musieć tam zostawać zbyt długo.
-Stoi-odpowiedziałam.
-To przyjdę po ciebie-rzekł niepewnie.
-Mam jedno pytanie-zatrzymałam go jeszcze.
-Jakie?
-Czy mam... Jakoś specjalnie wyglądać?-spytałam.
-Jak chcesz-wzruszył ramionami.-W sumie nigdy cię nie widziałem dobrowolnie w sukience.
-Ja siebie też nie-dodałam i oboje się roześmialiśmy, a następnie poszliśmy każdy w swoją stronę.
Po ciężkim dniu rozpoczęłam pracę nad wyglądem. Wzięłam prysznic, a następnie ułożyłam włosy, wybrałam i ubrałam buty oraz sukienkę. Pod koniec zrobiłam leciutki makijaż i ubrałam kolczyki. Wyszłam do pokoju wspólnego. Harry już czekał ubrany w czarny garnitur i równie czarne buty. Uśmiechnęłam się.
-Hej-przywitałam się. Przez moment wydało mi się, że przede mną stoi nie Harry, a Ron. Ruszyłam szybko głową i stanęłam przed nim. Wszyscy się gapili, bo przecież w publicznej opinii jestem dziewczyną Ronalda Weasley'a, a na bal idę z sławnym Potter'em.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział Harry. Byłam ubrana w czerwoną sukienkę do kolan. Była niezwykle prosta. Włosy upięłam w warkocz na bok, a mój makijaż był tak profesjonalny, że obejmował pomalowane usta ochronną pomadką i... W sumie to tyle.
-Dzięki-uśmiechnęłam się. Za mną ktoś przeszedł. Złapał moją rękę i ścisnął delikatnie w bardzo charakterystyczny sposób. To był Ron. Odwróciłam głowę, ale on już szedł z Lavender Brown za rękę. Coś mnie zabolało, ale... Co mnie obchodzi z kim idzie? Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
-Idziemy?-wyrwał mnie z zamyślenia głos Harry'ego. Złapał mnie za rękę i razem poszliśmy do cudownie przystrojonej Wielkiej Sali.
-Wow... Jak tu pięknie-powiedziałam rozglądając się. Przed nami pojawiła się Ginny z Nevilem. Pomachaliśmy do nich.
-Może zatańczymy?-spytał. Spojrzałam na niego i znowu ujrzałam Rona w bibliotece ze mną i czekoladą. Otrząsnęłam się i pokiwałam głową. Odtańczyliśmy główny taniec i nawet było fajnie, więc zostaliśmy jeszcze kilka, no dobra kilkanaście tańców tańcząc równo jak Krum i Granger, ale nikt nie mógł przebić Gin i Nevila. Niestety Ron i jego towarzyszka wyszli tuż po pierwszym, ale miałam to gdzieś, bo nie chciałam aby zniszczyło mi wieczór coś tak błahego jak Ron.

*
Bardzo, bardzo przepraszam, że nie było postów, ale postaramy się to nadrobić.
Poza tym to był taki czas z rodziną i egzaminami więc mało ludzi miało czas na czytanie bloga.
Jeszcze raz przepraszam i liczę na pozytywne komentarze.
Buziaki Limonka ;*

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział X "Hermiono, ja ci wytłumaczę!" [Ann]

-Hermiono, masz jakieś książki?-spytałam Hermionę, gdy tylko wstała. Brązowowłosa spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Tak-odparła niepewnie.-A po co ci? Przeczytałaś już tę, którą ci dałam na święta?-spytała patrząc na mnie.
-Tak.-zaczęłam z zapałem.- I muszę przyznać, że była wspaniała-podekscytowałam się.
-Cieszę się, że ci się podobała-rzekła, a na jej poprzednio zdziwionej twarzy pojawił się promienisty uśmiech.
-O, to nie tylko moje zdanie.-zdziwiła się na te słowa.
-Tak?
-No... Ron też uważa, że jest świetna.-na dźwięk jego imienia Hermiona zadrżała. Jaka ja jestem głupia.
-To on czyta książki o czymś innym niż quidich?-zdziwiła się.
