Ostatni dzień szkoły... A ja biegałam po całym zamku i próbowałam znaleźć podręcznik od transmutacji. Było go nie pożyczać Pansy... Wiedziałam, że jak będę miła, to kiedyś mnie to zgubi. Tak więc, zamiast jeść sobie spokojnie, musiałam latać za jakąś książką. Wredna szuja. Schowała mi pewnie gdzieś ten podręcznik, a jak głupia go szukałam.
Pobiegłam po kolejnych schodach. Już siódme piętro. Przypomniałam sobie, że właśnie tu jest Pokój Życzeń. Nie spodziewałam się czegokolwiek tam znaleźć, ale przecież "Nadzieja matką głupich". Z tą myślą przeszłam trzy razy obok odpowiedniej ściany, intensywnie myśląc o zagubionym podręczniku. Ukazały się drzwi, a ja przez nie weszłam.
Znalazłam się w ogromnym pokoju gdzie było dosłownie wszystko. Po około pół godzinie szukania, na wielkiej stercie starych i zniszczonych książek, znalazłam moją zgubę.
Wybiegłam z Pokoju z ogromną prędkością, bo nie miałam ochoty spóźnić się na wyjazd pociągu. Kiedy tak gnałam przez korytarz, zauważyłam bliźniaków i zatrzymałam się obok nich.
- H-hej - przywitałam się, głośno łapiąc oddech i opierając dłonie na kolanach.
- Cześć - odpowiedzieli mi z uśmiechami. - Co się stało? - zapytał George.
- Przez ponad godzinę szukałam głupiego podręcznika od transmutacji, bo pożyczyłam go Pansy, a ona mi go schowała... - odpowiedziałam prostując się już.
- A wiesz, że ekspres odjeżdża za niecałe 15 minut? - zapytał Fred. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Muszę lecieć - oznajmiłam i szybko ich przytuliłam.
- Paa! - krzyknęli na pożegnanie, a ja im odmachałam.
W pokoju wspólnym nie było nikogo. Szybko weszłam do dormitorium i spakowałam wszystkie rzeczy. Wtedy przypomniałam sobie, że muszę odebrać Nero z sowiarni. Zamknęłam kufer i, taszcząc go za sobą za pomocą "Wingardium Leviosa", pobiegłam na swoich krótkich nóżkach do sowiarni.
Tam również nikogo nie było. Oprócz Nero zostały tam tylko szkolne sowy. Szybko zabrałam mojego czarnego pupila i włożyłam do do klatki. Przywitał mnie krótkim skrzekiem, a ja pogłaskałam go lekko. Najmniejszy z gatunków sów zasługuje na trochę miłości.
Z coraz większym obciążeniem zmierzałam do Hogsmeade. Ale coś mi mówiło, że nie zdążę. Mimo to uparcie biegłam... przez pierwsze cztery minuty. Potem się zmęczyłam i tylko w miarę szybko szłam.
Gdy pojawiłam się w wiosce usłyszałam tylko dźwięk odjeżdżającego pociągu. Wiedziałam, że jest już za późno. Zrezygnowana opadłam na ławeczkę i otworzyłam klatkę Nero. Pogłaskałam go pod brodą i położyłam sobie na kolanach.
Po około dwóch minutach usłyszałam kroki. Obok mnie pojawił się Draco. Zerwałam się z ławki (Nero z oburzeniem wleciał do klatki) i spojrzałam na niego zdziwiona.
- C-co ty tu robisz? - zapytałam po prostu.
- Ja to co? Spóźniłem się na pociąg. A ty? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, patrząc na mnie z góry.
- Pff... Ta twoja Pansy schowała mi podręcznik, więc musiałam go szukać przez ponad godzinę... - prychnęłam poprawiając okulary.
- Żadna "moja"! - zdenerwował się, ale jednocześnie trochę zarumienił. - To przez nią się spóźniłem... - zerknęłam na niego ciekawa czy dalej będzie opowiadać. - Łaziła za mną cały dzień, cały czas powtarzając: "Draco", "Drakusiu", "Drakuniuniu". - oznajmił naśladując jej głos. Nieznacznie zachichotałam. Spojrzał na mnie spode łba. - No co? Musiałem się ukryć, co też zrobiłem, ale przegapiłem w ten sposób odjazd ekspresu.
Zaczęłam się śmiać. Może nie tyle z Draco, co ze zdenerwowania. Przecież utknęliśmy w Hogwarcie. Po chwili Malfoy dołączył do mnie i razem zwijaliśmy się ze śmiechu. A potem uspokoiliśmy się w jednej chwili.
