środa, 16 lipca 2014

Rozdział XVI "Listy" [Ann]

Gdy skończyliśmy deser poszłam do domu.
-Jestem mamo!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Ann, to ty?!-dobiegł mnie z kuchni jej głos. Wywróciłam oczami i zawlekłam się w kierunku dźwięku. Podejrzewałam, że coś ode mnie chce: może pozmywać, albo sowy przyszły. W kuchni mama gotowała obiad - moje ulubione spagetti.
-Tak, to ja. Co mam zrobić?
-Nic, głuptasie. Wszystko skończłaś przed wyjściem z Harrym, a jeśli o tym mowa, to przyszła sowa od Weasley'ów leżą na parapecie - wskazała na list zaadresowany do mnie od... RONA???? Zdziwiona pobiegłam na górę z nadzieją, że są to poprostu przeprosiny, za Bóg wie co, lub pytania o wakacje i Harry'ego.
Odpakowałam kopertę najszybciej jak się dało, rozłożyłam kartkę i zatopiłam się w słowach zgłębiając każde po koleji.
Droga Ann!
Mam nadzieję, że dobrze mijają ci wakacje.
Chciałem cię przeprosić za wszytko, choć dokładnie tego nie rozumiem.
Liczę, że u ciebie i Harry'ego wszytko gra, bo odkąd ON wrócił bałem się, że możemy się już nie zobaczyć. 
Muszę z tobą porozmawiać, a poza tym chcieliśmy cię zaprosić wraz z Harrym na ostatnie dwa tygodnie wakacji. 
Proszę, odpisz szybko, jak się zapatrują na to twoi rodzice

Ron                   


Przeczytałam list kilka razy próbując dopatrzeć się w nim jakiejś drwiny, żartu czy tak zwanego haczyka. W końcu poddałam się myśli, że Rona obchodzę. Ta wiadomość jednocześnie mnie ucieszyłam i zmartwiła. Voldemort powrócił, a my, raczej ja, nie potrafiliśmy porozmawiać. 
Wyjrzałam przez okno; dochodziło południe. Powoli wzięłam pergamin, pióro i atrament. Usiadłam przy biurku. Zaczęłam kreślić litery, słowa, zdania i frazy. Wkońcu skończyłam list godny wysłania.

Ron, ja długo myślałam nad odpowiedzią, w końcu nie mogę napisać "Tak" i wysłać pustą kartkę. Musiałam dłuuugo pomyśleć, nim napisałam to "tak" w dłuższej formie.
Co ja piep***, moja odpowiedź to "TAK", zwykłe proste: "tak" , nie mogę się doczekać!
U Harry'ego wszystko gra; widziałam go dziś. Na pewno się ucieszy, że do was wpadniemy. 



Ann

Gdy skończyłam pisać list przywołałam sowę i wypuściłam ją do Weasleyów. Siedziałam jeszcze kilka minut przy biurku bezsensownie gapiąc się na ścianę. Następnie przeczytałam list Rona jeszcze raz i zeszłam na dół.
-I co to był za list?-spytała mama, gdy wkroczyłam do salonu.
-Zwykły, najzwyczajniejszy. Dostałam zaproszenie od Weasleyów na końcówkę wakacji, bo Harry ma urodziny. Będzie On, Weasleyowie i Hermiona-powiedziałam bez emocji.-Mogę jechać?-spytałam na koniec.
-Tak. Myślę, że to świetny pomysł. Musimy jeszcze ustalić, kiedy skoczyć na pokątką i kupić mu jakiś prezent, co? Ale będzie fajnie!-moja mama zawsze ekscytuje się wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Nie zawsze mówię jej o wszytkim. Jestem ciekawa, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się, że już się całowałam. Podniesiona na duchu poszłam do salonu. Chwyciłam pilota i rozłożywszy się na kanapie włączyłam telewizor. Chwilę później wskoczyła na mnie mała biała suczka.
-Zunia!-krzyknęłam gdy słodki mieszaniec położył się na moich kolanach, zwijając się w kłębek.-Tęskniłaś za mną, kochana?
-I to jak!-krzyknęła mama z kuchni.
-Jak co roku-dodałam szeptem z nutą smutki w głosie.
-Mówiłaś coś?-spytała.
-Nie.-odparłam i zabrałam się do oglądania. Przerzucając kanały i głaszcząc moją Zunię leciał mi czas.
 Wieczorem po kolacji, gdy byłam gotowa do snu, do mojego pokoju przyleciała moja czarna sowa. Podała mi list i zmęczona położyła się spać do swojej klatki. Wyskoczyłam z łóżka, jak z armaty. List był od rudzielca. Rozwinełam go z szybkością błyskawicy i pochłonęłam kilka razy ciesząc się każdym słowem.