-Na to wygląda.-powiedziałam wzruszając ramionami i obie ubrawszy się pobiegłyśmy na śniadanie. Był cudowny poranek piętnastego lutego. Za oknami widziałyśmy zaśnieżone boisko do quidicza i chatkę Hagrida, z której komina unosił się dym z komina. wydawało się, że tak niedawno były święta, a tu jeszcze trochę i się rok skończy. Przerażała mnie wizja rozstania się z Ronem, Harrym, Hermioną i Ginny, ale przede wszystkim przerażało mnie rozstanie z Laurą.
-Ann-usłyszałam szepczącego Rona, który bezczelnie wciągnął mnie za kolumnę. (If you know what I mean... ~Nyrim) Na szczęście Hermiona nic nie zauważyła.
-Ron, co ty robisz?-spytałam i nagle ujrzałam te jego niebieskie oczy, rudą bezładnie ułożoną czuprynę i piegowaty nos.
-Porywam cię-odparł z prostotą. Po czym wziąwszy mnie za rękę zaciągnął do biblioteki. Skitraliśmy się w naszym regale, a on wyciągnął książkę i białą czekoladę. (Again?! O_o ~Nyrim) Padłam mu w ramiona i zabraliśmy się do czytania. Czułam się wspaniale. Jadłam białą  czekoladę i czytałam fajną książkę mugoli w bibliotece z przystojnym chłopakiem o rudych włosach.
Po około czterech godzinach błogiego czytania (Czy oni nic nie muszą jeść?! Ja bym już z głodu dawno zdechła... ~Nyrim) odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy. Ta chwila była piękna i dłużyła się. Gdy (znowu) pomiędzy regały wkroczyła Hermiona Granger.
-CO WY TU ROBICIE!?!-wrzasnęła. Ron i ja podskoczyliśmy natychmiast, on próbował ją złapać za twarz i uciszyć, ale było za późno.
Ze wszystkich krańców biblioteki przybiegli uczniowie. Znaleźli mnie (znowu) z Ronem i Hermioną w nietypowej sytuacji ("Taka sytuacja" pan Oskar W...).
-Będziesz moją dziewczyną?-szepnął Ron zanim wszyscy się zbiegli. Byłam tak zdezorientowana, że nawet nie drgnęłam.-Potakuj jak mówię, a potem chodźmy razem do mojego dormitorium.-skończył w ostatniej chwili, bo już Draco (menda) przygotowywał się do przemowy (Drakuuuś <3 ~Nyrim)
-Co jest?-zaczął, a ja poczułam jak tracę nad sobą panowanie, gdy słyszę ten głosik-Smith i Weasley są razem. Już podczas świąt grali zakochanych.-zobaczyłam jak do oczu Hermiony napływają łzy. Rozdarta pomiędzy trzymaniem się planu, a przyjaciółką stałam jak wryta.
-Tak, jesteśmy parą, a ty i Cross?-zagadnął Ron.
-Kto? Nie znam takiej? (Mend społeczna! Pewnie Laurę zdradza z Pansy... ~Nyrim)-Malfoy wydawał się zdziwiony, chciał coś ukryć tylko ciekawe co?
-Ta Ślizgonka, z którą się miziałeś podczas świąt (*Nyrim się zapowietrza*)-Ron przekraczał barierę. Wszyscy spojrzeli na Draco.
-Nie znam nikogo takiego-oświadczył i machnął na Crabbe'a i Goyle'a. Tego było za wiele to, że z Laurą byłyśmy w stanie kłótni nie zmieniało faktu, że jest moją przyjaciółką. Tyknęłam Ślizgona w ramię, a gdy tylko Draco się odwrócił przywaliłam mu w twarz (Ej! Ej! Ej! ~Nyrim) Ron widząc to zabrał mnie pod pachę (dosłownie jak worek ziemniaków albo mąki) i wywlókł z biblioteki.
Galopkiem (Patatajamy~ Nyrim) dotarł do wieży Gryfonów i posadził mnie na fotelu.
-Co ty wyrabiasz?!-wrzasnął i spojrzał na mnie.
-Co się stało?-spytali równocześnie Fred, George, Harry i Ginny podbiegając do nas.
-Ann przywaliła Draco w twarz-rzekła oniemiała Hermiona wchodząc do pokoju wspólnego.
-Serio?-spytali podnieceni.