- To co robimy? - zapytałam już prawie poważnie.
- A przypadkiem Weasley nie zgubił latającego samochodu w Zakazanym Lesie? - odpowiedział pytaniem na pytanie z uśmiechem, który nie wróżył nic dobrego.
Wybiegłam z Pokoju z ogromną prędkością, bo nie miałam ochoty spóźnić się na wyjazd pociągu. Kiedy tak gnałam przez korytarz, zauważyłam bliźniaków i zatrzymałam się obok nich.
- H-hej - przywitałam się, głośno łapiąc oddech i opierając dłonie na kolanach.
- Cześć - odpowiedzieli mi z uśmiechami. - Co się stało? - zapytał George.
- Przez ponad godzinę szukałam głupiego podręcznika od transmutacji, bo pożyczyłam go Pansy, a ona mi go schowała... - odpowiedziałam prostując się już.
- A wiesz, że ekspres odjeżdża za niecałe 15 minut? - zapytał Fred. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Muszę lecieć - oznajmiłam i szybko ich przytuliłam.
- Paa! - krzyknęli na pożegnanie, a ja im odmachałam.
W pokoju wspólnym nie było nikogo. Szybko weszłam do dormitorium i spakowałam wszystkie rzeczy. Wtedy przypomniałam sobie, że muszę odebrać Nero z sowiarni. Zamknęłam kufer i, taszcząc go za sobą za pomocą "Wingardium Leviosa", pobiegłam na swoich krótkich nóżkach do sowiarni.
Tam również nikogo nie było. Oprócz Nero zostały tam tylko szkolne sowy. Szybko zabrałam mojego czarnego pupila i włożyłam do do klatki. Przywitał mnie krótkim skrzekiem, a ja pogłaskałam go lekko. Najmniejszy z gatunków sów zasługuje na trochę miłości.
Z coraz większym obciążeniem zmierzałam do Hogsmeade. Ale coś mi mówiło, że nie zdążę. Mimo to uparcie biegłam... przez pierwsze cztery minuty. Potem się zmęczyłam i tylko w miarę szybko szłam.
Gdy pojawiłam się w wiosce usłyszałam tylko dźwięk odjeżdżającego pociągu. Wiedziałam, że jest już za późno. Zrezygnowana opadłam na ławeczkę i otworzyłam klatkę Nero. Pogłaskałam go pod brodą i położyłam sobie na kolanach.
Po około dwóch minutach usłyszałam kroki. Obok mnie pojawił się Draco. Zerwałam się z ławki (Nero z oburzeniem wleciał do klatki) i spojrzałam na niego zdziwiona.
- C-co ty tu robisz? - zapytałam po prostu.
- Ja to co? Spóźniłem się na pociąg. A ty? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, patrząc na mnie z góry.
- Pff... Ta twoja Pansy schowała mi podręcznik, więc musiałam go szukać przez ponad godzinę... - prychnęłam poprawiając okulary.
- Żadna "moja"! - zdenerwował się, ale jednocześnie trochę zarumienił. - To przez nią się spóźniłem... - zerknęłam na niego ciekawa czy dalej będzie opowiadać. - Łaziła za mną cały dzień, cały czas powtarzając: "Draco", "Drakusiu", "Drakuniuniu". - oznajmił naśladując jej głos. Nieznacznie zachichotałam. Spojrzał na mnie spode łba. - No co? Musiałem się ukryć, co też zrobiłem, ale przegapiłem w ten sposób odjazd ekspresu.
Zaczęłam się śmiać. Może nie tyle z Draco, co ze zdenerwowania. Przecież utknęliśmy w Hogwarcie. Po chwili Malfoy dołączył do mnie i razem zwijaliśmy się ze śmiechu. A potem uspokoiliśmy się w jednej chwili.
- To co robimy? - zapytałam już prawie poważnie.
- A przypadkiem Weasley nie zgubił latającego samochodu w Zakazanym Lesie? - odpowiedział pytaniem na pytanie z uśmiechem, który nie wróżył nic dobrego.
~~~~~~~~~~
Tą notką rozpoczynam "sagę" wakacyjną. ^^ Chciałyśmy z Lime zrobić sobie w wakacje przerwę, ale chyba nic z tego nie wyjdzie... xD Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania! :3
No raczej, że z przerwy nici bo wasze historie są poprostu genialne i ja napewno nie dam wam odpocząć ;D
OdpowiedzUsuń