Ann piszę do ciebie w wielkiej tajemnicy przed moimi braćmi i siostrą.
Gdyby się Gin dowiedziała, że nękam cię w wakacje, udusiłaby mnie.
Tęsknię za Tobą. Byłaby szansa na spotkanie na Pokątnej w ten weekend?
Czekam na odpowiedź
Ron

Ostatnie słowa listu mnie rozbroiły. Przecież dopiero co zanienawidziłam tę  gęstą czuprynę rudych włosów, a teraz mówił mi, że za mną tęskni i liczy na spotkanie. Mimowolnie byłam szczęśliwa, ale nie zamierzałam przyjść i rzucić się w ramiona chłopakowi, który niedawno złamał mi serce. Potrzebowałam się wygadać komuś, komu ufam i kto mnie zrozumie. Była jedna osoba, która mnie wysłucha i nie będzie zadawać pytań- Harry. Harry Potter i ja staliśmy się przyjaciółmi, mogłam liczyć na to, że posłucha moich żałosnych lamentów i powie, co jest dobre. Niby był przyjacielem Rona, ale wierzyłam, że jednak powie mi słusznie, co powinnam zrobić z tym listem. Z mętlikiem myśli bignących przez mój mózg jak torpedy zasnęłam, a sen był tajemniczy i nadzwyczaj spokojny.

Nazjutrz wstałam wcześniej, zajadłam śniadanie złożone z dwóch kanapek z dżemem truskawkowym mojej mamy i serka oraz niewielkiej kostki twarogu. Wyleciałam z domu po porannej toalecie i małych obowiązkach, i już po paru minutach stanęłam na Privet Drive 4. Zapukałam.
-Dzień dobry-rzekłam uprzejmie do wuja Harrego.
-Dzień dobry, młoda damo-powiedział wynośnie.
-Mogłabym porozmawiać z...-przerwał mi w pół zdania.
-Tak, oczywiście. Petuniu!-wrzsnął.-Nasz mały Dudziaczek ma-zaśmiał się-koleżankę. Pani Dursley wybiegła z kuchni, aby przyjrzeć się mojej osobie.
-Ja do Harry'ego-oznajmiłam stanowczo, a małżeństwo załamało ręce.
-Niech będzie, ale nie dostanie ani grosza-wrzsnął trzasnął drzwiami i odszedł tak szybko, na ile pozwalały mu jego krótkie nogi. Czekałam kilka sekund, aż w drzwiach stanął czarnowłosy.
-Harry-rzuciłam mu się na szyję i pociągnęłam jak najdalej od tego budynku, który miał być żałosną imitacją domu.
-Co się stało?-spytał, gdy znaliźliśmy się poza zasięgiem oczu jego ciotki.
-Muszę z kimś pogadać-wyznałam.
-Okej-powiedział zdziwiony.
-Chodzi o Rona-wydusiłam.
-Czemu gadasz ze mną, a nie Gin, Hermioną czy Bóg wie kim innym.
-Bo tylko ty się do tego nadajesz-zdenerwowałam się.-Masz-podałam mu ostatni list od rudzielca.-Zobacz, co napisał mi wczoraj.
-Nie sądzę, że mógłbym czytać...
-Czytaj!-przerwałam jego wątpliwości.
W końcu z niechęcią rozłożył kartkę i przeczytał ją uważnie, po czym zmierzył mnie wzrokiem.
-Co mam robić???-opadłam z bezsilności na ławkę w parku.
-Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam się na...TYM-usiadł obok.
-Ale znasz mnie i Rona-oparłam głowę na jego ramieniu.-Czy gdybym to ja napisała do ciebie taki list przyszedł byś na Pokątną?-spytałam patrząc mu prosto w oczy. On zamiast odpowiedzi siedział chwilę bez ruchu. Potem objął mnie, przysunął bliżej siebie i pocałowaał delikatnie w usta. Pocałunek? Rozbroił mnie, może nie powiennam tego robić, ale nie odepchnęłam go. Wiedziałam, że ma w tej okolicy tylko mnie.

*
Oto kolejna notka! Tym razem ze szczególną dedykacją dla Pewnej Osobistości.
 To ona zmotywowała mnie do napisania tej notki, dała nową wiarę.
Dziękuję Nyrim <Kudee! To Oruu poprawiała! T.T~Korektor nr 2 [Oruu]> za poprawę tego posta i wszystkich innych, bo napewno było duuużo błędów.<Ojj... Bylo...~Korektor nr 2 [Oruu]>
Liczę, że następne posty będą dłuższe, lepsze i bardziej warte uwagi.
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy choć tu zajrzeli.
Buziaki Limonka ;*
<A tak na marginesie, ten był na prawdę godny uwagi. ;3~Korektor nr 2 [Oruu]>
                         


1 komentarz:

  1. Oj, dziękuję za dedykację :3
    Bardzo, ale to bardzo mi miło! Rozdzialik fajny, szczególnie spodobało mi się, jak przedstawiłaś Dursley'ów, bo z pewnością u pani Rowling by tak zareagowali ;***

    OdpowiedzUsuń