-Tak-burknął Ron. Spojrzałam na niego i nie mogąc się oprzeć jego czuprynie pocałowałam go przy wszystkich Gryfonach. Wszystkim szczęki opadły. Hermina po chwili, gdy dotarło do niej co się stało odciągnęła nas od siebie i zaczęła wydzierać się na Rona.
-Co ty robisz!?!
-Hermiono, ja ci wytłumaczę.-ale było już zapóźnio. Hermiona wybiegła z pokoju i (chyba) spoczęła na swoim łóżku.
-Więc jesteście parą?-spytała Ginny, gdy Hermiona zapłakana oddaliła. Wzruszyłam ramionami.
-Tak-oświadczył Ron, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Przypomniało mi się, że mam potakiwać więc przytaknęłam głową i poszliśmy "na stronę". Ginny, Harry i bliźniacy stali w bezruchu, ale niedane nam było zobaczyć co się stanie dalej, gdyż ruszyliśmy do jego dormitorium.
-Przepraszam-powiedział, gdy zamknąwszy drzwi usiadł na łóżku.
-Za co?-spytałam zbita z tropu.
-Za to, że postawiłem cię w takiej sytuacji-oświadczył i spuścił głowę.
-Więc jesteśmy parą?
-Nie wiem, nie odpowiedziałaś.-uśmiechnął się i...
***
Oto taki krótki rozdział. Przepraszam, że taki krótki, ale cóż szykuję coś większego i nie dało się tego połączyć. Tak czy owak liczę, że się spodoba. Tylko proszę bez ciekawych teorii jeśli chodzi o "i..." to nie miałam pomysłu więc zostały magiczne trzy kropki. xD
Nyrim się dorwała do niektórych rzeczy jak sprawdzała więc są od niej dopiski. Też jej się tak wtrynię. Hahahaha *śmiech*.
Limonka ^.^ 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział IX "Czekolada" [Ann]

-Ja i Ron parą?!-wrzasnęłam, gdy Fred i George zanosili się ze śmiechu.
-Tak. Hahaha-śmiał się George.
-Taka piękna para. Hahahaha-Fred zwijał się ze śmiechu, a ja byłam czerwona ze wściekłości. Ron stanął obok mnie i razem patrzyliśmy na bliźniaków z taką wściekłością, że nasze twarze jeszcze bardziej rozbawiały bliźniaków.
-Spadajcie stąd, mami synki!!-wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju wspólnego. Wpadłam do dormitorium i zalałam się łzami. Po chwili podniosłam oczy, a w drzwiach stały Ginny i Hermiona.
Obudziłam się z głośnym krzykiem. Nade mną stali profesor McGonagall, Harry, Ron, Ginny i Hermiona.
-Dziecko, co się stało?-spytała Minerwa.
-Nic..-spojrzałam na Rona.-To był tylko koszmar- wszyscy wyszli zostawiając mnie i Hermionę w spokoju, w naszym dormitorium.
-Co ci się śniło?-spytała Hermiona, gdy ogólna "wycieczka" się rozeszła.
-Nic-podniosłam głowę i smętnie spojrzałam na przyjaciółkę. Nale wszystko wróciło. Cały śmiech bliźniaków, rozchichotane Ginny i Hermiona, koszmar.
-Jesteś pewna?-zawróciła mnie z czarnych myśli.
-Tak-postanowiłam się wziąć w garść.-Chodźmy na śniadanie.-powiedziałam wstając i ubierając się.
Gdy wkroczyłyśmy do Wielkiej Sali, Harry, Ron i Ginny już tam siedzieli. Pomachali nam, a my odwzajemniłyśmy ten gest. Usiadłyśmy obok nich. Spojrzałam przez ramię na stół Ślizgonów. Moje spojrzenie mierzyło wzrokiem wszystkich po kolei. Nareszcie znalazłam ją. Laura Cross siedziała obok Dracona Malfoy'a.
-Wredne typy-usłyszałam głos rudowłosej dziewczyny. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, gdzie jestem.
Uśmiechnęłam się do wszystkich życząc "smacznego". Gdy moje spojrzenie spotykało się z Ronaldem Weasley'em, zarumieniłam się delikatnie, uśmiechnęłam i dalej błądziłam po sali wzrokiem zajadając się jajecznicą.
Była sobota. Wraz z rudzielcem postanowiliśmy pójść do biblioteki w "nasz" zakątek i poczytać książkę pierwszą nawiniętą pod rękę.
