poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział III "Początek miłości" [Ann]

Stałam pośrodku Gryfonów, czekajac co będzie dalej. Wreszcie profesor Dumbledore podjął:
-To co się tu stało nie ma najmniejszego znaczenia. Rozejść się. Jest jeszcze bardzo wcześnie.-powiedział, a po chwili dodał nieco ciszej.-Minerwo, Hermiono, Ronie i Ann, chodzcie ze mną.
Powlokłam się smętnie za Dumbledorem, podczas gdy za mną szeptał tłum odchodzących Gryfonów. Doszliśmy do jego gabinetu.
-Co to miało znaczyć Hermiono?-spytała profesor McGonagall.
-Pani profesor, to wszystko ich wina.-mówiła wskazując na mnie i Rona. On przejął się okropnie i zaczeli się kłócić z Gryfonką, a ja nie miałam już siły, ponieważ już widziałam jak będą wyglądać następne lata w Hogwarcie.
-Ann, powiedz mi, co się właściwie stało?-pytał mnie dyrektor, gdy McGonagall uspokajała Rona i Hermionę.
-Tak.-zaczęłam.-Nic szczególnego, pokłóciłam się z Ronem, a gdy chciał mnie przeprosić przyszła Hermiona i zaczęła krzyczeć.-rzekłam, ale byłam w innym świecie. Dumbledore to zauwarzył więc spytał tylko:
-Z kim się przyjaźnisz?
-Z Laurą Cross, ale to bardziej znajomość-kłamałam, bo wiedziałam jak to się skończy. Zaprosi Laurę bym jej wszystko powiedziała, a ta będzie miała mu powiedziać co się dzieje. Nie widzi mi się sprawa o prawie pocałunku z Ronem.
-Jest ktoś jeszcze?-spytał.
-Nie.-powiedziałam i spuściłam głowę. Jedyną osobą, rzeczą, która mogłaby coś mu powiedziec to mój pamiętnik, który przestałam pisać, gdy dostałam się do Hogwartu.
Profesor McGonagall pozwoliła nam nieuczestnicyć w lekcjach dopóki cała sprawa nie ucichnie. Więc byłam skazana na Hermionę. Postanowiłam się z nią pogodzić i powiedzieć jej całą historię.
-Przepraszam-powiedziałam, któregoś dnia.
-Za co?-spytała.
-Za to za co się na mnie zdenerwowałaś-rzekłam nieśmiało.
-A, za to. Nie, to mnie nie obchodzi.-jej wypowiedzi były dziwne. Najpierw zrobiła aferę na cały Hogwart, a później mówi, że nic się nie stało.
-Dobrze, skoro cię to nie zdenerwowało to po jakiego goblina zrobiłaś taka aferę?-spytałam poddenerwowana. Brawa dla mnie. Jestem kretynką, ponieważ zamiast zostawić tę sprawę, wszystko jeszcze bardziej schrzaniłam, a ja nawet chrzanu nie lubię ^.^.
-Zależy ci na nim?
-Nie-odpowiedziałam, ale znowu zrobiłam błąd, bo On stał w drzwiach z bukietem róż.
-Ron?-powiedziałam zdziwiona patrząc na niego. Ron wyszedł z progu.-Poczekaj!!!-krzyczałam za nim.-Zadowolona małpo?-spytałam Hermionę, która uśmiechała się. Pobiegłam za nim.-Poczekaj!!! Stój!-wrzeszczałam na próżno. Szedł przed siebie. Wyszedł z wieży. Musiałam też to zrobić, bo wolę być wyśmiana niż Go stracić.
-Ron!!!-krzyczałam za nim.Wybiegłam z budynku. Zmierzał do Zakazanego Lasu.-Ronaldzie Weasly zaczekaj, ja...-nie wiedziałam co powiedzieć.
-Na co? Aż powiesz mi w twarz, że mnie nienawidzisz?-patrzył na mnie wściekły i zrozpaczony na raz.
-Nie, ja...-nic nie wiedziałam, oprócz tego, że muszę Go odzyskać.-Ja cię lubię. Powiedziałam tak bo gdybym powiedziała inaczej Hermiona, by mnie zabiła na miejscu. Jest w tobie zakochana po uszy. Mówi o tobie przez sen.-uśmiechnęłam się, ale On trwał niewzruszony.-Ja nic od ciebie nie chcę-dodałam.
-Jednak coś chcesz, skoro za mną szłaś-rzekł.
-Chcę być twoją przyjaciółką.-powiedziałam i odeszłam. W drodze do Wieży wszyscy śmiali się i mówili.
-O idzie dziewczyna Rona!
-Co tam? Nie chodzicie na lekcje, aby mieć czas we dwoje?
Tego typu teksty ciągnęły się za mną przez wszystkie korytarze, aż do posadzenia moich czterech liter na łóżku. Spojrzałam przez okno. Otworzyłam książkę do eliksirów. Wypadła z niej jakaś kartka. Chwyciłam ją i pospiesznie przeczytałam.
Ann kocham cię, ale nie umiem ci tego powiedzieć wprost. Przebacz mi pisownię, ale nie jestem cudotwórcą jak ty. Jesteś dla mnie wszystkim, nie mogę bez ciebie żyć. Spotkajmy się jutro około piątej rano w salonie. 
 Będę czekać, Ron :*

Więc On mnie kocha, a ja go wystawiłam dziś rano. Pewnie Hermiona przeczytała ten list i zeszła na dół. Czemu życie mi się tak komplikuje? Chciała bym już być w domu. Nie chcę tu wrócić. Zmienię szkołę, zacznę od zera. Czy On mi wybaczy tę zdradę i ból? Łzy popłynęły mi po policzku. Wbrew pozorom żałowałam, że nie mogę się do niego przytulić choć raz.

2 komentarze:

  1. Niespodziewane to dość jest... ^^ Ale mi się podoba. Życzę weny! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie spodziewałam, ąe mi błędów nie wytykasz, ale dziękuję i nazwajem duuuużo wny. ^.^

      Usuń