piątek, 14 marca 2014

Rozdział II "Kłótnia" [Ann]

Wstałam rano około godziny za piętnaście siódma. Na mojej szawce leżał bukiet czerwonych róż. Że słucham?! Skąd to się tu wzięło? Obudziłam Hermionę.
-Co to tu robi?!-krzyknęłam do zaspanej Gryfonki.
-Że słucham?-powiedziała równie zaskoczona. I po chwili walnęła się ręką w twarz. Takie piękne ^.^.
-Mówiłam mu, że ma cię przeprosić, a nie podrywać.-wrzasnęła i chwyciwszy mnie za rękę pobiegła do dormitorium chłopców.
-Puść mnie. Co jest? Pali się czy co?-spytałam Hermionę gdy ta ściągała mnie po schodach.
-Tak. Dureń Weasley schrzanił sprawę więc macie się pogodzić. Ron! -zaczęła walić do drzwi męskiego dormitorium. Wyszedł Ron, na widok Hermiony i mnie zdziwił się tym bardziej, że było przed siódmą.
-Co wy tu robicie?-spytał i spostrzegł kwiaty w mojej ręce.
-Co to miało znaczyć?-krzyknęła Hermiona wydzierając mi kwiaty z rąk.
-Hej, te kwiaty są moje!-powiedziałam i zabrałam bukiet. Zanim odeszłam dodałam.-Dzięki Ron.-pocałowałam go w policzek. To było najgłupsze co zrobiłam w życiu. Weszłam do dormitorium wyczarowałam wazon i wlałam do niego wody. Usiadłam na łóżko i spojrzałam przez okno. Wstawał nowy dzień, a ja już zdążyłam sobie zniszczyć życie na następne sześc lat.
Mówi się, że ze wschodem słońca, rodzi się nadzieja. Jeśli nadzieją jest stan wojny z praktycznie wszystkimi ulubieńcami nauczycieli, osobami, które coś znaczą. To tak mam tej nadziei i szczęścia więcej niż inni, jestem miliarderką, która prawdopodobnie nie zda na następny rok.
Ubrałam się i poszłam z torbą szkolną na śniadanie. Szczęśliwy traf sprawił, że zamiast obok Hermiony siedziałam obok Rona, bowiem gdyby Hermiona siedziała obok mnie roztrzaskała by mi coś na twarzy niby galaretkę.
-Podasz mi sól?-spytał Ron, gdy rozpoczęło się śniadanie.
-Tak.-powiedziałam wyrwana z zamyślenia o tym co by się stało z moją twarzą.-Proszę.-podałam mu miseczkę z solą.
-Dzięki-powiedział i zabrawszy miseczkę posypał jajko.-Przepraszam cię za Hermionę, nie wiem co w nią wstąpiło-dodał wkładając jajko do buzi.
-Ja wiem. To przez te kwiaty-wyciągnęłam kwiaty z torby-Masz, daj je Herminie-powiedziałam wręczając mu bukiet.
-Hej, nie podobają ci się?-spytał biorąc go zdziwiony.
-Podobają, ale nie chce mieć z Hermioną na pieńku, przez zwykły bukiet.
-To ja ją przeproszę. Zależy mi na...-nie wiem co mówił dalej bo odeszłam od stołu i ruszyłam już na lekcje.
Mam mętlik w głowie, myślę co Ron chciał mi powiedzieć. Czemu jestem taką idiotką i wstałam? Czy On... Nie, to nie możliwe, a jeśli? Cały czas chodziły mi po głowie takie myśli, nie mogłam się skupić na lekcjach, patrząc przez okno i zastanawiając się co chciał mi powiedzieć. Czasem, gdy błądziłam wzrokiem po sali ,nasze spojrzenia się spotykały, wtedy szybko odwracałam głowę i starałam się myśleć o czymś innym. Lekcje, czas i myśli zlewały się ze sobą. W otoczeniu tylu uczniów, czuję się taka samotna, pusta, odtrącona. Boję się, że uważają mnie za postać bez duszy. Mam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie i mówią do siebie o moich błędach, odrzucają, nienawidzą. Poszłam spać bez kolacji, bez nadziei na nowy lepszy dzień, a przecież nadzieja umiera ostatnia.
Wstałam rano o wschodzie słońca. Wszystkie Gryfonki jeszcze spały. Spojrzałam na zegarek. Była piąta rano. Stwierdziłam, że nie należy nikogo budzić, więc ubrałam się, spakowałam wszystkie potrzebne podręczniki i zeszłam do pokoju wspólnego Gryffindoru. Gdy schodziłam po schodach zobaczyłam Go, siedział na fotelu przy kominku i czytał podręcznik do eliksirów.
-Co tu robisz?-spytałam. Obrócił się gwałtownie, a gdyby nie mój refleks w rzucaniu zaklęć, jego książka wylądowałaby w kominku.
-Dzięki-powiedział kiedy podałam mu książkę.
-Nie ma za co. Powiedz mi, co tu robiłeś?-spytałam podając mu książkę.
-Ja próbowałem ogarnąć projekt z eliksirów. Chcę zdać-rzekł, a ja znów zrobiłam coś bardzo głupiego, mianowicie usiadłam obok niego (w jednym fotelu ^.^).- Byłem u Snape'a -kontynuował.-Powiedział, że ani zmienić partnera nie mogę, ani samemu zrobić tego projektu.-tłumaczył.
-Ty się mnie pozbyć chciałeś?-rzekłam patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że mnie nie lubi, ale żeby od razu odrzucać.
-Nie. Nigdy bym cię nie skrzywdził w taki sposób i żałuję wszystkiego co ci zrobiłem złego-powiedział i zbliżył swoje usta do moich i właśnie w chwili kiedy miało być tak pięknie, gdy On miał mnie przeprosić pocałunkiem, po schodach zeszła Hermiona. Gdy zobaczyła nas w tak jednoznacznej sytuacji zaczęła krzyczeć tak głośno, że chyba cały Hogwart postawiła na nogi.
-Co wy tu robicie?!-krzyczała.-Mogę znieść, że patrzy na ciebie, daje ci kwiaty, ale pocałunku i pary nie zniosę. Jak możesz, przecież jesteśmy przyjaciółmi, wolisz ją bo jest półkrwi!!!-krzyczała tak długo, że gdy skończyła przyszła profesor McGonagall i profesor Dumbledor.
-Co się tu dzieje?-spytali. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię. Fantastycznie. Fred i George  oraz inni Gryfoni wszystko widzieli, zaraz cały Hogwart się dowie, a przecież do niczego nie doszło. Ten ranek był najgorszym w moim życiu. Oczywiście, byłam świadoma, że będą jeszcze gorsze, ale w tej chwili wszystko straciło sens.

2 komentarze:

  1. Świetne, świetne <3 Uwielbiam Ann, fantastycznie pasuje do Rona ( uważam tak głównie dlatego, że nie umiem zdzierżyć Ron x Hermiona... ale moje dziwne preferencje na bok xd ). Niecierpliwie czekam na reakcję Hogwartu ( i relację Laury ) :3 Weny życzę i pozdrawiam =^.^=

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Reakcja będzie dopiero w przyszłym tygodniu lub szybciej z tego powodu, gdyż moja współ opiekunka jest na ,,chorobowym". Pozdrawiam ^.^

    OdpowiedzUsuń