Pierwszą książką był podręcznik do transmutacji. Wzruszywszy ramionami zatopiliśmy się w lekturze. Powoli przewracaliśmy kartki, czytaliśmy książkę dokładnie, ale nie ze względu na jej treść. Bardzo lubię transmutacje, ale bez przesady. Zwracaliśmy uwagę na wszystko siedząc w naszym "zakazanym" regale. Opierałam się o niego, w swoich włosach czułam jego miarowy oddech, czułam jego puls w ręce, gdy oboje przewracaliśmy kartki. Dobrze się tak siedziało, czytając każde słowo po dwa razy.
Niestety, po około dwóch godzinach błogiej sielanki pojawiła się Hermiona. Jakieś deja vu? Czemu ona zawsze przychodzi wcześniej niż powinna?
-Co się tu dzieje?!-zagrzmiała, a jej zwykle orzechowe oczy rozżarzyły się czerwienią.
-My....-zaczął Ron i oboje pospiesznie wstaliśmy.
-Tylko uczyliśmy się transmutacji-powiedziałam stanowczo stając przed dziewczyną. Zmierzyłyśmy się wzrokiem.
-Aaaa...-odparła widząc podręcznik w ręce rudowłosego.
-Chcesz się pouczyć z nami?-wypaliłam, sama nie wiem czemu.
-Nie-powiedziała rozchmurzając się-Uczę się już z Ginny i Harry'm.-odparła i pobiegła w jakimś kierunku.
Odwróciłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy. Uśmiechnęliśmy się i z powrotem spoczęłam na jego kolanach.
Ronald długa ręką sięgnął do najbliższej półki i podał mi pierwszą lepszą książkę. Spojrzałam na niego, a chłopak jeszcze raz sięgnął na regał i podał mi tabliczkę białej czekolady.
Uśmiechnęłam się. Siedziałam na jego kolanach z głową opartą o jego ramię, objęta przez przystojnego rudzielca, czytając książkę o nieznanym tytule i jedząc czekoladę.
Tak nas zastali, po raz drugi Harry i Ginny, którzy idąc za rękę śmiali się i wyglądali na zakochanych próbujący się schować w jakimś ciemnym kącie (dam, dam, dam, DAM, taka straszna muzyka ^.^). Gdy wpadli do naszego "zakazanego" regału i zaczęli się miziać na oczach Rona. Chłopak nie wytrzymał i wstał. Stanął za nimi i powiedział:
-Bu!
Poderwali się i zaczęli się tłumaczyć. Zauważyłam, że z niewinnej "rozmowy" zaraz miało przejść do rękoczynów, więc nie wiedząc co robię skoczyłam do rudzielca i pocałowałam go (dam, dam, dam, DAM, znowu ta muzyka).
Harry i Ginny oniemieli z wrażenia. Po chwili "odessaliśmy" się od siebie i spojrzeliśmy na  na zdziwionych Gryfonów.
-Co?-powiedzieliśmy zabierając naszą książkę i czekoladę. Poszliśmy za rękę do jego dormitorium, aby skończyć...

***

Przepraszam, że rozdział krótki, ale cóż. Liczę na pozytywne komentarze i ciekawe sugestie.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 7 - "Czy ty jesteś normalny?!" [Laura]

Minęły święta. Trochę smutne, ale tak już jest. Na dzisiejszej lekcji eliksirów była pierwsza z prezentacji. Nuuudy. Skoro nawet eliksiry z profesorem Snape'm są dość nudne, to co dopiero lekcja z Potter'em i Granger.
Wyszłam z sali, lekko ziewając. Nie mogłam się po prostu powstrzymać. Powodem mojego niewyspania mogły być nocne przemyślenia na temat tego, że Draco nic mi nie powiedział wprost. Tak naprawdę nawet parą nie jesteśmy. Od zakończenia świąt i powrotu wszystkich uczniów, coś się zmieniło. I to wcale nie na dobre. Draco wyraźnie mnie unikał. Nie gadał ze mną (chyba, że musiał) i czułam się tak, jakby to co stało się w Boże Narodzenie było snem. A to co się dzieje teraz, koszmarem.
Spróbowałam jeszcze raz. Przecież nigdy nic nie wiadomo, kiedy takiemu ułomowi przestawi się coś w mózgu.
