Wstałam
rano około godziny za piętnaście siódma. Na mojej szawce leżał
bukiet czerwonych róż. Że słucham?! Skąd to się tu wzięło?
Obudziłam Hermionę.
-Co
to tu robi?!-krzyknęłam do zaspanej Gryfonki.
-Że
słucham?-powiedziała równie zaskoczona. I po chwili walnęła się
ręką w twarz. Takie piękne ^.^.
-Mówiłam
mu, że ma cię przeprosić, a nie podrywać.-wrzasnęła i chwyciwszy
mnie za rękę pobiegła do dormitorium chłopców.
-Puść
mnie. Co jest? Pali się czy co?-spytałam Hermionę gdy ta ściągała
mnie po schodach.
-Tak.
Dureń Weasley schrzanił sprawę więc macie się pogodzić. Ron!
-zaczęła walić do drzwi męskiego dormitorium. Wyszedł Ron, na
widok Hermiony i mnie zdziwił się tym bardziej, że było przed
siódmą.
-Co
wy tu robicie?-spytał i spostrzegł kwiaty w mojej ręce.
-Co
to miało znaczyć?-krzyknęła Hermiona wydzierając mi kwiaty z
rąk.
-Hej,
te kwiaty są moje!-powiedziałam i zabrałam bukiet. Zanim odeszłam
dodałam.-Dzięki Ron.-pocałowałam go w policzek. To było
najgłupsze co zrobiłam w życiu. Weszłam do dormitorium
wyczarowałam wazon i wlałam do niego wody. Usiadłam na łóżko i
spojrzałam przez okno. Wstawał nowy dzień, a ja już zdążyłam
sobie zniszczyć życie na następne sześc lat.
Mówi
się, że ze wschodem słońca, rodzi się nadzieja. Jeśli nadzieją jest stan wojny z
praktycznie wszystkimi ulubieńcami nauczycieli, osobami, które coś
znaczą. To tak mam tej nadziei i szczęścia więcej niż inni,
jestem miliarderką, która prawdopodobnie nie zda na następny rok.
Ubrałam
się i poszłam z torbą szkolną na śniadanie. Szczęśliwy traf
sprawił, że zamiast obok Hermiony siedziałam obok Rona, bowiem
gdyby Hermiona siedziała obok mnie roztrzaskała by mi coś na
twarzy niby galaretkę.
-Podasz
mi sól?-spytał Ron, gdy rozpoczęło się śniadanie.
-Tak.-powiedziałam
wyrwana z zamyślenia o tym co by się stało z moją
twarzą.-Proszę.-podałam mu miseczkę z solą.
-Dzięki-powiedział
i zabrawszy miseczkę posypał jajko.-Przepraszam cię za Hermionę,
nie wiem co w nią wstąpiło-dodał wkładając jajko do buzi.
-Ja
wiem. To przez te kwiaty-wyciągnęłam kwiaty z torby-Masz, daj je
Herminie-powiedziałam wręczając mu bukiet.
-Hej,
nie podobają ci się?-spytał biorąc go zdziwiony.
-Podobają,
ale nie chce mieć z Hermioną na pieńku, przez zwykły bukiet.
-To
ja ją przeproszę. Zależy mi na...-nie wiem co mówił dalej bo
odeszłam od stołu i ruszyłam już na lekcje.
Mam
mętlik w głowie, myślę co Ron chciał mi powiedzieć. Czemu
jestem taką idiotką i wstałam? Czy On... Nie, to nie możliwe, a
jeśli? Cały czas chodziły mi po głowie takie myśli, nie mogłam się
skupić na lekcjach, patrząc przez okno i zastanawiając się co
chciał mi powiedzieć. Czasem, gdy błądziłam wzrokiem po sali
,nasze spojrzenia się spotykały, wtedy szybko odwracałam głowę i
starałam się myśleć o czymś innym. Lekcje, czas i myśli zlewały się
ze sobą. W otoczeniu tylu uczniów, czuję się taka samotna, pusta,
odtrącona. Boję się, że uważają mnie za postać bez duszy. Mam
wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie i mówią do siebie o moich błędach, odrzucają, nienawidzą. Poszłam spać bez kolacji, bez
nadziei na nowy lepszy dzień, a przecież nadzieja umiera ostatnia.
Wstałam
rano o wschodzie słońca. Wszystkie Gryfonki jeszcze spały.
Spojrzałam na zegarek. Była piąta rano. Stwierdziłam, że nie
należy nikogo budzić, więc ubrałam się, spakowałam wszystkie
potrzebne podręczniki i zeszłam do pokoju wspólnego Gryffindoru.
Gdy schodziłam po schodach zobaczyłam Go, siedział na fotelu przy
kominku i czytał podręcznik do eliksirów.
-Co
tu robisz?-spytałam. Obrócił się gwałtownie, a gdyby nie mój
refleks w rzucaniu zaklęć, jego książka wylądowałaby w kominku.
-Dzięki-powiedział
kiedy podałam mu książkę.
-Nie
ma za co. Powiedz mi, co tu robiłeś?-spytałam podając mu książkę.
-Ja
próbowałem ogarnąć projekt z eliksirów. Chcę zdać-rzekł, a ja
znów zrobiłam coś bardzo głupiego, mianowicie usiadłam obok
niego (w jednym fotelu ^.^).- Byłem u Snape'a
-kontynuował.-Powiedział, że ani zmienić partnera nie mogę, ani
samemu zrobić tego projektu.-tłumaczył.
-Ty
się mnie pozbyć chciałeś?-rzekłam patrząc mu w oczy.
Wiedziałam, że mnie nie lubi, ale żeby od razu odrzucać.
-Nie.
Nigdy bym cię nie skrzywdził w taki sposób i żałuję wszystkiego
co ci zrobiłem złego-powiedział i zbliżył swoje usta do
moich i właśnie w chwili kiedy miało być tak pięknie, gdy On
miał mnie przeprosić pocałunkiem, po schodach zeszła Hermiona. Gdy
zobaczyła nas w tak jednoznacznej sytuacji zaczęła krzyczeć tak
głośno, że chyba cały Hogwart postawiła na nogi.
-Co
wy tu robicie?!-krzyczała.-Mogę znieść, że patrzy na ciebie,
daje ci kwiaty, ale pocałunku i pary nie zniosę. Jak możesz,
przecież jesteśmy przyjaciółmi, wolisz ją bo jest
półkrwi!!!-krzyczała tak długo, że gdy skończyła przyszła
profesor McGonagall i profesor Dumbledor.
-Co
się tu dzieje?-spytali. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię.
Fantastycznie. Fred i George oraz inni Gryfoni wszystko widzieli, zaraz cały Hogwart się
dowie, a przecież do niczego nie doszło. Ten ranek był najgorszym
w moim życiu. Oczywiście, byłam świadoma, że będą jeszcze
gorsze, ale w tej chwili wszystko straciło sens.
Świetne, świetne <3 Uwielbiam Ann, fantastycznie pasuje do Rona ( uważam tak głównie dlatego, że nie umiem zdzierżyć Ron x Hermiona... ale moje dziwne preferencje na bok xd ). Niecierpliwie czekam na reakcję Hogwartu ( i relację Laury ) :3 Weny życzę i pozdrawiam =^.^=
OdpowiedzUsuńDziękuję. Reakcja będzie dopiero w przyszłym tygodniu lub szybciej z tego powodu, gdyż moja współ opiekunka jest na ,,chorobowym". Pozdrawiam ^.^
OdpowiedzUsuń