- Draco... - zaczęłam nieśmiało, a on odwrócił się w moją stronę. Podniósł pytająco brew. - Czy... Nie powinniśmy przećwiczyć naszego projektu...? - niepewnie podniosłam na niego wzrok.
Jednak on, ostatni kretyn, po prostu prychnął i oznajmił:
- Wierzę w siebie. Jeśli ty nie wierzysz, powinnaś się zmienić - odwrócił się z pełną gracją jaką można osiągnąć nie machając długimi włosami. Spojrzałam za nim z niedowierzaniem. Że niby ja w siebie (czy tam w niego, nie wiem, nie słuchałam) nie wierzę?! Czy ta osoba śmiała mnie obrazić? Ohoho... Byłam miła, ale koniec już z tym. Skończą się uprzejmości. Zaczerpnęłam głęboko powietrza.
- Draconie Lucjuszu Malfoy - zaczęłam niby spokojnie, lecz mój opanowany głos poniósł się echem po korytarzu. Miałam wrażenie, że wszystkie rozmowy ucichły i uczniowie gapią się w naszą stronę. Malfoy zatrzymał się raptownie. Chyba nie spodziewał się po mnie takiej reakcji. - Czy ty, do kuśfy nędzy (Ahh... Moje ulubione wyrażenie, które nie jest przekleństwem~ dop.aut.), jesteś normalny?!
Podszedł do mnie bardzo szybko. I bardzo sztywno, swoją drogą. Cofnęłam się zaniepokojona. Coś było nie tak z jego wzrokiem. Był taki drapieżny. I policzki też były trochę dziwne, ale to tak na marginesie.
- Jeśli powiesz coś jeszcze, osobiście dopilnuję, byś trafiła w Halloween do Zakazanego Lasu - wysyczał mi groźnie do ucha. Zamilkłam, chociaż już chciałam mu się odwdzięczyć jakąś powalającą ripostą. Świadomość tego, że może spełnić swoją groźbę nie napawała mnie zbytnią otuchą. - Idziemy do pokoju wspólnego - rozkazał, a ja nie miałam odwagi się sprzeciwić.
Kiedy byliśmy na miejscu, okazało się, że w pokoju nikogo nie ma (Oczywiście. Jak ktoś by się przydał to go nie ma...). Postanowiłam, że w tym przypadku najlepszą obroną będzie atak.
- Czy ty jesteś normalny? - powtórzyłam, tym razem spokojniej - Najpierw się całujemy, a potem nagle zachowujesz się jakbym ci co najmniej sowę zabiła. Żądam wyjaśnień - spojrzałam na niego wyczekująco. Jego policzki przybrały nienaturalny, różowy kolor. Może ma gorączkę?
- Nie twoja sprawa. - Jakże dziecinnie! "Nie twoja sprawa" Jasne, że moja! Jego postawa wyraźnie wskazywała na to, że nie ma ochoty ze mną gadać. Nie miałam już na niego siły. Jednak jego nieugięty wzrok (który chyba nawet jakimiś iskrami rzucał) powstrzymał mnie od wybuchu. Nie miało to najmniejszego sensu. Po prostu się poddałam.
Spuściłam głowę i powlekłam się do dormitorium. Nie poznawałam samej siebie. Z reguły nieugięta i uparta, w jego towarzystwie zachowałam się jak jakaś bezbronna owieczka. Żałosne. Nie obchodziły mnie lekcje, na których powinnam się pojawić. Liczyły się tylko moje złamane i odrzucone uczucia. Bo nareszcie zdałam sobie sprawę z tego, że czuję coś więcej. I nie byłam pewna, czy to dobrze.

~~~~~~~~~~

Tak, wiem, krótka notka. Jednak tak wyszło... :C Mam nadzieję, że następne będą lepsze (tak ogólnie). Więc zapraszam do komentowania (krytyka mile widziana)! :D

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział VIII "Miłość?" [Ann]

Wszystko co się działo do tej pory, działo się na czwartym roku Hogwartu. Razem z Nyrim postanowiłyśmy, że tak będzie lepiej. A więc, wszystko dzieje się podczas "Czary ognia" ^.^


Wraz z rudzielcem zdążyliśmy przeczytać wszystkie książki od Hermiony, zjeść większość cukierków i skończyć projekt.
Tak skończyły się święta. Harry, Ginny, Hermiona i cały Hogwart wrócili na miejsce. Harry, Ginny i Hermiona zobaczyli, że coś się zmieniło się pomiędzy mną, a Ronem. Byli tym zaskoczeni, ale nic nie mówili.
Był stosunkowo piękny dzień stycznia. Pierwsi byli Harry i Hermiona z eliksirem tojadowym, ale moje myśli były tak rozbiegane, że zapamiętałam jedynie nazwę eliksiru. Ron równie pogrążony w myślach siedział obok mnie. Nie wiem o czym myślał, ale ja myślałam o tym, że te święta były cudowne. Do rzeczywistości przywołał nas profesor Snape. 
-Dobrze Potter, Granger proszę usiąść. Na następnej lekcji prezentują Laura i Draco, a za tydzień pora na Weasley'a i Smith. Spakujcie się.-powiedział, a wszyscy w ciągu pięciu sekund wybiegliśmy z sali.
-Ron!-krzyknęłam za odchodzącym rudzielcem.-Poczekaj! Odwrócił się i spojrzał na mnie z góry, był wyższy i w tym miał przewagę.
-Co się stało?-spytał.
-Chciałam...się zapytać kiedy możemy jeszcze raz przećwiczyć naszą lekcję.-wyjaśniłam nieśmiało.
-Nie ma sprawy-powiedział i pochyliwszy się nade mną i pocałował w policzek. Serce mi zabiło mocniej. Poszliśmy razem za rękę ku dormitorium.
W dormitorium usiedliśmy na jego łóżku i zatopiliśmy się nowej lekturze. Czytaliśmy kilka godzin, a następnie do dormitorium wpadła Hermiona. Jednakże, pogrążeni w lekturze nie ruszyliśmy się, ponieważ właśnie miało dojść do pocałunku (w książce). Gdybyśmy mieli coś do jedzenia pochłanialibyśmy je równie szybko jak książkę, ale nasze cukierki skończyły się podczas świąt.
-Co tu robicie?!-wrzasnęła Gryfonka nad naszymi głowami. Podskoczyliśmy i dopiero teraz ją zobaczyliśmy.
-Hermiona, co ty tu robisz?!-wrzasnął Ron.-A jakbym się przebierał?! Nie pomyślałaś?!-krzyczał.
-Przebierał byś się przy niej-wskazała na mnie.
-Nie, ale pomyśl na przyszłość, że się puka!-wrzasnął, a Hermionie oczy zalały się łzami, wybiegła z pomieszczenia.
-Ron-spojrzałam na niego i wybiegłam za nią.
-Ann, przepraszam-na dźwięk tych słów zatrzymałam się w drzwiach. Ron podszedł do mnie i dotknął mojej ręki. Serce mi zabiło. Wróciłam i razem skończyliśmy książkę. Pod koniec kolejnej, wszedł Harry i spostrzegłszy nas na łóżku czytających książkę...
-Bu!-powiedział nad naszymi głowami, ale my nie ruszyliśmy się. Ron tylko szepnął i spytał, czy czarnowłosy ma ciasteczka, a kiedy je otrzymał łożył mi jedno do buzi, a ja zjadłam je czytając książkę. Było czekoladowe ^.^
Następnego dnia była nasza prezentacja. Eliksiry są zbyt nudne, aby je opisywać, grunt, że dostaliśmy dobre oceny i o dziwo zaskoczyliśmy Snape'a.
Każdego dnia czytaliśmy razem książki Hermiony, w końcu zaczęliśmy czytać podręczniki. Harry, Ginny, a zwłaszcza Hermiona dziwili się temu. Wszyscy Gryfoni patrzyli na nas, a na mnie z góry jak na Prawie Bezgłowego Nicka, gdy razem kroczyliśmy po korytarzu. Ron czasem nosił mi książki. Siedzieliśmy i chodziliśmy razem wszędzie. Chyba się w nim zakochałam. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

***

Przepraszam, że tak krótko. Mam nadzieję, że się spodoba. Z góry albo dołu przepraszam za WSZYSTKIE błędy ortograficzne, interpunkcyjne i językowe i wiele innych. Życzę powodzenia w czytaniu i pisaniu ^.^